Ponieważ nie posiadam telewizora, żeby nie tracić kontaktu ze światem i chociaż trochę być partnerem w rozmowie czytam codziennie serwisy w pigułce, które można napotkać w internecie. Koleżanka zwróciła mi uwagę, że nieposiadanie telewizora jest podobno dzisiaj bardzo w modzie. Nic o tym nie wiem, nie hołduję modzie w tym wydaniu a wprost przeciwnie, ubolewam, że nie mogę śledzić moich ulubionych programów na Discovery czy Planete. Podobno wszystko ma swoje dobre strony. Ja na pewno zauważam jedną, która wynika z faktu, że nie tylko przelatuję po „newsach” ale mam więcej czasu na czytanie dłuższych artykułów na tematy, które mnie interesują. Dzisiaj takim tematem była dominacja męskiego „macho” w życiu codziennym, z czego wynika i jakie powoduje skutki. Jeden z omawianych aspektów „męskiego” postępowania dokuczał mi w życiu bardzo, w związku z czym zacytuję autorkę. Renata Arendt – Dziurdzikowska pisze między innym tak:
„Gdy mężczyzna zarządza, kobieta czuje się tak, jakby dla niego nie istniała. Mężczyzna zamyka się w swoich wyobrażeniach o tym, jak ma być – w psychologii nazywa się to pierwszą pozycją percepcji – czyli patrzy na świat swoimi oczyma, kieruje się własnymi kryteriami, ocenami i potrzebami. To jest źródło cierpienia, problemów. Bo jak budować relacje oparte na miłości, serdeczności, wzajemnym zrozumieniu, gdy zamykamy się na punkt widzenia bliskiej osoby, nie bierzemy go pod uwagę…”.
Już nie boje się przemocy
Już nie boję się przemocy
Już nie grają mi w mej duszy
Nuty smutne, pieśni rzewne
Już nie nucą mi słowikiem
Wieczorowe pory zwiewne
Gdy na noc czekałam długą
Gdy płakałam długo w nocy
Łzy płynęły bystrą strugą
Już nie boję się przemocy
Nie chcę więcej jej oglądać
Jeśli przyjdzie będę żądać
By odeszła precz, na wieki
Wypłakałam oczy swoje
Ból schowałam pod powieki
Już przemocy się nie boję
Że znów boleść mojej duszy
Pieśń słowika mi zagłuszy
Pieśń miłosną, pieśń kochania
Znaną wszystkim od zarania
Co kochali, co wzdychali
Przy księżycu plany snuli
Pieśń ta znowu mnie rozczuli
Lecz inaczej, bo z radością
Słuchać będę słodkich treli
Niech ta piosnka rozweseli
Wszystkie dzisiaj chore dusze
Dla nich śpiewać chcę i muszę.
W tym miejscu przypomniała mi się stara jak świat dyskusja o podziale ról w rodzinie pomiędzy kobietą i mężczyzną na tle badania opublikowanego w serwisie Money kilka dni temu. Męskie spojrzenie na tę sprawę, statystycznie rzecz biorąc, jest jednoznaczne. Kobiety powinny nie tylko zarabiać na dom ale i się nim zajmować, z wychowywaniem dzieci włącznie. Wśród panów zdecydowanie przeważa pogląd, że to mężczyzna pozostaje głową rodziny, kobieta natomiast lepiej potrafi zająć się domem, a zajęcie to może być dla niej tak samo satysfakcjonujące jak praca zawodowa. Tylko czterech panów na dziesięciu twierdzi, że prowadzenie domu i wychowywanie dzieci mogłoby im przynieść tyle samo satysfakcji, co praca zawodowa – wynika z najnowszego sondażu Ipsos.
Nie analizuję, ile w tym podejściu wynika z podziału ról utrwalonego tradycją. Zarówno w moim domu rodzinnym jak i w moim małżeństwie taki podział właśnie egzystował. Kiedy zdarzały się sporadycznie sytuacje, że sprawy zawodowe przeważały szalę i współmałżonek zmuszony był „przejąć” pałeczkę, nieodmiennie oskarżana byłam o bycie wredną matką, którą dom i losy dziecka niespecjalnie interesują. Fakt, że miałam istotny, żeby nie powiedzieć zasadniczy udział w zasobności rodziny nie miał znaczenia, o moich potrzebach związanych z własnym rozwojem już nie wspomnę. Zacytuję w to miejsce Clarissę Pinkolę Estses, której książkę „Biegnąca z wilkami” uważam za najlepszą, jaką przeczytałam w ciągu ostatnich kilku lat.
„Trudno jest spędzać rok za rokiem wśród ludzi, którzy nie pomagają w rozwoju. Jeśli można powiedzieć, że się przetrwało, to jest to spore osiągnięcie. Zdaniem wielu, już w samych tych słowach tkwi wystarczająca siła”.
Autorka artykułu o męskiej dominacji posuwa się nawet dalej, twierdząc, że pierwsza pozycja męskiej percepcji jest bezpośrednią przyczyną zadawanego kobietom cierpienia. Ja osobiście prowadzenia domu nie odbierałam w kategoriach cierpienia. Większość czynności sprawiało mi nawet przyjemność. Z całym przekonaniem mogę powiedzieć, że dawałam z siebie wszystko.
” W rodzinie cierpieć nie znaczy być ofiarą, ale mieć odwagę w obliczu przeciwności być dzielnym. Nawet jeżeli nie możemy w pełni wpływać na swój los czy sytuacje, to musimy dawać z siebie absolutnie wszystko. W tym sensie używam słowa cierpienie – C.P.Estes.”
Jakże często ludziom wydaje się, że doskonale wiedzą, czego potrzebuje druga osoba. Dominujący mężczyzna wierzy, że to, co on myśli i planuje, z całą pewnością będzie odpowiadało kobiecie. Tymczasem każdy ma prawo widzieć rzeczy po swojemu i należy ten fakt uszanować a idąc dalej, przyjąć do wiadomości i zaakceptować, co w męskim wykonaniu jest niesłychanie trudne.
„Aby zaakceptować inność bliskiej osoby, zmienność i niepewność świata, potrzeba odwagi, wewnętrznego bezpieczeństwa, poczucia własnej wartości, otwarcia. W jaki sposób mężczyzna miałby zbliżyć się do tych aspektów siebie?”
Pierwszy krok w tę stronę to słuchać, pytać o zdanie, o opinię, o potrzeby, punkt widzenia kobiety – pytać o wszystko, co jest dla niej ważne. Co o tym myślisz? Czy będzie ci to odpowiadało? Jakie jest twoje zdanie? Czy masz jakieś pomysły, preferencje? Pytanie to absolutna podstawa. Mam wrażenie, że mężczyźni nie doceniają swoich kobiet jako źródła wiedzy, inspiracji i motywacji. Kolejnym krokiem byłoby trenowanie siebie w tym, by próbować dokonywać ocen różnych sytuacji z jej punktu widzenia…… wszystko po to, żeby: zobaczyć i usłyszeć kobietę, zanim się ją straci.
Składając przysięgę małżeńską mężczyzna zobowiązuje się do przestrzegania praw i obowiązków wynikających z założenia rodziny. Prawa te są jasno określone i może warto by było aby każdy, zanim złoży przysięgę, zapoznał się z ich znaczeniem. Dotyczy ono nie tylko obowiązków w sferze materialnej ale przede wszystkim moralnej, takich jak pomoc w przezwyciężaniu trudności współmałżonka, szczególnie w przypadku jego choroby, uwzględniania słusznych interesów i uczuć drugiej osoby, wzajemnej lojalności.
Czyli nic innego o czym w cytowanym artykule nie byłoby mowy. O dziwo, to nie kobieta ale mężczyzna, Karl Kraus , jest autorem następującej sentencji:
Moralna odpowiedzialność jest tym, czego brakuje mężczyźnie, gdy żąda jej od kobiety.
” Mam wrażenie, że mężczyznom trudno nadążyć za wyzwaniami, jakie niesie współczesny świat, nie tylko za nowymi technologiami, ale i za zmianami społecznymi, za zmianami, jakie dokonały się w kobietach.”
Ja, ze swojego doświadczenia, również odnoszę takie wrażenie. Współczesny „macho” nie powinien mieć w ogóle racji bytu. Trwając na z góry upatrzonych pozycjach zaburza współżycie społeczne we własnej rodzinie a stąd już tylko krok do utrwalenia takiego zachowania i patologii określanej mianem zespołu maltretowanej żony. Charakteryzuje się on tym, że mąż różnymi formami agresji (fizycznej, słownej i innej) doprowadza żonę do całkowitego podporządkowania sobie, a następnie przejawia wobec niej okrucieństwo. Patologia tego rodzaju powstaje miedzy innymi na skutek urazu na tle odrzucenia przez kobietę….więc może zawczasu naprawdę warto zobaczyć i usłyszeć kobietę, zanim się ją straci.
Ja już nie wrócę…
Ja już nie wrócę do skargi Twych ust
Na mych policzkach kiedyś złożonej
Do odbicia milionów zimnych lustr
Do sopli lodu w nich pogrążonych
Igieł odprysków szklanych w oczach
Śnieżnej pustyni zadymki w sercu
Gdzie po lodowej góry zboczach
Na ślubnym niosłeś mnie kobiercu….
Ja już nie wrócę do fal polarnych mórz
Podmywających stóp ciepłe plaże
Zimnych nocy, chłodu porannych zórz
Wszystkich zmarzniętych zdarzeń
I ostrzy z rozmysłem wbijanych
W tężejące ciało co jeszcze oddycha
Wspomnieniem plaż zapomnianych
Jeszcze przez chwilę myślą dotyka…
Ja już nie wrócę gdzie spływa w Tobie
Nienawiści lodowej spękana kra
Niech płynie z prądem do innych kobiet
Niech inny piach zmywa nienawiści łza
Skargi zimnego serca i ust pobladłych
Popłyną z wiatrem północnym w dal
Na mojej plaży nie chcę zajadłych
Twej duszy z lodu uderzeń fal……..
Signing the Register – Edmund Blair Leighton, Bristol City Museum and Art Gallery: Słowik – M. Paluch www.Marekpaluch.pl; Sala ślubów i ślub 1983 – Archiwum Jarzębiny
lili12
Ja juz nie wrócę..-z wielkim wyczuciem oddane cierpienie zranionej,zdradzonej osoby. przemawia tutaj gorycz porzucenia,próba aprobaty zaistniałej sytuacji i pragnienie zemsty, ale o dziwo nie na winowajcy tylko na potencjalnych rywalkach, niech one cierpią tak samo a nawet bardziej,a ja będę wolna od bólu bo nigdy z nikim się nie zwiąże bo się zawiodłam i nie chcę ponownie się rozczarować myślę że dobrze odebrałam przesłanie tego wiersza choć nigdy tego nie doświadczyłam
dodano dnia 02.07.2009, 20:48
Zbyszek
Wystarczy przeczytać ten wiersz,aby wyobrazić sobie jaką drogę Masz za sobą…PaPa
dodano dnia 07.07.2009, 17:43
Facebook
Zwierzolubni