Irena

Niewiele mogę o niej powiedzieć. Miała czterdzieści kilka lat. Nie miała męża i dzieci, czyli najbliższej rodziny w powszechnym tego słowa pojęciu. Spadła z balkonu ….w bogatą tego lata w opady, ulewną pogodę, w największy deszcz z możliwych pod słońcem, założyła rękawiczki  do gruntownego sprzątania i… skoczyła albo spadła…
Dzień wcześniej złożyła wymówienie z pracy. Chyba miała dość..dość..dość…po prostu – dość!  Mogę ocenić Irenę tylko
z profesjonalnego punktu widzenia. Od lat związana byłam
z hotelarskim marketingiem, podobnie jak Ona. Nasz światek orbisowski, niesłychanie solidarny, opierał się na współpracy, pomimo – pozornej wewnętrznie- konkurencji w walce o gościa. Niewiele zapewne powiedzą lekarze badając obrażenia ciała młodej kobiety, niewiele psycholodzy lub psychoterapeuci – nie badając otoczenia Ireny – które w moim pojęciu skupiało się w głównej mierze na pracy wobec braku podstawowej komórki rodzinnej, czyli męża i dzieci.
Koledzy i koleżanki „po pracy”  jednogłośnie potwierdzają  stan depresji, w który wpadła Irena. Obserwowali zachowania i reakcje….Nie wiem, czy sami reagowali na jej stan, nie wiem też, czy miała wsparcie w tym trudnym momencie..zapewne nie, skoro tragedia dobiegła końca. Wiem natomiast co innego, ponieważ sama tego doświadczyłam. Wiem, w jaki sposób wielka, globalna (działająca w skali międzynarodowej) korporacja może zaszkodzić ludziom, na których się opiera. Jakby sama sobie odcinała stabilny mentalnie konar w imię polityki kosztowej, szukającej oszczędności w każdym miejscu ich powstawania lub w imię własnego widzi mi się zarządzających tą organizacja…czyli, kto mi nie po drodze albo nie spełnia moich oczekiwań.. ten won….albo inaczej, kto mi po drodze, to wykorzystam do bólu..a jak przekroczę próg wytrzymałości na  ból..to dopiero będę się martwił, co z tym zrobić. W Focusie, który lubię czytać od czasu do czasu, znalazłam artykuł o bólu kobiecym, napisany prze autora o pseudonimie Fanagoria, który podszedł do zagadnienia w sposób, który lubię i który do mnie przemawia, czyli fizjologiczno- socjologicznym.
„Przekonanie, że natura wyposażyła kobiety w większą odporność na ból, gdyż muszą one rodzić dzieci, nie znajduje poparcia w rzeczywistości. Ból kobiecy jest silniejszy, dłuższy, a ponadto może się on pojawić w większej ilości miejsc, niż u mężczyzny……  W trakcie tych zabiegów badacze mierzyli tzw. „próg bólu”, czyli punkt, w którym człowiek interpretuje pewien sposób oddziaływania na jego ciało jako ból, a także „próg wytrzymałości na ból” , a więc chwilę, w której człowiek nie jest już w stanie dłużej wytrzymać bólu. W obu „konkurencjach” zwyciężyli mężczyźni…..”
To „mam dość” Ireny, jak się domyślam i co potwierdza jej otoczenie, wynikało zapewne  z klasycznej metody stosowanej w  mobbingu, polegającej na wydawaniu sprzecznych poleceń i komunikatów w krótkich okresach czasu. Zdestabilizowany emocjonalnie wobec takiego postępowania podwładny nie potrafi się odnaleźć w profesjonalnej sytuacji..co takie postępowanie ma na celu – pozostawiam inteligencji czytelników. Przywołam natomiast w tym miejscu dwie osoby. Jedną w postaci autorytetu Marie France Hirigroyen – mojego ulubionego psychiatry, psychoanalityka i terapeuty:

„Terror psychiczny ma na celu podporządkowanie lub społeczne unicestwienie osoby, skłonienie jej np. do odejścia z pracy, rezygnacji z wykonywania zawodu lub spowodowanie, by często w atmosferze skandalu została ona pozbawiona swej posady przez pracodawcę.
To, co dla niektórych wydawać się może makiawelistyczną zabawą, prowadzi do izolacji nękanej ofiary, odarcia jej z osobistej godności, do poniżenia i ośmieszenia. Szykany, pogróżki wobec danej osoby, zastawianie pułapek, umniejszanie poczucia wartości i upokarzanie, omijanie, wyrafinowane plotki, pomijanie przy przydzielaniu ciekawych prac, odbieranie jej dotychczasowych (lubianych przez nią) obowiązków, pozbawianie poczucia stabilności”

oraz dialogu ze znajomym, niezaangażowanym emocjonalnie w temat ale znającym zagadnienie z własnego doświadczenia:

On: bo świat się zmienia i życie też
Ja: ale nie co 5 minut…jak u Ciebie
On: a co sekunda czy pół, czyli czas rozpadu atomu?

Tak, świat się zmienia, zgadzam się, w zawrotnym tempie ale może nie aż tak zawrotnym jak czas rozpadu atomu. Czy światopogląd może też się zmieniać w takim tempie? Czy – jeżeli nie znamy sposobów  dotarcia do własnego celu albo co gorsza, nie wiemy dokąd zmierzamy albo co jeszcze gorsza, ktoś nam wyznaczył cel, z którym nie wiemy co zrobić – musimy zajeżdżać do bólu ludzi, którzy mogą nas spokojnie do niego poprowadzić? W imię czego?
Własnego interesu z pewnością nie.

Irenko. Gdziekolwiek jesteś – wiedz -, że to, co się stało boli mnie bardzo – a próg odporności na ból mam wysoki…Nie mam prawa ale się wypowiem w imieniu koleżanek i kolegów z orbisówka i postorbisówka też. Jesteśmy wstrząśnięci.
Trzymaj się dobrze tam..gdzie jesteś.

Zdjęcie: Jerzy Bartuszek; Warszawa, skrzyżowanie Marszałkowskiej i Alei Jerozolimskich

Tegra
Nie chciałam tego opowiadania czytać, bo domyślałam się o czym będzie, bałam się…. Ale przeczytałam, bo doszłam do wniosku, że jednak trzeba wiedzieć, trzeba widzieć i mówić. Nie da się takiej tragedii skomentować jakimś jednym czy dwoma błyskotliwymi zdaniami.
Nie rozumiem, jak mogło dojść do tego, że zamiast cieszyć się życiem, które PONOĆ jest piękne, żyjemy (pracujemy) teraz jak niewolnicy i głównie skupiamy się na tym, jak nie dać się zniszczyć. Podstawowe narzędzia zarządzania to strach i poniżanie, co szczególnie dobrze widać w ostatnich latach w jednej z do niedawna polskich firm, która powstała blisko 90 lat temu. Nie profesjonaliści z ich wiedzą i umiejętnościami, ale zwykli nadzorcy (nierzadko psychopaci) tworzą teraz główny trend – niczym na plantacji bawełny. Kto to wytrzyma ?? Do czego to zmierza ?? Czy możemy się przed tym bronić i jak ?? I czy nie ma już dziś przyzwoitych firm z porządnymi ludźmi ??
Przyłączam się Jarzębino do Twoich słów skierowanych do Irenki – Trzymaj się dziewczyno ! I nie daj się już nigdy więcej, nigdy więcej….

dodano dnia 19.07.2009, 14:49

Rybka
Jestem .. wstrząśnięta to mało powiedziane. Chyba się domyślam, o którą 40-letnią Irenę chodzi. Wspaniały człowiek, uczciwa, skromna, szczera, przyjacielska, wrażliwa. To niesprawiedliwe, żeby tacy ludzie odchodzili między innymi przez takich bezdusznych kapitalistów. Ja też wiem jak to jest. Rok temu, zwolniona po 20 latach pracy w Orbisie z powodu „redukcji etatu” przeżywałam swoją małą depresję. Tyle, że ja miałam obok siebie kochających mnie chłopaków męża i dwóch synów (że nie wspomnę o kocie Hektorze). Irenko, nie zapomnę Cię i nie zapomnę o Tobie. Niech pokój ogarnie Twoje serce.
dodano dnia 26.10.2009, 00:21

Ten wpis został opublikowany w kategorii Barometr hotelowy, MOJE OPOWIADANIA i oznaczony tagami , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój komentarz zostanie automatycznie opublikowany. Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Spam protection by WP Captcha-Free