W Zamku Ryn mieszkaliśmy z Korkiem w skrzydle myśliwskim. Trupie czaszki zwierzątek
straszyły na ścianach. Pokój był trochę przymały jak na nasze potrzeby ale miał za to dwa łóżka. Standardowe dziewięćdziesiątki. Od dzisiaj zamawiam w hotelach tylko dwójkę do pojedynczego użytku z psem. Korek zrobił się na tyle światowy, że wymaga osobnego łóżka a ja się wysypiam na swoim. Po hotelowym zamku oprowadził nas kustosz. Nie zapytali nas, w którym skrzydle chcemy spać. Po zakończonym zwiedzaniu byłam pewna, że powinniśmy spędzić tę noc w skrzydle więziennym. Znamienne hasło, wytkane na wykładzinach „Wbrew nadziei mam nadzieję” odpowiadało naszym…..no, może nie zupełnie naszym ale mojemu na pewno, zapotrzebowaniu.
W XIV wieku trzymali w tej części zamku kobiety alkoholiczki na odwyku. Ciekawe, czy ktoś kiedyś podszedł do uzależnienia alkoholowego w sposób historyczny? Problem od wieków, jak widać, był niezwykle istotny, skoro pobudowano olbrzymie zamczysko, żeby go rozwiązać. Hasło kupiłam od razu, chociaż problem alkoholowy to nie mój problem. Próbowałam go sparafrazować z punktu widzenia tych biednych więźniarek. Wyszła mi sentencja wierszem:
Wbrew nadziei mam nadzieję
Że się jeszcze miód poleje.
W lobby zauważyłam plakat cyklicznych przedstawień teatralnych. „Przepraszam, czy tu straszy „ autorstwa Marii Czubaszek. Pytanie retoryczne. Widok czaszki na czaszce straszy w biały dzień pustymi oczodołami w skrzydle myśliwskim.
Zajrzeliśmy na zabytkowy basen hotelowy z kominkiem i akwarium. Myślę, że dla kobiet, o których mowa powyżej, byłoby to zdecydowanie lepsze miejsce pobytu. Z całą pewnością potwierdzi moje słowa specjalista od uzależnień.
No i dziedziniec, dziedziniec, dziedziniec. Oprócz sali konferencyjnej pod wezwaniem Jagiełły spędziłam na nim najwięcej czasu.
Zaraz po przyjeździe udałam się do restauracji. O kanapkach kupionych na stacji benzynowej i spożytych z Korkiem w samochodzie już dawno zapomniałam. Zaryzykowałam tatara.
Magda: jesteś samobójcą
Jeśli samobójstwo miałoby polegać na zjedzeniu tatara, to umarłabym już z tysiąc razy.
Ja: czy tu można palić?
Kelner: proponuję, żeby Pani przeszła na dziedziniec. Tam są popielniczki
Siedziałam na tym dziedzińcu i siedziałam. Przysiadł się dyrektor hotelu. Pogadaliśmy. Poszedł. Dalej siedziałam a czas płynął i płynął…czekałam na tatara jak na jakieś niebywałe danie na specjalne zamówienie. Drugi papieros. W ustach mi zaschło. Wróciłam do sąsiadującej z dziedzińcem restauracji, żeby domówić piwo. Patrzę a tu tatar sobie stoi i czeka na mnie przy stoliku dla niepalących. Nieporozumienie. Tatarek… jaki lubię najbardziej. Z grzybkami marynowanymi i kaparami ..do tego ekstra smalczyk… jaki lubię najbardziej, z ciemnym chlebem. Z tego nieporozumienia ledwo zdążyłam na zwiedzanie z kustoszem a potem mi się żal Korka zrobiło, że ja tu mielone, surowe mięso a on żarcie z puszki, więc poszłam po niego i udaliśmy się do kręgielni oraz na strzelnicę, gdzie spędziliśmy wspólnie resztę wieczoru.
Korek jest moim rycerzem. Za duży nie urósł. Taki w sam raz. Rycerze średniowiecza, którzy mierzyli 1,60 m uważani byli za super przystojnych. Wyższych niż oni już nie było.
Zbroję dźwigali dwukrotnie cięższą od wagi ich ciała. To ile musiały mierzyć kobiety? Ja mam 1,59 m. W tamtej epoce biłabym rekordy wzrostu wśród kobiet.
Ja: Jack Daniels z colą, poproszę
Barman: ze słomką?
Na dziedzińcu odbył się pokaz barmański free style. Fajny, gdyż było ich dwóch – barmanów – poruszających się w jeden rytm, z tym, że jeden robił drinki pomarańczowe a drugi zielone.
Muszę z ubolewaniem stwierdzić, że z organizacji wypłynęły dane osobowe! Do poszczególnych konkurencji, może lepiej do turniejów, wywoływane były osoby według klucza. Do pokazu free style wywołany został przewodniczący komisji gastronomicznej w stroju zakonnika. Zrobił trzy drinki podrzucając butelkę Malibu. Na pytanie białogłowych, które tymi drinkami obdarował: Co to jest?
Odpowiedź brzmiała: Nie wiem.
Fachowców mamy z prawdziwego zdarzenia. Nie wiedzą, co mieszają.
Mnie wywołano do konkurencji trafiania półtonowym mieczem w słomkę. Dokładnie mówiąc, to słomek było trzy. Jedna z lewej, druga z prawej i jedna z góry. Trafiłam bez pudła. Pomogły mi odgłosy wydawane przez japońskich samurajów, przesadziłam, mojego syna, który na kursach karate miażdżył cegły rękami pianisty. Nie wiem, czy ktoś mój sukces uwiecznił. I nie tylko to. Warto też było uwiecznić huk wystrzałów z hołubic i chyba z armaty , staropolszczyznę prowadzącego rycerza w zbroi i pióropuszu z pawich piór i jeszcze parę innych odgłosów.
Ja: a jak oni tym staropolskim cudzoziemców zabawiają?
Magda: może więcej pokazują niż mówią
Przebrani byliśmy skutecznie tylko dodatki nie pasowały. Mniejsza z większym. Krzyżak z gołymi łydkami i w czarnych pantoflach prezentował się dobrze. W którymś momencie pokazu szarży piechoty Jagiełły z dzidami Krzyżak stanął naprzeciwko i robił zdjęcie.
Ja: jeden przeciw wszystkim
Magda: rozniosą go
My z Magdą też sobie przebranie wybrałyśmy na szybko w trakcie przerwy kawowej. Bez mierzenia. Ja w ulubionym, czerwonym aksamicie. Rozmiar 46….trochę za duży. Magda w błękicie. Rozmiar 136. Leżał na niej jak ulał. Martwiła się, że z biustem nie wejdzie ale znalazła złote sznurówki do poluzowania po bokach. Ona dama – ja dwórka. Problem polegał na tym, że obsługa też paradowała w strojach z epoki i trudno się było w tej hierarchii znaleźć.
Ja: jak myślisz? Kto to?
Magda: Nie wiem. Trzeba uważać, żeby nie popełnić fau pax
Członek zarządu o piersi chuderlawej wywołany został na pojedynek. Dostał hełm na całą twarz w kształcie psiej mordy i te wszystkie kilogramy, które średniowiecznym rycerzom dźwigać przyszło. Zmagał się straszliwie…ale na koniec pasowany został na rycerza.
Członek: przysięgam miecza dobywać w słusznej sprawie
Mamy prawdziwych mężczyzn w zespole. Nie da się ukryć.Gdzieś około północy uznałam, że pora na salony wprowadzić Korka. O tej prze nie powinien już nikomu wadzić. To był ostatni dzwonek. Mój pies był wyczerpany ujadaniem przez cały dzień w myśliwskim pawilonie. Miski powywracał do góry nogami w proteście przeciwko polowaniom. Poza tym pojawił się nowy wróg. Maszyna do czyszczenia butów. Nie zdzierżył tej maszyny. Pokonała go. Wzięłam psa na spacer po dziedzińcu, żeby odreagował.
Głosy od stolików: Zobacz! Zobacz! Jak ona z tym psem wygląda! Rewelacja!
Oczywiście, że rewelacja. Korek ma smycz w indiański wzorek. Wpakowałam go pod stół, gdzie marudził. Co chwila go pod tym stołem uspokajałam.
Ja: gdzie Magda?
Białogłowa naprzeciwko: szukasz jej pod stołem?
Opowiedziałam Magdzie o Korku pod stołem przy śniadaniu.
Magda: pewnie. Mogłam się już osunąć
W trakcie przyjęcia, po mojej prawej na skos miejsce przy stole zajęła bliżej nieznana mi czarnogłowa. Barmana w barze ubywało, więc sama sobie serwowała drinki..Wszystkie na raz. Kieliszek do czerwonego wina wypełniony w ¾ białą wódką, szklanka do long drink wypełniona coca colą…ale udała się po coca colę..więc miałam wątpliwości, czy to coca cola w tym long drinku…szeroka, krótka szklanka do aperitifu, nie wiem z czym i jeszcze ze cztery nie wiem z czym. W związku z powyższym skutecznie uzupełniałam jej kolekcję
o swoje puste naczynia, dostawiając w rzędzie. Jakby co, to ona nie ja!
Z jedzeniem było podobnie. Talerzyk na przystawkę zapakowany został do granic możliwości pod górę. Na szczycie dwie kromki chleba. Znam to. Ludzie jedzą oczami. Dzięki temu wszystkie psy w Spale mają co jeść, bo najpierw jedzą psy a potem wrzuca się resztki do młynka do odpadków, tych, których psy nie mogą…jeść.
Ja na swój talerz do dania głównego nałożyłam kawałek jesiotra. Wreszcie zjadłam jesiotra zamiast go tylko fotografować na naszych, hotelowych, okolicznościowych bufetach.
Towarzystwo rozproszyło się gdzieś około trzeciej. Część udała do klubu nocnego, część nie wiem gdzie. Zostaliśmy sami z Korkiem na dziedzińcu. Korek rozpłaszczył się na kamiennej posadzce a ja na krzesłach wzdłuż stołu. Muzyka z głośników leciała niebiańsko, huralno, czternastowieczna. Piękna. Barman nie mógł opuścić swojego stanowiska…w myśl..lokal dziedziniec czynny do ostatniego gościa….Po prostu wyłączył muzykę. Wiedział co robi. Następnego dnia mój projekt figurował jako pierwszy na liście porządku obrad.
Magda: Ty to też jakaś komisja?
Ja: nie. Ja, to zespół
Można się zabrać na te nasze obrady z osobą towarzyszącą za skromną, dodatkową opłatą.
Ja: ile za tego pieska?
Recepcja: 50 zet
Ja: poproszę o zniżkę. To mały i niekłopotliwy piesek
Magda na trzecim piętrze, w tym samym skrzydle słyszała psią skargę przy czterometrowej szerokości murów. Pokojowej zabroniłam wejścia do pokoju w trosce o jej przegryzioną aortę i w trosce o ostatnie cztery zęby Korka.
Dostałam zniżkę do 35 zet. Ile to procent?
Facebook
Zwierzolubni