Zapach traw

Ranna rosa trawy źdźbło zbudziła o świcie
Nabrzmiałą kroplą zawisła ukradkiem
Na małym płatku dopiero w rozkwicie
Posianym do życia mej wiosny świadku.

Przejrzałam się w niej uważnie, z rozkoszą
Jasnego spojrzenia odbite w kropli niebo
Jak w lustrze rozbłysło obrazem uroczym
Wskazało mi drogę błękitną do niego.

Wielka ulewa runęła, by wraz z wieka burzą
W strugach wody zatopić widok przejrzysty
Traw zapach swą siłą po burzy odurzył
Zielone miał oczy tamten wieczór dżdżysty.

Wczesna jesień stubarwną sukienkę ubrała
Pod nóż poszły łąki pod czas sianokosów
Jak po deszczu wyrosły wokół stogi siana
W miękkim kopcu ciał odcisk, żniwo pokłosu.

Gdy drzewa całkiem nagie pod niebem sinym
A dzień przed nocą trwożliwie ucieka
Zgłodniała zwierzyna traw zapas na zimę
Wyjada łapczywie z mojego karmnika.

Kochankowie – Szinyei Merce, 1845 – 1920

Ten wpis został opublikowany w kategorii I tak przemijamy, MOJE WIERSZE i oznaczony tagami , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój komentarz zostanie automatycznie opublikowany. Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Spam protection by WP Captcha-Free