Do napisania niniejszego coś-na-kształt opowiadania zainspirował
mnie wywiad P.Wojciecha Harpuna z wicemarszałkiem Sejmu prof. Stefanem Niesiołowskim pod tytułem Specjalista od muchówek, zamieszczony na Onecie dnia 9 lipca br.
W.H. – Żerują w odchodach i padlinie. Roznoszą groźne zarazki, piją naszą krew. Żywcem zjadają własne matki. Mimo to wicemarszałek Sejmu i entomolog, prof. Stefan Niesiołowski uważa je za najpiękniejsze stworzenia na świecie.
Nie będę się wdawała w polemikę z profesorem entomologii na temat zwyczajów i charakteru muchówek. Podziwiam świat przyrody i uważam, że w ekosystemie owady też mają swoje ważne miejsce, jak większość organizmów żywych, z pominięciem kleszczy i moli oraz różnego rodzaju pasożytów nie żyjących w symbiozie. Fascynuje mnie świat natury, z którego ostatnio – nareszcie – nauka zaczęła czerpać garściami podglądając budowę stopy słonia czy płetw płetwali. Nie na darmo też horoskop chiński odsyła ludzkie charaktery do nazw zwierząt, nawet jeśli tym zwierzęciem jest smok raczej z bajek wzięty. W tym aspekcie przyjrzałam się więc, ni mniej, ni więcej tylko…. muchówkom, czyli ulubieńcom profesora.
W.H. – Niechęć do owadów krwiopijnych jest chyba zrozumiała. Zwłaszcza latem.
Prof. N. – Owadów krwiopijnych, które atakują ludzi, nie jest aż tak wiele. W Polsce to kilkadziesiąt gatunków o różnym stopniu krwiopijności. Są pluskwy, wszy i pchły. A z rzędu muchówek, czyli Diptera to przede wszystkim komary, kuczmany, meszki i bąki. Mówiąc bąki nie mam oczywiście na myśli trzmiela, tylko Tabanidae – po polsku ślepaki. Każdy je zna. To na ogół dość duże owady z charakterystyczną wypukłą głową.
W.H. -Do czego tym muchówkom potrzebna jest krew?
Krwi potrzebują samice, by wyprodukować i złożyć jaja. Samce żywią się nektarem kwiatów i sokiem roślin. Dla wielu gatunków krew nie jest zresztą jedynym źródłem pożywienia.
W.H. – A dla kogo jest jedynym?
Prof. N. – Dla Simuliidae czyli meszek i Culicidae czyli komarów. U nich mamy do czynienia z sytuacją: albo krew, albo nic. Oczywiście mówimy cały czas tylko o samicach.
Ja – Nie aż tak wiele gatunków? Kilkadziesiąt gatunków to nieprzeliczalna ilość krwiopijców i hektolitry wyssanej krwi. Jaką też pożyteczną rolę mogą pełnić pluskwy, wszy i pchły? Tępi się je zawzięcie, przy dużym nakładzie czasu i środków a one i tak mnożą się jak grzyby po deszczu, wpijają w domostwo lub skórę. Nie dość im, że znalazły bezpieczne schronienie, w którym mogą pędzić swój marny żywot, to muszą jeszcze spijać krew domowników i żywicieli, bo tak je stworzyła matka natura. Dążenie do produkcji własnych jaj czyimś kosztem – czyjegoś zdrowia, samopoczucia, komfortu a w skrajnych wypadkach i życia – jest ich celem nadrzędnym i tylko po to żyją. Co z tego, że istnieją inne źródła pożywienia? Wymagają poszukiwań, starań, pracy……po co ten zbyteczny wysiłek, skoro można po prostu, hop, na to co w zasięgu ręki. Przy okazji podcinana jest gałąź, na której siedzą. W związku z powyższym spijanie życiodajnej krwi odbywa się w sposób strategiczny i przemyślany. Po trochu, mocno dokuczliwie acz nie śmiertelnie.
Znajomy opowiedział mi niedawno historię przejęcia mieszkania socjalnego przez młode małżeństwo. Wzięte zostało od gminy z dobrodziejstwem inwentarza w postaci pluskiew, które bezczelnie już nie chowały się po katach lecz z powodu ponadnormatywnego zasiedlenia powierzchni mieszkalnej chrzęściły pod stopą przy każdym kroku. Poprzednim lokatorem wymarzonego gniazdka młodej pary z dzieckiem była osiemdziesięcioletnia staruszka, która zeszła z tego świata. Zapewne nie robiono autopsji zwłok biorąc pod uwagę wiek tejże Pani ale nie zdziwiłabym się, gdyby stwierdzono, że przyciśnięte głodem krwi owady po prostu zatraciły instynkt samozachowawczy.
W.H. – Jak meszki i komary dobierają się do naszej krwi?
Prof. N. – Samica komara przykłada kłujkę do ciała ofiary i rusza szczękami o kształcie lancetu zaopatrzonego w haczyki, aż przetnie skórę. Wtedy wpuszcza do rany ślinę, zawierające enzymy zapobiegające krzepnięciu krwi i pije, aż nie wypełni żołądka. Skóra wokół nakłucia czerwienieje, puchnie i swędzi, bo substancje obecne w ślinie podrażniającą skórę i mogą wywoływać reakcje alergiczne.
Ja – Reakcje alergiczne są powszechnie znane do zejścia z tego świata włącznie. Już sam widok, pozornie niewinnych pyłków roślin sprawia, że alergik stara się chronić przed nimi na wszelkie możliwe sposoby, do opuszczenia miejsca inwazji, kiedy jest to możliwe. Opowiadano mi w Spale, miejscu atrakcyjnym turystycznie, które żyje głównie ze sportowców i turystów , o inwazji komarów olbrzymów, która jednego roku nawiedziła to sympatyczne miasteczko. Turyści wysiadali ze swoich środków lokomocji, po czym, nie zważając na wcześniej z góry opłacony pobyt, wsiadali do swoich automobili, żeby uciec jak najdalej. Stali mieszkańcy Spały nie mieli wyjścia, musieli przetrwać nawałnicę, której nawet straż pożarna i policja nie dała rady. Alergia budzi naturalny odruch obronny…kto raz jej doświadczył, będzie dmuchał na zimne stosując wszelkie możliwe środki zapobiegawcze a jak już jest zmuszony, podobnie mieszkańcom Spały, ocierać się na co dzień o krwiopijców – to po prostu wszystkie możliwe narzędzia idą w ruch, łącznie z packą na muchy.
W. H. – U meszek mechanizm jest podobny?
Prof. N. – Nieco inny. Komar ma aparat gębowy kłująco-ssący, a meszki tnąco-liżący. U meszek najpierw w ruch idą żuwaczki i szczęki, które rozrywają naczynia krwionośne skóry. Krew jest zlizywana specjalnie przystosowaną dolną wargą. Meszki oczywiście również wpuszczają do rany substancje powstrzymujące krzepnięcie krwi.
Ja – No tak. Jak krew zakrzepnie to po zawodach. Krew powinna płynąć nieprzerwanym strumieniem, broczyć z rany przez wiele lat. Aby źródło nie wyschło meszki wpuszczają do rany substancję, domyślam się, rozrzedzającą. Podobnie, jak przy operacjach wszelkiego rodzaju aby nie powstał zator. Zator wszak to pewna śmierć.
W.H. -W jaki sposób krwiopijne muchówki lokalizują ofiarę?
Prof. N. – Mają bardzo wiele sposobów, ale najczęściej robią to wykorzystując specjalne narządy wychwytujące różnego rodzaju substancje zapachowe. Samice komarów reagują np. na kwas mlekowy i inne składniki potu. Pomocny jest także wzrok. Być może owady wysyłają sobie również sygnały dotyczące lokalizacji ofiary.
W. H. – A wracając do krwiopijców. To prawda, że istnieją ludzie, którzy „pachną” bardziej zachęcająco dla meszek czy komarów?
Prof. N. – Istnieją. Sam widziałem przypadki osób, które wydzielały zapach atrakcyjny dla owadów i były przez nie często atakowane. Istota tego mechanizmu nie jest jednak do końca wyjaśniona. Z drugiej strony są też ludzie, których komary, bąki i meszki się nie imają. Kiedyś napisałem tekst, w którym prezentowałem teorię – nie mojego zresztą autorstwa – że ludzi, którzy piją alkohol i palą papierosy, komary omijają z daleka.
Wtedy odezwał się Jerzy Urban. Napisał, że Niesiołowski kłamie i że jest tak samo mało wiarygodny i jako polityk, i jako entomolog. Urban oświadczył, że kopci papierosy jak smok i cały czas chodzi pijany, a komary cały czas go gryzą. Nie wiem, czy chciał mi tylko dokuczyć politycznie, czy faktycznie tak jest. Mnie w każdym bądź razie ludzie przepici i cuchnący papierosami odstręczają. Nie wiem
Ja – Ja palę papierosy ale nie stanowi to żadnej przeszkody dla krwiopijców. W powyższym sporze biorę stronę Jerzego Urbana. Pójdę nawet dalej w tych rozważaniach. Osoba podatna na nałogi, czyli słaba psychicznie jest jednocześnie łatwiejszą ofiarą, bo nie ma dość sił aby odpierać ataki. Tym samym, logicznie wywodząc, należy ją systematycznie osłabiać dalej każdego dnia, wpędzając w jak największą ilość nałogów dających chwilowe chociaż wsparcie, takich jak alkoholizm czy narkomania. Następnie dzieło należy kontynuować, poprzez krytykowanie i nieakceptowanie słabości, których samemu się było przyczyną. Jest to postępowanie zamierzone, użyję nawet słowa - perwersyjne a co oznacza perwersja, nie będę się tutaj rozwodzić, gdyż nawet sądy najwyższej instancji starają się uciekać od takiej kwalifikacji poszczególnych czynów, w których mieszczą się skrajności w stylu Kuby Rozpruwacza, zbrodniarzy wojennych czy też Josefa Fritzla.
W.H. – Muchy nas nie gryzą, ale bywają równie dokuczliwe.
Prof. N. – Muchowate, czyli Muscidae, odżywiają się wszystkim, co jest pochodzenia organicznego, ale na ogół nie są drapieżne. Drapieżna z całą pewnością nie jest Musca domestica czyli mucha domowa.
Ja – Nic dodać, nic ująć..tylko powrócić do niniejszego tekstu od początku.
Do czego mucha się garnie? Do miodu
By plastrów miodu skosztować do spodu
Z mrówczej pracy robotnych pszczółek
Na zimę słodki sobie zapewnić przytułek
Do czego mucha się garnie? Do gówna
Złotym bobkom nawet miód nie dorówna
Z końskiego siana żmudnego trawienia
Smród się roznosi nie do zniesienia….
W.H. – To po co Musca domestica robi wszystko, by usiąść na człowieku?
Prof. N. – Ten gatunek jest typowym synantropem, występuje w środowisku związanym z człowiekiem. A dlaczego muchy nam dokuczają? Bo żyją obok nas i jest ich dużo. Siadają na nas, bo mogą posilić się naszym potem, wydzielinami błon śluzowych czy krwią z ran.
W.H. – Św. Augustyn przyznał, że sam nie wie, po co Bóg stworzył muchy. Luter uznał, że zostały one stworzone przez diabła po to, by przeszkadzały mu w pisaniu dobrych książek. Muchy mają jakąś pożyteczną rolę?
Prof. N. Nie ma zwierząt niepotrzebnych. Ciekawe, co stałoby się tymi milionami ton odchodów i martwej materii organicznej, gdyby nie muchy. To przecież dzięki nim ta materia z powrotem wchodzi do obiegu. Być może gdyby muchy nie istniały, to ich funkcję przejęłyby inne gatunki. Generalnie uważa się, że gdyby nagle zabrakło owadów, ludzkość wyginęłaby w ciągu 15 lat. Zginęlibyśmy z głodu, bo nie miałby kto zapylać roślin i utonęlibyśmy w materii, której nie miałby kto rozkładać. Nie jesteśmy pępkiem świata. Owady są na Ziemi od ok. 300 mln lat, a człowiek współczesny od ok. 100 tys. lat. Nasz historia w porównaniu z historią owadów to moment. W bursztynie znajduje się czasem owady sprzed 40 mln lat, które niemal w ogóle nie różnią się od współczesnych. Są doskonale przystosowane i świetnie obchodziły bez nas. A my bez owadów byśmy sobie nie poradzili.
Ja. – Tym, powyższym stwierdzeniem oddam pola Panu profesorowi. Ubolewam tylko, że skoro miejsce muchówek jest na gnojowisku, gdzie mogłyby wykonać naprawdę dobrą robotę, większość czasu spędzają na wygodnym spijaniu krwi z niewinnych ofiar. Na szczęście, kto mieczem wojuje od miecza ginie – powiedział nie byle kto, bo sam Chrystus……
W.H. – Owad wrzucony do alkoholu szybko ginie?
Natychmiast. Jest utrwalony. Można go badać pod mikroskopem, opisywać, porównywać.
Ja – Nie rozrzedzajmy więc wina wodą. Nie bądźmy podobni krwiopijnym owadom. Dobre wino nie zakrzepnie z czasem a tylko nabierze szlachetności. To domowe zamieni się w galaretę, czego doświadczyłam na wyrobach mojego ojca. Znakomity dodatek do deserów i mięs. A od tych wszystkich, szkodliwych dla życia owadów proponuję trzymać się z daleka albo je zalać skutecznie domową nalewką przy okazji zalewania innego robaka.
Kurde mol!
Żaby z nieba niczym deszcz,
Muchy i komary też
Pomór bydła, wrzody, grad
Ciemność pogrążyła świat.
Dziesięć plag – boski znak
Jeden mol jak dziesięć plag!
Wszędzie sieje spustoszenie
W kuchni straty na jedzeniu
W szafach wełna i bawełna
Znaków życia ciągle pełna
Na dywanie, tam, w salonie
Nowy wzorek wygryzł żonie.
Był na strychu i w piwnicy
Stare książki w mig zaliczył
Zamiast czytać i się kształcić
Wolał szatki żony zgwałcić
Nie oszczędził też jej norek
Mola swędział tak rozporek.
Larwy złożył wpierw niewinnie
Frajda dzieckiem grać dziecinnie
Dojrzewają niech w kokonie
Może cios tym zadam.. żonie
Zjem w przyszłości dzieci rzeczy
Niech się dziecko z dziur ucieszy.![]()
Gracja
Ojej, ojej nie lubię komarów ani żadnych innych latających lub łażących stworów. Niestety jestem alergikiem i mam słodką krew.Ale opowiadanie jest przepiękne. Gracja
dodano dnia 10.07.2009, 20:52
Facebook
Zwierzolubni