od pseudonimem „Gracja” kryje się moja koleżanka, podobnie jak
ja, była pracownica hotelu Europejski. Pseudonim Gracji wziął się z życia. Po prostu tak do niej wszyscy mówili. Gracja była, jest i będzie tylko jedna…..
Gracja : Zawsze, gdy mowa o Hotelu Europejskim ożywają wspomnienia. Na ogół miłe, ponieważ tych złych nie chce się pamiętać. A jeśli już o wspomnieniach mowa, to mieszczą się w nich niezapomniane bale dla pracowników. Wszyscy, byli pracownicy hotelu, pamiętamy je dobrze . Zamieniałyśmy się, my recepcjonistki, pokojowe, kucharki, kelnerki i tak dalej, w eleganckie, piękne i wytworne damy. Tymi ostatnimi i tak zawsze byłyśmy na co dzień, tylko w trochę innej, zawodowej roli. W hotelu Europejskim czuło się na każdym kroku unoszącego się wszędzie ducha historii z hucznymi, słynnymi na całą Polskę balami włącznie. Do tańca przygrywała zawsze - obowiązkowo - orkiestra z prawdziwego zdarzenia. Obsługiwali nas profesjonalni kelnerzy, dla których byliśmy najlepszymi i najważniejszymi gośćmi tego dnia. Niestety, aby ktoś się mógł bawić pracować też musiał ktoś. Pamiętam wszystkie doroczne bale ale jeden szczególnie utkwił mi w pamięci. Towarzyszył mi na nim Przemek, mój obecny mąż , którego poznałam w Sylwestrana początku tego samego roku. Od tamtej karnawałowej nocy jesteśmy razem. Bawiliśmy się doskonale wraz z grupą pracowników z hotelu Victoria. Zwyczajowo kierownictwo recepcji pozwalało nam się rozgościć w pokojach hotelowych za opłatą według specjalnych cen dla pracowników Orbis. Tym razem był to Apartament 264, wówczas wyłączony ze sprzedaży, gdyż pozostawał w remoncie. Piękny, duży, ze starymi meblami i ogromnymi oknami wychodzącymi na Krakowskie Przedmieście. Zabawa, jak zwykle, trwała do rana . W przerwach pomiędzy tańcami i posiłkami można było zagrać na loterii zorganizowanej przez związki zawodowe. Do wygrania był kolejny wazon z logo hotelu. Świetna, jak zawsze, orkiestra grała wtedy „Zawsze tam gdzie Ty” zespołu Lady Punk. Tyle na razie o balach. Ach, znowu te łezki się w oku kręcą.
Zamienię każdy oddech w niespokojny wiatr
By zabrał mnie z powrotem tam gdzie masz swój świat
Poskładam wszystkie szepty w jeden ciepły krzyk
Żeby znalazł się aż tam gdzie pochowałaś sny
Juz teraz wiem ze dni są tylko po to
By do Ciebie wracać każdą nocą złotą
Nie znam słów co mają jakiś większy sens
Jeśli jedno tylko, jedno tylko wiem
Być tam zawsze tam gdzie Ty.. (Lady Punk)
Ja: oj, tak. Bale w hotelu Europejskim przeszły do historii. Niekoniecznie te pracownicze. Te przeszły do naszej, zawodowej historii. Jak widać ze wspomnienia Gracji również były udane, miały swój klimat i integrowały załogę. Nie miało znaczenia, kto jest kim w schemacie organizacyjnym ani kto komu podlega. Wszyscy tańczyli ze wszystkimi a przez następny miesiąc opowieściom nie było końca, kto z kim, co i dlaczego. Nie byliśmy śmietanką towarzyską ale we własnym towarzystwie bawiliśmy się znakomicie raz w roku spijając balową śmietankę pracy w bogatym w tradycję gmachu.
Prawdziwa towarzyska śmietanka spotykała się tutaj na Balach Mody w latach 20tych i 30 tych ubiegłego wieku. Poważanie towarzyskie zależne było od uczestnictwa w jak największej ilości tego typu przedsięwzięć. W swoich Wspomnieniach studentki SGH (1937-1939) Halina Donimirska-Szymerowa pisze jak następuje: Moi wujostwo bywali na wytwornych balach w salach hotelu „Bristol” i „Europejskiego”, gdzie spotykali się przedstawiciele sfer rządowych, ludzie biznesu i inne znane osobistości. Bale rozpoczynały się tradycyjnym polonezem. Tańczono tango i fokstrota, wielkim powodzeniem cieszył się zawsze walc wiedeński, często figurowy. Program balu przewidywał prawie zawsze walca kotylionowego, stanowiącego dużą atrakcję. Obowiązkowo musiały zabrzmieć dźwięki mazura, przeważnie w wykonaniu mniej licznych par, jako, że to jednak trudny taniec. Wśród młodzieży studenckiej panowała moda na eleganckiego, salonowego kujawiaka. Co do mnie, to najbardziej lubiłam kujawiaka i walca angielskiego, a także walca wiedeńskiego. Od czasu do czasu orkiestra grała rumbę, przebój raczej z poprzedniego sezonu. Nowością tego karnawału był „lambethwalk”. Gdy tylko dawały się słyszeć pierwsze jego dźwięki, ruszali do tańca wszyscy obecni, starzy i młodzi, miejsca siedzące pustoszały. Ten prosty i zabawny taniec wprawiał całe towarzystwo w dobry humor.
Ja: Nie przypominam sobie, abyśmy wywijali lambethwalka a kujawiaka tym bardziej. Królował pop z przebojami na topie w stylu „Words don’t come easy” Modern Talking. Od czasu do czasu romantycznie rozkręcił się walc albo tango. Te kawałki potrzebowały amatorów tańca towarzyskiego w parach, o które, szczególnie nad ranem, już było trudno. Nad ranem każdy wywijał solo mniej lub bardziej rozchwianym krokiem, w zależności od kondycji.
Words, don’t come easy, to me,
how can I find a way,
to make you see,
I love you
words don’t come easy…………
Słowa nie przychodzą mi lekko, muzyka jest jedynym sposobem, żeby Ci powiedzieć, że Cię kocham….. Mój mąż nigdy mi nie powiedział, że mnie kocha….słowa nie przychodziły mu, najwyraźniej, lekko.
Przebój Modern Talking był przebojem mojego wesela, które, jakżeby inaczej, miało miejsce w Hotelu Europejskim bardzo, bardzo dawno temu. Witani chlebem i solą w podwojach hotelu rzuciliśmy kieliszki za siebie na szczęście. Nie stłukły się. Jestem przesądna. Tego „nieszczęścia” nie wzięłam wtedy na serio. A szkoda. Uniknęłabym jednego wielkiego pasma nieszczęść, które nastąpiły w latach następnych. Małżonek na tym jednym, jedynym „balu”poświęcił mi uwagę……regułą było bowiem, że inne uczestniczki spotkań towarzyskich obdarzał większą atencją, mnie traktując jak powietrze. Znamiennym owego wieczora był też fakt, że wyszedł z przyjęcia rozdawszy napiwki za samo przyjęcie nie płacąc.
Suknię do ślubu kościelnego miałam białą, koronkową. O koronkę zadbała moja brazylijska cioteczka, Janka Pilchówna. Pantofle zostały zakupione na kartki w Domach Towarowych Centrum. Mogę uznać, że wtedy po raz pierwszy i ostatni miałam przyjemność – nie zostać wybraną – ale być królową balu. Za królową balu w 1939 roku uznano Ninę Andrycz i chyba można powiedzieć, że od balu w hotelu Europejski rozpoczęła swoją karierę, gdyż właśnie wtedy po raz pierwszy została zauważona. Swoja karierę w Hotelu Europejski rozpoczął też……….Nikodem Dyzma:
„Na Elektoralnej również tłumy: świętujący Żydzi zapełniali nie tylko chodniki, lecz i Jezdnię. Gdy dotarł do placu Teatralnego, na ratuszowej wieży było już pięć po ósmej. Przyśpieszył kroku i po chwili był już przed hotelem.
Widział, jak raz po raz zajeżdżały lśniące samochody, jak wysiadali z nich eleganccy panowie i panie, strojne w futra pomimo tego upału.
Uczuł się onieśmielony.
Czy potrafi wśród nich się zachować?…
Głód jednak przemógł. Jeść, za wszelką cenę jeść! Niech sobie później wyrzucają za drzwi. Korona przecie z głowy nie spadnie.
Zacisnął zęby i wszedł.
Zanim się spostrzegł, służba zabrała mu palto i kapelusz, a jakiś ugrzeczniony pan podprowadził do drzwi sali, a nawet je uniżonym gestem otworzył.
W oczach Nikodema Dyzmy zawirowała biała obszerna sala, czarne plamy fraków, barwne suknie pań. Zmieszany zapach perfum i gwar głosów niemal go odurzyły.
Tadeusz Dołęga Mostowicz
Powyższa kariera przypomina mi karierę……czyjąś karierę, o której kiedy indziej. Jakby się dobrze rozejrzeć, to zastanawiam się, czy takie kariery, już przysłowiowe, nie są udziałem różnych Nikosiów do dnia dzisiejszego.
Jeść! Za wszelką cenę jeść!
A co potem? Mam to gdzieś!
Na czyjś koszt, za cudzą kasę
Najem się do syta czasem.
Przy okazji, bez pardonu
W mordę dam Panu domu
Zdarzy bowiem się przypadkiem
Że przetrąci mi sałatkę…….
A potem, po Dyźmie - wojna….hotel Europejski ucierpiał bardzo. Miałam okazję oglądania zdjęć budynku wykonanych tuż po wojnie. Stanowiły dowód w niekończącym sie procesie o odzyskanie własności, czylu hotelu, przez jego przedwojennych właścicieli. W latach powojennych zaś hotel Europejski przechodził różne koleje losu służąc między innymi wojsku polskiemu.. Tradycja bali odrodziła się dopiero w latach siedemdziesiątych ubiegłego wieku, kiedy to podjęłam pracę w hotelu. Bale odrodziły się ale już w trochę innej, chociaż nadal prestiżowej formule.
„Hotel Europejski. Tam bale były szczególne. Świetna kuchnia, trochę mały parkiet, ale nikt nigdy nie narzekał. I ta magia, atmosfera. Trudno było ją później odnaleźć w innych miejscach. Chociaż mogę na to patrzeć na swój sposób – byłem wtedy młody i dziś podoba mi się wszystko, co jest związane z tamtym okresem. Ale jeżeli spyta się kogoś, kto bywał na Balach Mistrzów Sportu, każdy odpowie, że najlepiej było w Europejskim. Niezwykłe. ”
Alfabet balowy Wszoły - Rafał Kazimierczak
Nie tylko Gracji łza się w oku kręci……![]()
Zdjęcie: J. Bartuszek: Tort dla Pary Młodej, cukiernia hotelu „Orbis” Europejski, fragment apartamentu 124, Hotel „Orbis Europejski; Bal pracowniczy 1990
Ślub cywilny, przed Pałacem Ślubów, Warszawa, 1983; Sale konferencyjno-balowe Europejski 2005 – Krzysztof Depko
wbar2
Bardzo sentymentalna opowiesc o wspanialym hotelu z niepowtarzalnym klimatem,oraz o szacunku do pracownikow ktorzy twozyli wspaniala atmosfere,obecnie o czyms takim mozna tylko pomarzyc. Moge tylko Pani pozazdroscic tak trafnego krotkiego opisu swojego zycia zawodowego. Waldek.
dodano dnia 07.07.2009, 00:26
Gracja
No proszę nawet ktoś nam zazdrości naszej ówczesnej naturalnej i dobrowolnej
integracji.Naprawdę w większości
się lubiliśmy. O Europejskim można wiele,ale to przy innej okazji.
Pozdrawiam serdecznie .Gracja
dodano dnia 12.07.2009, 21:36
Facebook
Zwierzolubni