Konkurs Blog Roku 2011 to już przeszłość. Zaangażowałam się w proces wyborów zadając
organizatorom kilka istotnych pytań, wciągnęłam do zabawy bliższych i dalszych znajomych oraz czytelników ze skutkiem wiadomym i na dzień dzisiejszy wiem, że nie jestem już tymże konkursem więcej zainteresowana, jakkolwiek trochę mi szkoda. Cieszę się, że wygrał blog o podróżach, gdyż sama jestem pasjonatką podróżowania, pozostałe treści mnie specjalnie nie interesowały ale nie musiały, tak jak innych nie musi interesować, o czym ja piszę na Jarzębinie.
Polubiłam wyróżniony blog w kategorii Teen, w którym młodziutka dziewczyna popularyzuje domowe gotowanie, słabo znane dzisiaj młodzieży ale na tym nie koniec, bo autorka bloga pisze także (a raczej pokazuje na zdjęciach) o sprawie dla mnie osobiście niesłychanie istotnej, czyli sposobie podania, tego co się ugotuje. Nawet zwykła kanapka z żółtym serem smakuje wyjątkowo, jeśli się ją ozdobi jak tartinkę, poda jak należy i skonsumuje również jak należy. Nie trawię jedzenia „na jednej nodze” w powietrzu, w pośpiechu, niechlujnie, byle jak. Nie trawię dosłownie, wiem o tym, gdyż czasami sama tak jem, kiedy mnie głód nieznośnie przyciśnie w niesprzyjających okolicznościach. Polubiłam też bardzo blog Pani Niteczki, na którym z przyjemnością oglądam wyszywane przez nią cudeńka i malowane, kolorowe, bajkowe obrazki.
Jeden z wyróżnionych blogów traktował o wolontariacie w hospicjum ale pomimo uznania
dla autorki za to, co robi uważam, że się tego bloga czytać nie da. Mam nadzieję, że Jarzębina jest bardziej strawna. To a propos jedzenia a w jego następstwie trawienia. A a propos wolontariatu w hospicjum zaś, to Internet jakiś czas temu obiegła podawana z rąk do rąk następująca informacja: „Pracownica hospicjum z Niemiec spisała najczęściej powtarzające się wyznania osób, które umarły na jej rękach. W ten sposób powstała lista pięciu rzeczy, których najczęściej żałują umierający.”
Na zasadzie podaj dalej pozwalam więc sobie zacytować autorkę listy cytowaną z kolei przez portal chn24.pl z moim krótszym lub dłuższym komentarzem.
„Żałuję, że nie miałem śmiałości prowadzenia takiego życia, jakie uważałem za słuszne, a prowadziłem takie, jakie oczekiwali ode mnie inni – Tego ludzie żałują najczęściej. Gdy zdają sobie sprawę, że ich życie jest już prawie skończone, mogą łatwo dostrzec, jakich marzeń nie zrealizowali. Większość osób nie próbowała spełnić nawet połowy ze swych marzeń.”
Nie wiem, na jakiej podstawie wysnuła powyższą interpretację autorka listy, która była bliżej umierających ludzi. Wydaje mi się, że zagadnienie nie dotyczyło tylko marzeń ale było o wiele bardziej złożone i dotyczyło również przekonań, wartości a nawet zasad, których nie lubię a przede wszystkim uczciwości wobec samego siebie.
„Żałuję, że tak dużo pracowałem. – Tego rodzaju uczucie wyrażał każdy pacjent płci męskiej, jakim się opiekowałam. Niektóre kobiety również wyrażały tego rodzaju żal. Jednak ponieważ większość z nich należała do wcześniejszego pokolenia, nie zajmowały się one zarabianiem na rodzinę – komentuje pracownica hospicjum.”
Pracownica hospicjum po prostu stara się uzasadnić męski stres „wcześniejszego pokolenia” wynikający z modelu rodziny, w którym żona zajmowała się domem a mężczyzna na ten dom zarabiał zapewniając mu egzystencję materialną. Faktem jednak jest, że termin zachwiania równowagi pomiędzy życiem prywatnym a zawodowym (Work-Life Balance ) pojawił się po raz pierwszy ponad pięćdziesiąt lat temu, wraz z opinią naukowców, według której czas a więc i życie winno się rozsądnie dzielić między własne potrzeby fizyczne i emocjonalne, rodzinę, przyjaciół, pracę zawodową oraz pracę społeczną. Naukowcy idąc dalej, wysnuli wniosek, że ta cenna umiejętność podziału wpływa na postawy życiowe a więc pośrednio również na żal wyrażony w punkcie pierwszym. Zagadnienie okazało się na tyle trafne i istotne w rzeczywistości, że stało się przedmiotem pracy psychologów klinicznych i psychoterapeutów a w dalszej kolejności także specjalistów od HR-u, pracujących nad problemem u źródła czyli w zakładach pracy aby nie trafiał on do tych poprzednich.
„Żałuję, że nie miałem śmiałości, by wyrazić swoje uczucia. – Wielu ludzi przygaszało swoje uczucia, żeby zachować określone relacje z ludźmi. Pojawienie się wielu chorób miało związek z doświadczanymi przez nich uczuciami goryczy i oburzenia – mówi kobieta i dodaje, że tłumiony stres jest najgorszym z możliwych uczuć.”
Nic dodać, nic ująć. Każda tłumiona emocja odkłada się śmiertelnym złogiem w organizmie, gdyż wybucha ze spóźnionym zapłonem z niebywałą siłą. Każde nie zauważone czy też nie zrozumiane uczucie prędzej czy później doprowadza do konfliktu. Emocje winny znaleźć jak najszybciej swoje ujście na zasadzie wentyla a mówienie o swoich uczuciach jest podstawą w komunikacji interpersonalnej, którego to tematu nie będę dalej rozwijać. Kwestia śmiałości a tym samym odwagi wyrażania uczuć to już kwestia asertywności, o której każdy mniej lub więcej słyszał a której fragmentaryczne pojęcie zacytuję za Wikipedią : „Człowiek asertywny swobodnie ujawnia innym siebie, wyraża otwarcie swoje myśli, uczucia, pragnienia. Czyni to w sposób uczciwy, bezpośredni, śmiało, bez paraliżującego lęku, akceptuje swoje ograniczenia, niezależnie od tego, czy w danej sytuacji udało mu się odnieść sukces, czy też nie. Potrafi odpowiedzieć nie, zażądać czegoś, co mu się należy, nie lęka się nadmiernie oceny, krytyki, odrzucenia. Pozwala sobie na błędy i potknięcia, dostrzegając swoje sukcesy i mocne strony. Gdy jest w centrum zainteresowania uwagi, potrafi działać bez niszczącego lęku. Akceptuje zmiany w sobie i innych. Potrafi się porozumieć z innymi, potrafi też dochodzić swych praw i egzekwować je.”
„Żałuję, że nie utrzymywałem relacji z przyjaciółmi. – Często ludzie nie zdawali sobie sprawy, jaką korzyść czerpią z utrzymywania kontaktów ze swymi przyjaciółmi.” Mam nadzieję, że autorka cytatu nie miała tutaj na myśli korzyści materialnych.
„Żałuję, że nie pozwoliłem sobie być szczęśliwym. – Wielu ludzi z powodu lęku przed zmianami udawało przed innymi i przed samymi sobą, że byli zadowoleni ze swojego życia – tłumaczy opiekunka i dodaje, że tak naprawdę umierający ciągle bali się, że stracą to co mają.”
Ten cytat pozostawię bez komentarza.
Aby otrzymać odpuszczenie w religii katolickiej należy między innymi żałować za grzechy i postanowić poprawę życia a także wypełnić pokutę. Religia powiada także o grzechach dokonanych przeciwko sobie ale interpretację tego pojęcia w powyższym kontekście pozostawiam teologom.
Pozostając dalej w smutnej sferze umierania Onet, organizator konkursu na Blog Roku, kilka dni temu jako kuriozalne podał przykłady ostatnich życzeń skazanych na najwyższy wymiar kary w Stanach Zjednoczonych, w których, jak wiadomo, więźniowi przysługuje prawo do wyboru ostatniego posiłku. Wśród tych „kuriozalnych” dań znalazły się w różnych kompozycjach lub osobno między innymi: ostrygi gotowane na parze, cheeseburgery i grillowane skrzydełka, paczka cukierków określonej marki, czarna oliwka, owoce, twarożek i sok oraz tort czekoladowy. Biorąc pod uwagę, że rzecz się dzieje w Ameryce, tym bardziej powyższe wcale nie uważam za odbiegające od normy a jedynie podziwiam, że w takich chwilach można mieć na coś konkretnego apetyt. Zdecydowanie bardziej preferuję opowieści snute w tym duchu niż przygnębiające treści, które czasami można odnaleźć w blogosferze.
Podsumowując, to co dzisiaj napisałam, to o otaczającej nas rzeczywistości, o historii, o
gotowaniu, o modzie, o miłości czy czymkolwiek innym można pisać różnie, byle było to do strawienia nie mówiąc już o wartości dodanej a z tym bywa różnie. W każdym bądź razie ja na pewno o sobie kiedyś nie powiem, że nie miałam śmiałości aby wyrażać swoje uczucia, gdyż komentuję, to co czytam a co budzi moje emocje, podobnie jak na co dzień staram się wyrażać swoje uczucia na różne sposoby. I tego samego czytelnikom Jarzębiny życzę.

Zwierzolubni