Historia Marka bardzo mnie poruszyła. Naprawdę Marek nazywa się inaczej ale nie chodzi
przecież o to, żeby wskazywać na konkretną osobę ale żeby opowiedzieć o wspaniałym, w mojej opinii, człowieku, którego losy potoczyły się tak a nie inaczej.
Poznaliśmy się na początku 2007 roku. Nasze spotkanie należało do tych, z których się wynosi jakąś wartość dodaną do własnego życia. Ja w każdym bądź razie wyniosłam.
Spędziliśmy ze sobą trochę czasu a potem każde z nas odeszło w swoją stronę. Bogatsze o nowe doświadczenia, wzbogacone o otwartość i refleksję drugiego człowieka. W realu, jak to się mówi, nie spotkaliśmy się nigdy.
W mojej opowieści postaram się jak najczęściej oddawać Markowi głos. Niech mówi sam za siebie. Ja jestem w niej osobą drugoplanową, chociaż, żeby zrozumieć wymianę myśli, mój komentarz też jest potrzebny. Niektóre wątki – a było ich kilka – pominę.
Marek: Istotnie, dużo czasu spędzam przy komputerze, w tym i na takich stronach, jak ta. Robię dla klientów biznesplany i piszę im pisma formalne. Taka praca przy domu, bo w piwnicy mam biuro, ale siedzę w swoim pokoju dla wygody. Dziś z konieczności, bo opiekuję się matką: bezwładną, niemą i niedowidzącą… Córka mieszka od 2003 roku w Londynie i więcej nikogo nie mam… prócz jamnika szorstkowłosego.
Ja: Ja mam tylko syna, który kończy studia i tylko patrzeć jak wyfrunie z domu, poza tym nikogo, ano jeszcze dwa psy. Z mamą współczuję, taka kolej rzeczy, niestety, że na starość potrzebujemy opieki, moja mama miała tętniaka mózgu, też była bezwładna…. ale to już stare dzieje. Obyśmy my zdrowi byli! Ja obecnie jestem bez pracy, w ubiegłym roku straciłam ją dwukrotnie, z tym, że z tej pierwszej odeszłam po 30 latach pracy. Z zawodu jestem hotelarzem, skończyłam studia podyplomowe z HRu i w tym zawodzie pracowałam przez ostatnie pięć lat. Teraz dostałam pracę w hotelu w województwie łódzkim, w małej, turystycznej miejscowości, muszę się przeprowadzić, więc ja będę tam …a mój syn tu. Jeszcze przez chwilę będę miała dużo czasu siedząc samotnie w domu więc miło mi będzie, jak do mnie napiszesz…
W ten sposób nawiązaliśmy znajomość. Raczej standardowo ale kulturalnie, przedstawiając się sobie nawzajem. Marek z wykształcenia jest inżynierem zootechniki. Przez wiele lat pracował w tym zawodzie, zanim, poszedł „na swoje”. Zajmuje się doradztwem, wykorzystując własne zasoby lokalowe. Ukończył dodatkowo prawo w trybie studiów podyplomowych i jak sam to określa, sprawy w sądzie, które prowadzi, traktuje jako swego rodzaju rozgrywkę intelektualną. Życie zmusiło go do przyjęcia stacjonarnego rozwiązania biznesowego. Dodam jeszcze, że jest przystojny, ma piwne oczy i szpakowaty zarost. Wszystkim samotnym paniom polecam.
Marek : Druga żona puściła mnie z torbami, a córka zamieszkała ze mną. Zachorowała moja matka w sposób dramatyczny. Od tamtego czasu leży bezwładna, niema i niedowidząca. Więc był to wymóg wszechstronny. Dziś jestem uwiązany, choć nie mam żalu do losu. Tak trzeba, jestem jedynakiem. Zarabiam w przelocie, ale żyję… Dziś myślę o wykorzystaniu posiadanego potencjału, po szoku z lat ubiegłych… a następnie o realizacji marzeń…
Nie znam Twojej sytuacji życiowej, oprócz tego, że masz kłopot z uzyskaniem pracy, na utrzymaniu syna i dwa psy. Praca na swoim jest uosobieniem pozornej wolności, bo zależnej od własnego zdrowia, głowy, okoliczności. Czy dziś można zatem mieć poczucie bezpieczeństwa? I co to znaczy? Nigdy wszak nie jest tak dobrze, aby nie mogło być lepiej, prawda? Wszystko zależy od wymagań…
Podobno przywarą Polaków jest radość z nieszczęścia innych. Podnosi nas na duchu świadomość, że ktoś inny ma gorzej niż my, gdyż generalnie lubimy się użalać i litować nad sobą. Nie uważam, w tym kontekście, żeby Marek miał gorzej niż ja. To żart oczywiście. Po prostu jego historia jest inna.
Ja: Tak, masz rację, że chyba jestem Ci winna coś więcej o sobie…..mój pierwszy mąż to studencka przygoda, zginął tragicznie dawno temu. Z drugim mężem przeżyłam prawie dwadzieścia lat, materialnie wiodło nam się w miarę dobrze aż wpadł w nałóg i w jednej chwili przepuścił cały nasz dorobek życia na giełdzie. Zanim się obejrzałam siedzieliśmy po uszy w długach……banalna historia. Od ośmiu lat jesteśmy w separacji, rozwód udało mi się uzyskać dopiero…miesiąc temu, tylko dlatego, że on od roku ma kogoś, z kim chce się związać na dłużej. On prowadził własne przedsiębiorstwo, które doprowadził do upadku. Od kilku lat nie zarabia pozostawiając utrzymanie i spłatę długów na mojej głowie. Wystawiłam dom na sprzedaż, to pozwoli mi wyjść z kłopotów finansowych ale póki co potrzebuję dobrej, stabilnej pracy a z tym jest problem.
Marek: Czyli było i się zmyło. Twój były mąż albo chciał więcej albo widział w giełdzie szansę na szybkie wyjście z kłopotów. A Ty o tym nie wiedziałaś? Przepraszam, odpowiedz wyłącznie sobie… Z pracą najemną dla osób w naszym wieku nie jest różowo, dowiadujesz się teraz o tym osobiście. Wszystko się ułoży, wierzę w to głęboko. Do wszystkiego należy podejść rozsądnie i spokojnie i z uśmiechem. Los wcale nie musi nas rozpieszczać całe życie, bo wszystko jest policzone…Nigdy nie byłbym sprzedał dachu nad głową. Przenigdy! A spokój dopiero będzie w grobie. Życie to ciągła walka…Głowa do góry!
Tak myślę, że w tym momencie naszej niezobowiązującej niczym, luźnej rozmowy, po raz pierwszy dodał mi otuchy pokazując inne spojrzenie. Nagle, od zupełnie obcej osoby dostałam wsparcie emocjonalne, którego byłam pozbawiona przez wiele lat. Ale to taka drobna dygresja na mój temat. Zanim przejdę do właściwej opowieści, która, można chyba powiedzieć, odmieniła moje życie, jeszcze kilka słów, przydługiego być może, wprowadzenia.
Ja: Cześć, muszę odreagować…..policzyłam PITy za zeszły rok, małą fortunkę muszę wpłacić tytułem zaległego podatku, w ten sposób zostaję bez oszczędności, tylko z długami…mojego byłego, którego to chyba specjalnie nie interesuje, bo od miesiąca siedzi na Węgrzech i nie daje znaku życia…….Nie, nie wiedziałam. To on prowadził nasze finanse, miałam pełne zaufanie, nie sprawdzałam..
Marek : Z moich doświadczeń wynika, że warunki materialne są zmienne w ciągu życia. Dwa razy (dwie żony) zostawałem bez niczego. Teraz trzeci raz staję na nogi. Swojej córce mówię, i ona to zobaczyła na własne oczy, że jedno narzędzie jest w życiu niezbędne. Własne kwalifikacje, znaczy głowa. Reszta jest, albo jej nie ma, bo fortuna kołem się toczy i ja tego osobiście doświadczyłem. Mam filozoficzny spokój do życia na tym padole…
Nabrałam przemożnej ochoty na filozoficzne podejście do życia. Nie sposób przestawić się z dnia na dzień, tym niemniej musiałam mu przyznać wielką rację. Moje odczuwanie jego życia, to, że był w pewnym sensie samotny, przecież sparaliżowanej matki i dorosłej córki w innym kraju nie można uznać za wypełnienie emocjonalnej pustki, pogłębiło jeszcze kilka zdarzeń, o których mi opowiedział. Czy wszystkie nieszczęścia tego świata muszą się skupiać na jednej osobie?
Marek: Dobrze wiem, co to jest śmierć dziecka. Straciłem syna w wieku 22 lat – w 1,5 miesiąca na czerniaka. Mimo że upłynęło 15 lat, do dziś nie mogę się z tym pogodzić. Dziś opiekuję się bezwładną i niemą matką, Tak jest od ponad trzech lat. Ten czas pozwolił mi wyhamować i popatrzeć zupełnie inaczej na życie. Nie gonię, bo nie mogę. Wszystko robię inaczej, bez emocji… i też jakoś idzie… Mój ojciec też odszedł w tym wieku na SM, po trzech- letnich mękach… Jeśli śmierć przychodzi niespodziewanie, cierpią bliscy. Jednak tam jest przyjemnie, wierz mi. Nie wiem, czy mówiłem, że przeszedłem śmierć kliniczną? Po takim incydencie patrzysz zupełnie inaczej na życie. Niczego z sobą nie weźmiesz do grobu. A co przeżyjesz na ziemskim padole, to Twoje. Byle nie robić drugim, co nam niemiłe, bo – jakkolwiek w życiu wszystko jest policzalne – to tam, nic nie wiadomo!
Ja: Tak sobie przez chwilę pomyślałam, czy to, że podchodzisz do życia bez emocji to nie jest czasem forma obrony , żeby się już nie angażować i nie cierpieć więcej. Ja jestem zupełnie inna, bardzo wrażliwa i niestety do wielu spraw podchodzę bardzo emocjonalnie, co odbija się na moim zdrowiu… zupełnie niepotrzebnie…
Marek : Napisałem wcześniej, że w życiu wszystko jest policzone. Widać los chciał rozliczyć mnie ze szczęśliwego dzieciństwa i lat młodzieńczych. Było tego jednak więcej, a to, co ujawniłem, to dla pokrzepienia Twojej duszy, że inni też noszą swój krzyż…..
Już się nie boję własnych emocji. Dwa miesiące temu srodze mnie skarcono za nieopatrzne, acz bardzo szczere zaangażowanie uczuciowe, kiedy plany dla mojej nowej rodziny były nakreślone w sposób niby definitywny. Niestety, kobiety potrzebują ciepła na co dzień, zapachu mężczyzny, a nas dzieliło 700 km i granica w jednej trzeciej… To są te emocje kobiet, cudowne, ale czasem zabójcze dla nowych związków w naszym wieku. Widać jak trudno budować nowe życie od nowa, zmieniać środowisko kraju, pracy, bezpośredniego otoczenia. Było to dla niej zbyt wielkie wyzwanie, jak sama uznała. Rozumiem. Dla mnie było to nowe doświadczenie. Tylko, że ja tak wiele przeszedłem w życiu, że dziś patrzę na rzecz z filozoficznym spokojem. Choć to dalej boli… Jednak przechodzi…
Oj, Marku, Marku. Jednak podszedł do mojego zagadnienia w sposób klasyczny, o którym napisałam powyżej. To nie jego smutne losy pokrzepiły moje serce ale sposób, w jaki podchodził do życia. Z moim podejściem nie miało to wtedy nic wspólnego. Już w tym momencie mojej opowieści mogę mu powiedzieć: dziękuję.
Ja: . A jak poznałeś tę swoją dziewczynę? Przez internet? To się zdarza, że można kogoś na poważnie tutaj spotkać? Mnie się nikogo specjalnie interesującego spotkać nie udało, oprócz Ciebie oczywiście…Odkąd zaistniałam ze zdjęciem moje akcje wzrosły, ponieważ dostaję wiadomości w stylu…atrakcyjna jesteś lalunia albo ładne masz cycuszki. Napiszę jeszcze coś do Ciebie, nie chcę Cię zanudzać, przepraszam, ale muszę czymś myśli zająć, pozdrawiam.
Nie będę się wdawała w dywagacje pod tytułem, do czego służą portale randkowe i jakie są efekty nawiązywania znajomości w ten sposób. Chyba już tomy na ten temat napisano. Faktem jest, że istnieją a efekty są przeróżne. Ja się zalogowałam z kilku powodów. Po pierwsze z nudów a, że jestem gadułą nieprzeciętną, to rozmowa z kimś pozwala mi po prostu odreagować. Często w chwilach kryzysowych łapię za telefon i rozmawiam z przyjaciółmi o przysłowiowej dupie Marynie. Działa. Zabijając czas w przerwach pomiędzy intensywnym poszukiwaniem pracy, chciałam sprawdzić też organoleptycznie, kogóż tam można spotkać i dlaczego. Mój były mąż oddawał się temu zajęciu z pasją. Lubię mieć własne zdanie w temacie zanim podejmę dyskusję lub się wypowiem. Opinia Marka nie odbiegała znacząco od tej, którą właśnie zaczęłam sobie wyrabiać.
Marek: Sam uczestniczę na kilku portalach o wiadomej tematyce. Z reguły odpowiadam na wszystkie listy, których spływa multum. Dobrze, że mam takie zajęcie i tryb życia, że mogę nadążyć. Wychodzę z założenia, że „co ma wisieć, nie utonie” i że nigdy nie wiadomo, co los spłata. W kraju utrzymuję kontakt z Tobą i jeszcze inną Polką. Tak mi się zdaje, że nasze rodaczki już przez sam fakt zamieszczenia anonsu wydają się tak „zmęczone”, że oczekują od razu sążnistych i „soczystych” listów od książąt z bajki. Prawie żadna z nich nie załącza zdjęcia. Jak zwracam uwagę, że obowiązują zasady cywilizowane, następują „polskie” komentarze, że dusza, że życiorysy, że charaktery itd., itp. Wtedy kończę kontakt bez słowa. Przecież z Galem Anonimem korespondować nie będę, a mój cel określiłem przecież jasno. Nie zdarza się to za granicą: ani na Wschodzie, ani na Zachodzie. A w ogóle polskie portale są słabe, zrobione albo od niechcenia, albo nieumiejętnie, czego doświadczamy po znikających tekstach…
Dziewczynę poznałem na portalu niepolskim. Po dwóch miesiącach spotkaliśmy się w pół drogi… i pokochaliśmy. Potem było wiele spotkań, głównie u mnie. Założyliśmy spółkę z o.o., jako bazę materialną na wspólne życie, aby nie mieszać osobistych relacji majątkowych. Ustaliliśmy plan poszczególnych kroków w celu założenia rodziny. Resztę znasz…
Ja: Ja nie wierzę, że wszystko jest nam policzone….znam ludzi, którym fortuna i szczęście sprzyja przez całe życie..los albo Bóg, jak wolisz, niesprawiedliwie rozdaje, jednym oszczędza a innym daje w nadmiarze. Zastanawia mnie ta Twoja Pani, czyż wcześniej nie wiedziała, że przyjdzie ten moment, kiedy będzie musiała wybierać? A miała wybór przecież….Ciekawe, bo mój były mąż ma swoją partnerkę też daleko, w Budapeszcie..ciekawe, jaki ona wariant wybierze, jak przyjdzie co do czego. Ja nie mam takich dylematów, mój byt i byt mojego syna określa moje wybory, to jest dzisiaj absolutny priorytet. Żyję dniem dzisiejszym, nie planuję na dłużej, już nie. A ta kobietka, machnij ręką, nie była warta Ciebie, skoro tak wybrała….utrzymujesz jeszcze z nią kontakty? Przecież byliście tak blisko? Nie chcę być wścibska, nie musisz odpowiadać…
Marek: Mój związek z byłą dziewczyną się urwał na dobre w styczniu, a de facto zaraz po Bożym Narodzeniu. Dziś utrzymujemy sporadyczne kontakty na okoliczność procesu rejestracji spółki. ….Pytasz o działalność, do której nie doszło. To mój autorski know how, przećwiczony wiele lat temu (……..). To nie jest łatwy kawałek chleba, ale wspaniały intelektualnie i finansowo. Trzeba być bardzo kontaktowym, estetycznym, znać rynki, języki. Ona do tego nadawała się znakomicie; znała ich cztery. To jest praca dla osób wolnych, którzy nie boją się ludzi, łatwo nawiązują kontakty, dobrze się czują w zmiennych sytuacjach… Ech… Może przestraszyła się ryzyka z uwagi na koszty utrzymania córki, studentki, może siebie? Natomiast agentura banku, pisanie pism formalnych, biznesplanów, to siedzenie na d… Dla mnie to straszne, bo lubię ruch. Jak się nie ma co się lubi, trzeba polubić nowy projekt dla starców. Może jak kiedyś, kogoś znajdę odpowiedniego, podejdę znów do sprawy…
Wcale to nie znaczy, że przestałem myśleć o nowej partnerce na życie. Rzecz narobiła mi wręcz apetytu…
Co Ci powiedzieć? Trzeba jakoś żyć, ale nie machać ręką na marzenia…
Powyższy dialog chyba mogę pozostawić bez komentarza. Zawarłam go po części w swojej wypowiedzi. I w poniższych również.
Ja: Cześć, dzień dobry w niedzielny poranek. Wspaniale, że masz apetyt na życie i plany na przyszłość, po tym co przeszedłeś…. wszystko Ci się na pewno uda, będę ściskała kciuki ze wszystkich sił. Aż musiałam sprawdzić w profilu, czy po dwóch związkach liczysz jeszcze na udany trzeci..okazuje się, że tak, to budujące. Twoje filozoficzne podejście do życia uspakaja, zazdroszczę Ci tego. Cieszy mnie, tak jak pisałam, że mimo wszystko masz apetyt na życie, to przede wszystkim dodało mi otuchy w Twojej korespondencji, dziękuję. Poza tym żal mi trochę Ciebie, tracisz wszystkich, których kochasz…spędzasz czas na „co ma wisieć nie utonie”..i szukasz ideału.
Chciałabym Cię przytulic i wyciszyć.
Ja marzeń…nie mam… ale może to się zmieni
Marek: Masz trochę racji z tym czasem… Niestety! Czy wyciszyć? Pozostaję w takim wyciszeniu od wielu lat. Musiałem zmienić tryb życia, formułę istnienia w społeczeństwie. Trudno, czasem tak należy, aby móc zebrać siły. Tak trwałem aż do tamtej dziewczyny. To ona mnie uaktywniła, a teraz ambicja mi nie pozwala cofnąć się na pozycje uprzednie. Coś się już stało…
Fakt, nie ma mnie kto wyciszyć i przytulić taki, którego ja bym zaakceptował i przyjął ciepło ze wzajemnością. Czy to zjawisko, tę kobietę oczekiwaną można by nazwać moim ideałem? A co/kto to jest? Zawsze będzie to coś, czego/kogo zdefiniować racjonalnie nie sposób…
Ja: Odezwę się z hoteliku jak mi idzie i dam nowy adres e-mail. Chciałabym, żeby nasza korespondencja była przyjemna. Może nawet kiedyś się spotkamy….
Na tym nasze rozmowy, można powiedzieć, że się zakończyły. W hoteliku już nie miałam czasu na wymianę korespondencji. Musiałam stawić czoła nowym wyzwaniom, nowemu otoczeniu, które w pewien sposób okazało się dla mnie kolejnym szokiem. Opowieść Marka mnie zbudowała, zaczęłam trochę inaczej postrzegać świat, chociaż był to proces powolny i rodził się w bólach, tak jak powolne i bolesne jest wychodzenie z depresji. A potem spotkałam Krzysztofa, który mnie wsparł bardzo mocno …a potem zainspirował….ale to już osobna historia.
Są w życiu inspirujące spotkania, które sprawiają, że dajemy z siebie wszystko co najlepsze, są też takie, które niszczą i mogą prowadzić do załamania……Marie France Hiridroyen
Facebook
Zwierzolubni