I pusty dom i pusty sad
Dzikiej jabłoni spadły liść
Dokąd to, dokąd iść
Ostatni owoc spadł
Nad wodą smutny wiatr
Rozwiewa jesień tylko
Szum sitowia się wkradł
W jesienną zadymkę
W dali las ogniem płonie
Woła, chodź, do mnie chodź
Tu czeka na Ciebie ktoś
Tu nie umierają jabłonie
Pójdę wołaniem zwabiona
Gdzie jeszcze złota blask
Gdzie słońca złota korona
Jesienią w barwy ubiera las
Wiatr nie hula odważnie
Pomiędzy drzew gęstwiną
Pobiegnę leśną ścieżyną
Zanim ostatni liść spadnie
W tej czerwieni ognistej
W żółci jesiennych słońc
W rzece kolorem bystrej
On swoją wyciągnie dłoń
Facebook
Zwierzolubni