Stwierdzenie Piotra dotyczące genów osobowości muszę przyznać, że mnie zaintrygowało
(opowiadanie: Płynąc pod prąd). Dociekliwość mam zapisaną w genach osobowości. Czasami drążę temat w nieskończoność, do znudzenia, jak to się mówi „dzielę włos na czworo”. Najbardziej przemawiają do mnie argumenty poparte bądź to empirycznym doświadczeniem bądź też badaniami naukowymi a na samym końcu logicznym wywodem. Definicję genów osobowości, jako taką, znalazłam w artykule Prof. dr hab. Mieczysława Chorąży, który to artykuł ukazał się w Polityce Nr 14/2005 (2498) i jest dostępny w internecie pod tytułem Mądrość bez DNA. Ponieważ jest powszechnie dostępny, przytoczę tylko niewielkie fragmenty tego interesującego tekstu:
„Człowiek jest organizmem o wysokiej złożoności i hierarchicznej organizacji, jest owocem ewolucji świata niższych zwierząt, od których różni go przede wszystkim rozwinięta kora mózgowa i inne regiony mózgu. To są różnice fizyczne, morfologiczne. Ale człowiek posiada jeszcze zasadnicze i niezwykłe właściwości odróżniające go od zwierząt nawet ewolucyjnie mu najbliższych, określające człowieczeństwo: samoświadomość, posługiwanie się mową, zdolność do myślenia abstrakcyjnego, altruizm, poczucie wolności, sumienie i całe bogactwo życia psychicznego…………….Człowieczeństwa nie wyjaśniają w pełni ani antropologia, ani genetyka. Niezmierzone granice intelektu człowieka, jego mądrość nie mają prostego związku przyczynowego z zasobem naszych genów. Gdyby te związki były proste i miały charakter przyczynowy, to w genomie (w uproszczeniu: DNA) człowieka zabrakłoby miejsca na siedlisko dla genów kodujących nieskończone bogactwo naszego życia duchowego. Geny (DNA odziedziczone po rodzicach) biorą udział w rozwoju komórek nerwowych, formowaniu mózgu, budowie traktów i połączeń nerwowych, zapewne też w pewnym stopniu odpowiedzialne są za specjalizację regionów (pól) mózgowych, funkcji modułów mózgowych, transmisji sygnałów itp. Ale geny zapewne nie kontrolują naszej religijności, zachowań seksualnych, zdolności mówienia po rosyjsku lub japońsku, zamiłowania do astronomii, zachowań kryminalnych lub zdolności do tworzenia poezji, komponowania sonat ani nie odpowiadają za większość chorób.
Sześć miliardów ludzi na naszym globie ma bardzo podobne wyposażenie genetyczne. Każdy z nas jest jednak inny, każdy ma inną osobowość, inną samoświadomość, mądrość, poczucie wartości, inaczej reaguje emocjonalnie…..
Tyle nauka. Zrozumiałam, że Piotr miał na myśli spotkanie osób o zbliżonych, może nie tyle osobowościach, co poziomie inteligencji zdolnej do pojmowania w ten sam sposób abstrakcyjnych pojęć, zbliżonych systemach wartości, które warunkują nasze postępowanie, sposobów, w jakie rozwiązujemy problemy i tak dalej….a wszystko to razem można chyba sprowadzić do jednego mianownika, który ja na swoje potrzeby nazwałam „fundamentem”. Dopiero na takiej mocnej podstawie, mocnym fundamencie w związku czy też partnerstwie, można budować dalej.
Dwa wachlarze
Dwa wachlarze, dwa księżyce
Dwie tajemnice
Każdy ruch, powietrza drgnięcie
Wachlarz i spódnica
Dłoni zgięcie
Zachwyca
Dwa wachlarze, dwa spojrzenia
Dwa uniesienia
W jednym rytmie serc uderzenia
Dwie twarze
Jeden taniec
Razem
Ciekawa jestem opinii innych na ten temat i byłabym wdzięczna za komentarze do niniejszych dywagacji. Ze swojego doświadczenia, niestety muszę to przyznać bez bicia, wyniosłam smutny dla mnie acz prawdziwy (sprawdzony empirycznie) wniosek, że związki, których fundament się chwieje nie powinny nigdy dochodzić do skutku. Jeżeli partnerzy rozmijają się w takich podstawowych pojęciach jak: odpowiedzialność, cywilna odwaga, powinność, obowiązek, zdrada…..to co dopiero mówić o porozumieniu w innych obszarach życia codziennego. Dodać muszę, że włożyłam wiele wysiłku aby przekonać ojca mojego dziecka do prawd dla mnie oczywistych, z marnym skutkiem, niestety. Chętnie zapytałabym więc jakieś innego znawcę przedmiotu, co warunkuje naszą emocjonalność czy wrażliwość na przykład. Co, jeśli nie geny? Wracając więc do tezy postawionej przez Piotra, nazwa „geny osobowości” chyba jest chybiona. Co na to Piotr?
IWONKO
Korespondencja z Tobą to czysta przyjemność i nim przejdę do spraw bieżących, to spróbuję przedstawić Tobie pewną teorię, którą kiedyś wymyśliłem na swój prywatny użytek. Mam herbatkę i szklaneczkę i piję twoje zdrowie, ale tylko ta jedna, a teraz do rzeczy.
Jest małżeństwo, pani i pan, oboje – powiedzmy – pracują – normalnie. Ich doba dzieli się umownie na trzy segmenty. Dla prostoty 3 x 8 godz.
- segment pierwszy PRACA. Wychodzimy rano i pracujemy, tu istotny element to frustracje i napięcia związane z pracą. Ważnym elementem tego segmentu jest umiejętność pozostawienia w pracy całego pakietu i nie przenoszenie atmosfery pracy na grunt domowy, ilu to się udaje, chyba NIEWIELU
- segment drugi DOM NAJWAŻNIEJSZY tu się rozgrywa dramat dwojga ludzi, przenoszone frustracje z pracy, codzienna walka o byt, podział obowiązków między siebie, brak wspólnych tematów do rozmów, brak wspólnych zainteresowań, brak tolerancji dla potrzeb partnera, jego dużych i małych problemów dnia bieżącego.
Jeżeli tu nie ma porozumienia to segment trzeci nie istnieje lub jest to sprawa rutyny, potrzeby fizjologicznej itd.
- segment trzeci czyli ŁÓŻKO jest niezbędny do budowy udanego związku, ale tylko jego istotne znaczenie i dominujące jest w fazie początkowej związku. Później jego rola oddala się na plan dalszy i to jest błędem. Sex można traktować instrumentalnie, natomiast uważam, że ciało kobiety to najpiękniejszy instrument, z którego mało kto umie wydobyć pełne możliwości………………………..
Ludzie, którzy podejmują decyzję o wspólnym życiu, bezkrytycznie oceniają swych partnerów sprowadzając oceny do tych podstawowych kryteriów- udany sex, estetyka czyli wygląd, status społeczny a gdzie szara rzeczywistość, czyli wyrok 16 godz. na dobę ze sobą – teoretycznie dożywocie.
Pytałaś o geny……. Geny to możliwość wzajemnej fascynacji takimi nieuchwytnymi fluidami jakimi może obdzielić się dwoje ludzi działających na tych samych falach i na to mamy minimalny wpływ – to działa przypadek , tego nie wymyślimy, to jest w nas.
Powinienem podziwiać Ciebie za twój chart ducha, czytając w jakim układzie tkwisz, ale …………… masz moje wsparcie – bo tak wypada.
Miałem okazję bezpośrednio obserwować podobną sytuację i dziś z dystansu odległości, bo rzecz ma się w Szczecinie i dla mnie jest to „chore”, tam też kobieta jest niejako liderką związku czyli matką polką – jaki to związek? W imię czego rezygnujesz ze swoich praw do szczęścia niezależnie w jakim wymiarze ono istnieje. Patrząc na moc jaką dysponujesz i radość życia – tu dokonałem złej oceny Twojej osobowości : przepraszam! – jaką cenę będziesz płacić, jak długo?
Co do mojego bagażu wspomnień to mnie nie obarcza ono jakimś poczuciem winy, chęci powrotu, ponieważ moja konstrukcja psychiczna jest na tyle mocna, że nie powoduje poczucia żalu, a z drugiej strony umysł zmusza mnie do dokonania analizy i to dotyczy też spraw związanych z innymi sferami mojego życia np. pracy.
Pojęcie strachu – ja miałem podobne koszmary, ale ponieważ z życia czerpałem garściami, to w pewnym czasie stwierdziłem – że zaczynam zapis nad kreską i już nic nie muszę. Dodatkowo jestem z pochodzenia ¼ tatarem , babcia była z pochodzenia 100% tatarką – religia muzułmańska ma motto, które określa byt człowieka na zasadzie – co ma być to będzie i ty nie masz wpływu na to co zapisane…………gdzieś.
Szklaneczka się kończy, życie biegnie dalej, a ja poznałem cudowną kobietę.
…….możliwość wzajemnej fascynacji takimi nie uchwytnymi fluidami jakimi może obdzielić się dwoje ludzi, działających na tych samych falach i na to mamy minimalny wpływ…..i tutaj muszę się z Piotrem zgodzić. Nie sposób uzgodnić czy dogadać genów osobowości zawartych w tym podejściu do pojęcia genów. A może jest na to jakaś metoda? Może po prostu wystarczy błysk zrozumienia w oku, śmiech z tego samego dowcipu, zachwyt nad tym samym dziełem sztuki, sposób wyrażania myśli…….
Kochanie…
Kochanie – ciepło zabrzmiało i miło
Kolana z galarety, w sercu trzepotanie
Jakby to słówko o wszystkim stanowiło
Jakby wynagrodzić miało czekanie
W zapomnienie puścić wszystkie inne słowa
Nie ważne, czy bolesna czy radosna rozmowa
Kochanie – i uśmiech zagościł na twarzy
Kochanie – i uśmiech się zdarzył.
Nie raz słyszałam kochanków rozmowy
Małżeństwo po latach się ze sobą spierało
Kochanie – powszednim stało się słowem
Tak wiele – kochanie – znaczyło tak mało
Mon cheri, my darling wciąż pomiędzy zdania
Jakby – kochanie – gwarancję dawało kochania
A on inną dziewczynę gdzieś miał na boku
A ona w hotelu z innym dzieliła pokój.
Kochanie – ciepło zabrzmiało i miło
Przyjaźniej niż skarbie lub moja Ty muzo
Gdzieś z czasem – kochanie – zniknęło, rozmyło
Jeden raz powiedziane, o jeden za dużo
Szkoda mych kolan, łopotu serca w panice
Szkoda słówka, które gdzieś ciągle słyszę
Kochanie – rozbrzmiewa tu i tam dookoła
Kochanie – pójdę już sobie. Nikt nie woła.
Zdjęcie A-B-Z Dna, Thorwald via Wikimedia Commons, public domain; Lody – Archiwum Jarzębiny
Renata Domagalska
„Dwa wachlarze”
olej na płótnie
Domgalska, Renata, artyzm.com
jolka
Co nas nie pokona, to nas wzmocni.Płeć, geny i takie różne nie mają nic do rzeczy. Wola walki,chęć zwycięstwa, czerpanie z możliwości wyboru to jest to co nas określa.
A dla Piotra pozdrowienia.
dodano dnia 03.07.2009, 17:12
Facebook
Zwierzolubni