Szaroszary ekran za oknem
Niebo z ołowiu odlane
Drzewa jak kury zmokłe
Ulice deszczem pijane
Zalane.
Ciężarem nade mną zawisło
Smutkiem przygniotło
Pociskiem rozprysło
Nadzieję wymiotło
W nieznane.
Jak ołów kute, ciągnione
Niebo walcowane
Niegdyś upragnione
Dzisiaj przypomniane
Wyciskane
Czcionką, zecerskim złomem
Wodociągiem zatrutym
Toksycznym domem
Życiem poprutym
Zakutym
Mozolnie barwne szkło spajam
W ramki ołowiowe
Serce uspokajam
Uspokajam głowę
Słowem
Może kiedyś na to niebo sine
Spojrzę przez witraże
Szaroszary zginie
Gdy zamarzę
Czas pokaże.
Facebook
Zwierzolubni