Dwie Fridy, dwie maski, pod nimi ból
Od dziecka diabeł wziął je na tortury
Tragicznych nie szczędził im w życiu ról
Przenosić nakazał najwyższe góry.
Jak Popocatepetl. pueblo i chili
Blask oczu z odłamków topazu
Łzy diamentowe w słabości chwili
Nasycone barwami płótno obrazu.
Dwie Fridy, połączone aortą dwa serca
Miłość i samotność, rozpacz rozstania
Niewierny kochanek, mąż bluźnierca
Ciernie w ciało wbite i duszy zmagania.
Jak Casa Azul, Tehuana i retablos
Niebo Meksyku w szafirowym płaszczu
Kaleka kobieta skarżąca się na głos
Jelonek zagubiony w wilczej paszczy
Dwie Fridy, dwie suknie, dwa kontynenty
Koloryt i ślubnej sukni biel skrwawiona
Syn utracony, choć z miłości poczęty
Kochanka szalona, kobieta niespełniona
Jak palqueria, quesadilla, agawa
Wyniosła wyżyna dzikiego Meksyka
Wstążek i szali wabiła powabem
Kręgosłup płuca pozbawiał krzyku.
Dwie Fridy, dwie kobiety, jedno ciało
Na wieczność złączone ich ręce
Brwi krukiem zrośnięte lecz lotek mało
Podcięte skrzydła w cierpieniu, udręce
Jak Coyoacan, popękana bólem Senora
Sens odnalazła – piękna choć smutna
Oszałamiajacych kolorów złota amfora
Magiczna, dumna, wrażliwa, okrutna.
Facebook
Zwierzolubni