Renata

Dziś opowiem o mojej przyjaciółce. Mam dwie, najbliższe przyjaciółki od serca. Żeby było zabawniej, same dla siebie przyjaciółkami nie są a mało tego,  ich znajomość przez wiele lat pracy na tym samym terytorium ograniczała się tylko i wyłącznie do sporadycznych, wymuszonych  kontaktów formalnych. Nigdy, tych dwóch „różnych” osobowości nie starałam się pogodzić albo zbliżyć między sobą. Tkwiłam czasami pomiędzy, jednakoż kochając jedną i drugą.. i znowu, żeby było zabawniej, mniej więcej za to samo.
Gdyby wiedziały, jak są do siebie podobne różniąc się jednocześnie niebywale….Ech. Powiem jedno, tytułem wprowadzenia, jak zwykle. Ich przyjaźń cenię sobie bardzo,  gdyż oparta jest na mocnych fundamentach, bynajmniej nie popartych wyżalaniem się w kołnierz ale niezawodnym wparciem w sytuacjach..powiedzmy to…trudnych. Surowością i realizmem oceny sytuacji, konstruktywną krytyką mojej osoby, która nie boli ale rozwija..i nawzajem… i tak dalej. Co nie oznacza, że lirycznych momentów nie było i nie ma. Renata w papierach zapisana jest jako Maria.

Renatko, przyjaciółko Ty moja
Od serca do serca wzięta
Renata dla wszystkich, Maria jest Twoja.
Mario, co robisz w te Święta?

Serce masz wielkie i sprawiedliwe
Serce na dłoni swej nosisz
Życie dla Ciebie, to życie godziwe
Chociaż nigdy o nic nie prosisz.

Z Renatą mam jakieś kilometry korespondencji, którą bezsensem byłoby tu przytaczać ze względu na te kilometry a nie na wartość takich czy innych wypowiedzi. Trochę ją zamęczałam, przyznaję,  swoimi problemami, do których podchodziła po swojemu czyli w poszukiwaniu konstruktywnych rozwiązań. Pisujemy do siebie często, ponieważ widujemy się rzadko, szczególnie od czasu, kiedy to podjęłam pracę poza Warszawą. Pisujemy do siebie o wszystkim i o niczym…….Co mi pozostało. Opowiedzieć o przyjaźni własnymi słowami z małymi wtrętami Renaty.

Ja: Cześć Renatko, co u Ciebie? We Włochach okropnie…. leje i  psy jak zmokłe kury
Renata : Witaj, troszkę się odespałam, ale niewiele, bo do drugiej w nocy nie mogłam zasnąć, chociaż psy chrapały
Renata : na Polinezji (miejsce, w którym mieszka Renata) jest tak samo, psy obsikały płot sąsiada i wróciły do domu, a Ty, jak się czujesz?
Renata :  czy maż się już odnalazł?
Ja :  rozregulowałaś się przez te przygody ale to minie…ja, beznadziejnie, siedzę w domu jak wiesz i wariuję
Ja : Nie, nie odnalazł się i nie daje znaku życia, nic nie wiem, tylko odbieram telefony z różnych kancelarii, które chcą z nim rozmawiać
Renata : co to znaczy siedzę i wariuję
Ja : wynajduję sobie różne zajęcia ale już powoli konceptu mi zaczyna brakować….

Praca operacyjna 24h na dobę

Sobota. Siódma rano. Dzwoni telefon. Ledwo otwieram oczy po piątkowej imprezie do rana. Kac gigant suszy mi gardło i plącze myśli.  Kierowniczka recepcji z hotelu Europejskiego informuje mnie, że „ rezerwacja się walnęła”, to znaczy – przebukowała, to znaczy, przyjęła rezerwacje na pokoje hotelowe bez pokrycia. Stuosobowa grupa żydowska nie chce wyjechać a przyjeżdża do tych pokoi pięć następnych grup. Pewnie, że nie chce wyjechać. Szabes.  Wsiadam w taksówkę z petem wody mineralnej pod pachą. Zaczynam od żydowskiego touroperatora., który zakwaterował grupę, która to grupa nie chce wyjechać. Magda rozkłada ręce.
- Iwona, przecież wiesz, ze oni w szabes nawet gaci do walizki nie spakują.
Wiem ale co mi szkodzi spróbować.
Rozpoznaję godziny przyjazdu tych nieszczęsnych pięciu grup na miejsce tej jednej, co się słusznie zakotwiczyła na amen.  Mam czas do popołudnia. Co robić? Szukać miejsc po innych hotelach?  Zjedzą mnie karami, dopłatami do cen pokoi u konkurencji..moja biedna głowa..wolę nie myśleć…bo z myśleniem i tak mi ciężko idzie.
Jedynym, rozsądnym rozwiązaniem wydaje się hotel Victoria z tego samego podwórka (jedno przedsiębiorstwo). Trzecie piętro hotelowe  akurat jest rozebrane z mebli. Przygotowany został front robót, przez Renatę właśnie, kierowniczkę pięter hotelowych,  dla generalnej ekipy remontowej na poniedziałek. Dokładnie tyle pokoi ile potrzebuję. Tylko, że pustych. Bez łóżek.
Wykonuję telefon do Renaty. Mości się w pieleszach domowych. W końcu mamy weekend  i odpoczynek się należy. Czyż nie? Mamy a raczej ona ma kilka godzin, żeby umeblować  z powrotem pokoje hotelowe. Łóżka, stolik, fotel, zasłona, firanka, telewizor, radio, ręcznik, szlafrok, mydełko, szampon…pięć gwiazdek w końcu. Najwyższy standard pokoi, który trzymała żelazną ręką i miękkim sercem oraz życzliwością dla gości przez lata…niech sama powie przez ile lat się da najwyższą formę utrzymać.
Moje dwa zdania..jej dwa zdania: ekipa fizycznych do noszenia potrzebna. Czyż niezbędne są geny osobowości dla zrozumienia się nawzajem czy też profesjonalizm i znajomość tematu oraz wspólne pojęcie ważnych dla nas obu wartości wystarczą?
Ostatni pokój jest gotowy  w momencie, kiedy ostatnia grupa melduje się w recepcji.
Można tę przygodę zawodową spłycić i ująć  w następujący sposób. Moja przyjaciółka  uratowała mi tyłek a przy okazji pieniądze w firmie zostały.

Trochę stuknięta, jak ja wariatka
Nie zawiedziesz w potrzebie
Mądra i dzielna, przywara do rzadka
Bardzo Cię kocham, jak kocham siebie.

Mówisz do mnie, żeśmy jednakie
Wiele jest w tym zgodności
Kiedy nieszczęście za gardło łapie
Twarda odpowiedź w miejsce litości.

Nie masz litości nad losem moim
Przed Twoim więc też nie klękam
To, co w nas drzemie i rany ukoi
To miłość, którą darzymy zwierzęta.

Pamiętasz przecież, w to nie wnikam
W pracy nasze wspólne zmagania
Złote głoski mam w pamiętniku
Złote Twe serce, choć czas pogania.
Renata. Pogrzebię, zobaczę, co tam mam.

Rzecz dotyczy sprawy prozaicznej niebywale, związanej z wizerunkiem nie prozaicznym wbrew pozorom. W końcu do pracy wymagającej reprezentowania wizerunku poważnej firmy nie godzi się chodzić w T-Shircie i dżinsach, chociaż to  wygodne.
Mój ostatni – na razie – szef zwykł powiadać. Ja mogę, Tobie nie wolno. Miał świętą, swoją rację szefa, z którą się nie do końca  zgadzam jakkolwiek szanuję prawo szefa. I jego też   szanuję, żeby nie było wątpliwości.

Ja : Cześć Renatko, tylko chciałam powiedzieć,  że już mi lepiej trochę,  inaczej patrzę na świat. Odebrałam od krawca garsonki, które mi dałaś – po przeróbkach, są śliczne, jeszcze raz dziękuję. Żółtą, koronkową sukienkę Kasia dostała pod choinkę, zapakowaną w plecak, który był też prezentem. Od syna dostałam perfumy, pierwsze moje perfumy od kilku lat.
…………
Ja :  z tym malowaniem to przesada, z resztą nie mam się czym malować, coś będę musiała sobie kupić – jakiś róż i cienie do powiek, nie mam kompletnie nic, zresztą zauważyłam, że im starsza jestem tym bardziej mi do twarzy bez makijażu albo w czymś bardzo lekkim

Renata : nie mówię o tapecie, ale urodę trzeba co najmniej podkreślić
Ja : jak mi syn udostępni samochód, którym w pełni zawładnął to pojadę do sklepu
Renata : rozumiem, że pojedziesz kupić kosmetyki??
Ja : potrzebuję spodnie i kosmetyki
Renata : a w ogóle dlaczego pozwalasz się wykorzystywać
Ja : komu?
Renata : spodnie-jakie ?
Ja : czarne dżinsy – takie do wszystkiego
Renata : generalnie- rodzinie
Ja : zawsze tak było, że  ulegałam
Ja : rodzinie
Renata : no to może czas z tym skończyć
Renata : a czarne skórzane spodnie-gdzieś chyba je mam??
W ten oto sposób, nie po raz pierwszy z resztą, dzięki przyjaciółce  wyglądałam jak człowiek. Dzięki synowi liznęłam skrawka luksusu.  Próbowałam się zrewanżować :

Renata : nic tylko chorować w dzisiejszych czasach
Ja :  ubieraj się ciepło. Mam futro z norek, które mogę ci sprezentować, bo od lat się kurzy w szafie
Renata : chorować poważnie mogą tylko zamożni ludzie
Ja : i dbać o urodę tylko zamożne kobiety, reszta udaje, że jest zdrowa i piękna
Renata : to może zacznij go nosić, chyba, że chcesz się pozbyć- to chętnie
Renata : albo po prostu jest zdrowa i piękna
Ja :  może kiedyś na lekarstwa albo na żarcie dla psów mi się przyda, na wymianę albo sprzedam  na allegro za grosze. Lidka do dziś skupuje złote monety, chociaż ją już na to nie stać ale rozpoczęła subskrypcję kiedyś tam i musi komplet królów polskich uzbierać,  żeby było coś warte – mówi, że kiedyś na lekarstwa jej się to pewnie przyda
Renata : nie jest to wesołe co piszesz

ale finalnie zdecydowałam, że futro się jeszcze pokurzy z myślą o mojej lub jej czarnej godzinie. Fakt posiadania naturalnego, zwierzęcego ubranka zawdzięczam byłemu mężowi, który w swojej naiwności myślał, że mnie tym fantem przekupi, kiedy od niego odeszłam.

Renata wie wszystko.

Może nie wszystko, bo nie chciałam jej zanudzać aż tak bardzo szczegółami. Wie to, co moja przyjaciółka o mnie wiedzieć powinna i co chciałam jej przekazać,  bez względu na okoliczności i mój taki czy nie inny charakter. W końcu przyjaźń polega, miedzy innymi, na wzajemnej akceptacji. W każdym bądź razie to jej powierzyłam…sprawy rodzinne na wypadek, gdyby mi się..coś stało. Mój syn wie, że ma się zgłosić do Renaty po hasła, kody i tak dalej…….Mam do niej zaufanie absolutne. Jest to dosyć ryzykowna decyzja, biorąc pod uwagę, że Renata egzystuje w ciągłym zagrożeniu życia. Ma bardzo chore serducho…operacja na otwartym sercu jej nie minie ale każdy dzień życia „przed” stanowi dla niej o jego jakości. Jest osobą samotną. Wdową na emeryturze.

Wystaw swe serce na próbę odważnie
Takiego serca diabeł nie ruszy
Miłości Twojej bies nie ukradnie
Boga Twoja odwaga wzruszy.

Jeśliby jednak Bóg się nie sprawdził
Swoje Ci serce oddam w potrzebie
Drobną ma wadę, los nim pogardził
Wystawił na próbę? Nie wiem.

Dam Ci swe serce lecz nie bądź taka
Wróć szybko. Kto psa pogłaszcze?
Kto będzie za uchem drapał psiaka?
Kto odda mu serce na zawsze?

Renata i psy.


Temat morze, o którym można i możemy z Renatą bez końca.
Ja : Jestem po wydaniu kolacji, a przed spacerem , a jak wam się udał spacerek??
Renata : Oczy mi się same zamykają ale muszę dotrwać do tzw lekowania Malucha, czyli podania mu leków nasercowych
Ja : nie za długi był,  bo nieprzyjemnie na dworze ale moje pieski nauczone, że się za długo nie chodzi i szybko robią co trzeba
Ja : Ty go lekujesz codziennie?
Ja : ma określone godziny na branie?
Renata : lekujemy sie dwa razy dziennie lekami nasercowymi i to już od trzech lat, a teraz doszły te aktualne
Renata : tak , trzeba przestrzegać godzin podawania
Ja : dzisiaj z dziećmi trochę cię obgadaliśmy – opowiedziałam o przygodach psich na Polinezji
Renata : a dlaczego mnie obgadywaliście ?
Ja :  zaczęło się od Makusia jak on sobie da radę w obcym domu i co by było dla niego najlepsze a potem opowiedziałam o Guciu, że on z Nikitą nie może być, bo się zamęczą nawzajem……

Jak się wyraził mój były małżonek Renata jest przyjaciółką psów a nie jego. Był najwyraźniej zazdrosny o psy.   Umówiłyśmy się z Renatą, że gdyby coś….ja zaopiekuję się jej zwierzyńcem a ona moim. Nasza miłość do psów nie podlega dyskusji, chociaż mamy zupełnie inne podejście do tematu i czasami się o to spieramy…………..
To przyjaźń właśnie, w pierwszej kolejności, uważam za fundament w związku. Nic tak nie buduje i nie wspiera.
Jeśli jest Ci źle lub rozpiera Cię radość
Musisz się z kimś  szczęściem lub łzami podzielić
Jeśli miłości brakuje lub złości chcesz dać zadość
Nie potrafisz w życiu plew od ziarna oddzielić…

Oddaj siebie w przyjaźni pewne ręce
Bierz i dawaj, kochaj, wspieraj, nie pytaj dlaczego
Już nie będziesz samotny, nie,  już nigdy więcej..
Wpierw się zastanów na czym przyjaźń polega.

Zdjęcia: Makao (mój) i Alex (Renaty), dwaj bracia Shih Tzu; Renata i ja, 2000 r. Archiwum Jarzębiny

Ten wpis został opublikowany w kategorii Biegnąca z wilkami, MOJE OPOWIADANIA i oznaczony tagami , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój komentarz zostanie automatycznie opublikowany. Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Spam protection by WP Captcha-Free