Akumulator na sznurku

Jakiś czas temu, kiedy wyjeżdżałam do Spały wczesnym rankiem na szczęście zauważyłam, że mam flak w tylnej oponie. Wezwana na pomoc, męska, techniczna ręka byłego męża stwierdziła ten sam defekt po czym udała się z powrotem do domu. Zrobiłam więc to, co każda szanująca się kobieta za kierownicą zrobić powinna. Wezwałam pomoc w postaci holownika ubezpieczyciela. Pierwszy raz jechałam na lawecie. Nie dosłownie jechałam. Jechało moje autko a ja w kabinie kierowcy holownika. Najbliższa wulkanizacja w pięć minut załatwiła sprawę opony oraz….pokazała mi gdzie mam lewarek i koło zapasowe. W poprzednim moim aucie miałam już pewną wprawę w wymienianiu koła na dojazdówkę, która znajdowała się w bagażniku. W Toyocie nie mogłam zapasowego koła zlokalizować. Małe auto i miniaturowy bagażnik. Zapas nie miał prawa się tam zmieścić. Przyjęłam,   że Yaris nie ma zapasu i w tym przekonaniu jeździłam tym autem od paru lat.
W wulkanizacji popatrzyli na mnie jak na prawdziwą blondynkę za kierownicą.

Dzisiaj,  w pośpiechu podążyłam na parking aby zdążyć do Warszawy przed korkami. Autko nawet nie zakaszlało. Trup na miejscu. Zapomniałam zgasić światło i akumulator wyczerpał się z kretesem. Byliśmy do siebie podobni. Też tak się czuję. Będąc na swoim terytorium zrobiłam szybką akcję pod tytułem kable do akumulatora, żeby odpalić od sąsiada. Nikt nie miał jak na złość. Nie muszę wspominać, że całe oprzyrządowanie w stylu kabli, linki holowniczej i tak dalej posiadam ale znajduje się w garażu….w miejsce bagażnika Toyoty. Jak kiedyś wypakowałam ze sprzedanego samochodu tak nie włożyłam już do następnego.
Zwołałam więc męska ekipę i nastąpiła próba na tak zwany pych. Dopchali ze 200 metrów…i nic. Przyparkowałam na dobre na wąziutkiej Nadpilicznej. Na szczęście już za zakazem parkowania, bo by się okazało, że trójkąta i tych takich rzeczy też nie posiadam. Gaśnicę i apteczkę mam. Nie wiem dlaczego akurat o tym pamiętam. Konrad udał się po kable na stacje benzynową. Nie mieli. Pojechał więc do domu po te kable. Przytulił się….i też nie zakręciło. Czy to ważne, kto się przytula? Poddał się. Co mi pozostało?Jak zwykle to samo. Wezwana na pomoc, męska, tym razem wieloosobowa, techniczna ręka z hotelu też nie dała Toyocie rady. Wezwałam więc pomoc w postaci holownika ubezpieczyciela. Chyba mnie już nie ubezpieczą kolejny raz albo stwierdzą, że jestem wyjątkowo szkodliwa i podniosą opłatę za pakiet. Trwało z godzinę, zanim przekonałam konsultantów, że ja naprawdę chcę zapłacić za nowy akumulator. To o co prosiłam, to aby holownik przyjechał z nowym akumulatorem, aby nie było potrzeby holowania. Z uporem maniaka powtarzali mi ile to ja mam kilometrów holowania w pakiecie. Nie bardzo byli zorientowani, gdzie jest Spała. Gdyby popatrzyli na mapę, to nie byłoby takiej potrzeby. Mogli mnie holować dowolnie ze Spały do Warszawy i z powrotem w ramach pakietu. Wreszcie jeden z nich zaskoczył po mojej uwadze…że ja niczego bardziej nie pragnę, tylko żeby mnie skontaktował z holownikiem a ja już się z nim dogadam.
Dogadałam się z holownikiem. Przyjechał. Wymienił akumulator ale przeżarte kwasem śruby mocujące  połamały się w trakcie odkręcania. Pękły jak ogon mojego psa przy próbie doczyszczenia. Miałam więc nowy akumulator ale nie miałam jak go przykręcić do podłoża? Niech będzie do konstrukcji szkieletowej, na której był zamocowany. Śruby szóstki były potrzebne.Od czasu odkrycia awarii minęły właśnie trzy godziny. Udałam się na parking gdzie przypadkiem odkryłam technicznego facia z zapasem śrub. Miał śruby szóstki z nakrętkami.

Udał się na miejsce zbrodni na Nadpilicznej. Teraz dwóch mechaników kombinowało, jak umocować akumulator, gdyż okazało się, że nowy model nie pasuje do obejmy starego. Po prostu się nie mieści, gdyż jest większy. O ile sobie przypominam, mówiłam holownikowi,
do jakiego modelu auta potrzebuję akumulator, łącznie z tym, ze plus znajduje się z prawej strony! Nie udało się. Nie ten rozmiar, niestety. Akumulator za duży, dziura za mała.
Panowie zastosowali więc innowacyjne rozwiązanie. Holownik przywiązał mi akumulator do wszystkiego co się da sznurkiem, po czym zażądał za innowację stówkę plus cena akumulatora. Cudownie zlokalizowany parkingowy, na moja prośbę, zabrał konstrukcję szkieletową aby domowym sposobem dopasować ją do nowych rozmiarów. W serwisie  pewnie musiałabym zakupić nowy akumulator, pasujący do szkieletu. Wybrałam to drugie rozwiązanie. Zrobiła się prawie szósta. Upłynęło godzin cztery od początku akcji, kiedy to wreszcie wyruszyłam w katowicką trasę, tylko, że w kierunku przeciwnym do Katowic.
Z akumulatorem na sznurku jeździłam dobry miesiąc i działało!

Zdjęcie: Sharjah, – 1997; Myjnia – moja Toyota 2011 – Archiwum Jarzębiny; Hotel Mościcki Spała, Nadpiliczna – I.Jóźwik www.Spala24.pl

Ten wpis został opublikowany w kategorii Biegnąca z wilkami, MOJE OPOWIADANIA i oznaczony tagami , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój komentarz zostanie automatycznie opublikowany. Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Spam protection by WP Captcha-Free