Melancholia

Fragment korespondencji Janki Pilchówny z moją mamą…List wysłany po śmierci syna Janki, Romka…

Curitiba, 8 marca 1992

Kochana Agniu – naprawdę nie byłam w stanie Ci pisać, bo najmniejsza wzmianka o Romku – płakałam. I teraz także. 120 dni płakałam co dzień wiele razy. Córka nie wie o tym, bo nie chcę by się czuła zapomniana. Ugotowałam chyba trzy razy jakieś jedzenie dla mnie, w rezultacie schudłam siedem kilo. Snuję się po domu od jednej fotografii do drugiej, to je powieszam, to je chowam, już nie wiem co robić. Dom w kurzu, tyle do zrobienia a nie mam ochoty do niczego Wszystko, co życie może dać straciło dla mnie sens. Wiem, że to jest błąd. Tyle razy, szczególnie w ostatnich dniach jego życia mówiliśmy o tym, przyrzekając sobie, że nikt nie będzie płakał ale nie mogę tego opanować. Separacja jest okrucieństwem, może największym na tym świecie, gdy uderzy w matkę i dziecko. Ostatnie dwanaście lat żyłam w ustawicznym strachu, że umrze. Ileż to razy na najmniejszy stuk w jego pokoju w nocy zrywałam się z łóżka, by w sekundzie już być przy nim, odwrócić jego głowę na bok, by się nie udusił. I ten lęk, gdy wyjeżdżał na motorze..i gdy pływał w morzu tak daleko, że nie raz helikopter leciał mu z pomocą – a on się śmiał. I tyle razy w szpitalu…Pod koniec 1990 roku nagle mu się pogorszyło….. Potem nie wiem co się działo, lekarz mi dał coś do przełknięcia i jak przez sen – nie widziałam nikogo, nie wiem kto był na pogrzebie, w kapeli w Sao Jose koledzy nieśli jego trumnę – odcięłam trochę włosów, ktoś dał mi kawałek plastyku, by je schować..Powinnam była go pochować na drugi dzień rano ale czułam, że nie dałabym rady patrzeć na niego tyle godzin – taki był śliczny – i pochowaliśmy go w ten sam dzień…Lekarz trzy razy na moją prośbę badał go i potwierdził, że jest martwy..ale przecież był jeszcze ciepły………

Cóż można powiedzieć o wielkiej rozpaczy

Cóż można powiedzieć o wielkiej rozpaczy
O matce, która syna pochowała
Cóż rozpacz tak wielka dla innych znaczy
To co widzą? Matczyna głowa posiwiała
Drżące ręce, wzrok nieobecny, puste oczy
Wypłowiałe, zastygłe oblicze
Był piękny jak sokół, dni jasnych nie liczył
Młodością spoglądał –hen -daleko przed siebie
Dzisiaj rząd jasnych przyświeca mu zniczy
A matki głos na próżno wołającej w potrzebie
Wzbija się w niebo sokołem miast niego
Boże! Wróć mi syna jednego…

Cóż można powiedzieć o wielkiej rozpaczy
O matce, której światło oczu nagle odebrano
Czy rozpacz tak wielka dla innych coś znaczy
Gdy patrzą na niewiastę za życia pogrzebaną
Drżące ręce, wzrok nieobecny, puste oczy
Wypłowiałe, zastygłe oblicze
Podzielą się w smutku na chwilę, po czym
Wrócą do domów, spraw zwykłych, rodziny
Nim ich samych śmierć dziecka  zaskoczy
Nie pojmą, co gra w sercu matczynym
Nie wyrwie się krzyk z głębi serca czyjegoś
Boże! Dlaczegoś to zrobił……dlaczegoś…

Romek w ostatnim roku przeobraził się z chłopaka w mężczyznę. Był coraz piękniejszy. Ostatnio patrzyłam na niego i nie mogłam się nadziwić. Mój Boże, jak można być tak pięknym, mówiłam. Był nadzwyczaj piękny, w ostatnią noc siedzieliśmy na kanapie patrząc na program BBC, Planeta Ziemia a ja patrzyłam na niego więcej niż w telewizor. Był smutny, milczący…….Położyłam rękę na jego ręce i powiedziałam : dobrze, zaczniemy wszystko na nowo inaczej. Odpowiedział mi „dobranoc” i poszedł spać. Jest lato..już pięć miesięcy..woda w morzu ciepła, dni piękne ale ja nie mogę radości znaleźć w niczym………..

Melancholia…..

Pochłania, spowija smutkiem bezgranicznym
Zatapia w czarnych myśli otchłani
Poczuciem winy dręczy szlochem spazmatycznym
Przyjemność, rozrywkę, spokój ducha ma za nic..

Niszczy w nas najlepsze, puste oczy, nieme
Wartości odpływają w dal razem z chorobą
Sensu pozbawieni na życiowej scenie
Z główną rolą zmaganie, by znowu być sobą…

Kiedy zmarła moja córeczka świat się dla mnie zawalił. Wiem co wtedy czułam i wiem, co to jest melancholia czyli depresja. Potworny smutek, niewyobrażalny ból, czarna otchłań. Jeśli istnieje piekło na ziemi to istnieje tam, w chorych ze smutku mózgach. Moja cioteczka dopiero po pół roku od śmierci syna była w stanie napisać list, ja nie potrafiłam i do dziś nie potrafię wyrazić w pełni swoich uczuć. Nie wiem, czy ktoś jest w stanie opisać melancholię. Chyba nie ma takich słów, które oddałyby w pełni tę wszechogarniającą mękę i niemoc. Trzeba samemu przeżyć, żeby zrozumieć.

Gdzie jesteś Malutka

Gdy długo spoglądamy w otchłań, otchłań spogląda również w nas.” Fryderyk Nietzsche

Malutka. Gdzie jesteś Malutka….
W Otchłani jakiejś bez Boga
Noc jest za długa albo za krótka
Zamknięta do Nieba droga….

Gdzie jesteś najsłodsza Dziecino
Gdzie uśmiech Twój i łza pierwsza
Choć lata długie przeminą
O Tobie zabraknie mi wiersza…

Gdy w Otchłań patrzymy bez końca
Nas samych Otchłań pochwyca
W mrok wchodzimy bez Słońca
Nic nas już nie zachwyca

Umysłem ogarnąć nie sposób
Śmierci dziecka cichutkiej
W dzień posiwiałych włosów
W nocy rozpaczy Malutkiej…..
Gdy dziecko umiera o świcie
W Matce umiera też życie………

Zdjęcie: Janka Pilchówna z synem Romkiem; Romek; Magda – J.Bartuszek 1992 – Archiwum rodzinne Jarzębiny

Ten wpis został opublikowany w kategorii MOJE OPOWIADANIA, Moja brazylijska cioteczka i oznaczony tagami , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Jedna odpowiedź na „Melancholia

  1. Halina Skoczek pisze:

    Doskonale to znam. Przez wiele lat dzieliłam z moją teściową strach o życie mojego męża, a – Jej syna
    (zbieg okoliczności) – też Romka… On przeżył (choć lekarze nie dawali nadziei) – Ona nie (a, szkoda).
    To była wspaniała kobieta. On okazał się niewart tej troski….:)!
    Ślę pozdrowienia, Halina

Dodaj komentarz

Twój komentarz zostanie automatycznie opublikowany. Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Spam protection by WP Captcha-Free