Kto poniża sam jest niski – Antoine de Saint Exupéry.
Przycupnęła raz na trasie
Koza przy olbrzymim basie
On na niskiej zagrał strunie
Ona piszczeć chciała dumnie
Bas:
Ależ z Pani jest krzykaczka
Mała, brzydka nieboraczka
Niech się Pani grania wstydzi
Pani graniem świat się brzydzi
Koza:
Niechaj zgadnę o co chodzi
Szkotów wielu wzrokiem wodzi
A góralski chór z Podhala
Wciąż całusy śle mi z dala
Bas:
Głupia z Pani jest idiotka
Wszyscy mówią, jaka słodka
Grać nie umie a się puszy
Gra muzka, może w duszy
Koza:
Czemu zatem przy kolacjach
Gości bawię na wakacjach
W żywym tańcu piękne pas
W taniec rusza nawet głaz
Bas:
Takiej kozy nikt już nie chce
Wszystkie uszło z niej powietrze
Zbiornik ma z barana skóry
Co nie zagra same bzdury
Koza:
By piszczałki głos wydały
Oddech trzeba włożyć cały
Dąć bez przerwy, póki żyję
Runem skóra się okryje.
Bas:
Co Ty bredzisz, histeryczko
Urojenia zwiesz muzyczką
Wciąż wydajesz chore dźwięki
Nikt nie słucha tej piosenki
Koza:
Gram na ślubach i weselach
Smutnych ludzi rozweselam
W bitwach ważnych udział biorę
Śmiać się z tego nie pozwolę
Bas:
Marne Twoje pokolenie
Ze wsi jesteś, zejdź na ziemię
Prosty ojciec, matka głupia
Wszyscy z wielkiego zadupia
Koza:
Z wielkich wyżyn się wywodzę
Górski wiatr powiewa srodze
Dworską było też tradycją
Z kozy strzelać amunicją
Bas:
Masz piszczałek swych bez liku
Niczym lodów na patyku
W usta kładziesz, którą da się
Zamiast piszczeć wciąż na basie
Koza:
Moc i barwę mego dźwięku
Słychać też w oręża szczęku
Co nie znaczy, że bez głowy
Wciąż uprawiam seks zbiorowy
Bas:
Żeby cieszyć się szacunkiem
Koncert wygrać jest warunkiem
A nie dmuchać wciąż ze strachu
Głowę chować jak struś w piachu.
Koza:
Upokarzasz wciąż me ego
Za wysokie jest. Dlatego!
Szybki marsz nie Pana stylem
W Pipe Band zostaniesz w tyle.
Trudna z basem jest koneksja
Czasem zdarzy się depresja
Gdy już koza całkiem mała
Świata w ogóle nie widziała
Nic nie znaczy, nic nie czuje
Bas w swym dziele się lubuje
Z flaków struny wciąż napina
Wszystko co złe – kozy wina!
Wielkie pudło ma rezonans
Bliski mu Ottela romans
Na operach też Wagnera
Bas swych kilka strun dociera.
A na dudach gra w kąciku
Piszczy już tylko z nawyku
Gdzieś pod drzewem akacjowym
Kozy smętny głos, ludowy.
Facebook
Zwierzolubni