Pożegnanie z twarzą


Świat łamie każdego i potem niektórzy są jeszcze mocniejsi w miejscach złamania. Ale takich, co nie chcą się złamać, świat zabija. Zabija w równej mierze najlepszych, najdelikatniejszych i najdzielniejszych. Jeżeli nie jesteś żadnym z nich, możesz być pewien, że zabije cię także, ale bez szczególnego pośpiechu.
Pożegnanie z bronią – Ernest Hemingway

Majestatyczne wodospady, urzekająca dolina rzeki Soca, zapierający dech w piersiach widok na pasma Alp Julijskich…….niezwykłe piękno Słowenii skumulowało się na jednym, niewielkim obszarze tego kraju tuż przy granicy z Włochami. Raj na Ziemi, wolny jeszcze od nadmiaru turystów, z uroczymi miasteczkami wkomponowanymi w górski krajobraz. To miejsce wybrałam swego czasu aby w nim zakończyć swoje smutne życie w okresie wielkiej melancholii, która mnie dopadła na skutek różnych przygód życiowych oraz systematycznego wpędzania mnie w poczucie winy i brak własnej wartości przez mego, ówczesnego partnera. Nie ukrywam, że sam akt miał mieć charakter, przynajmniej dla mnie, spektakularny i symboliczny, w końcu życie ma się jedno i dla jego posiadacza stanowi ono wielką wartość – warto je więc w miarę godnie zakończyć. Całe szczęście, że wymyśliłam tak a nie inaczej, gdyż wyjazd do Słowenii nie doszedł wtedy do skutku a kiedy już się tam pojawiłam moje spojrzenie na ten cud natury miało już trochę inny wymiar.

Nie doceni Raju, kto nie przeszedł przez Piekło. Taką maksymę wymyśliłam na własny użytek.
W tych niezwykle pięknych okolicach miała miejsce jedna z największych walk pozycyjnych Pierwszej Wojny Światowej, zwana Bitwą pod Caporetto. Włosi, łamiąc przymierze, zaatakowali w 1915 roku Austro-Węgry. Front, zwany Isonzo (rzeka Soca) zatrzymał się na alpejskich szczytach a walki o jego złamanie pochłonęły setki tysięcy ofiar. Bezpośrednim świadkiem tychże zmagań, na krótko co prawda ale… stał się Ernest Hemingway, który służył wtedy przy Amerykańskim Czerwonym Krzyżu. Uwiecznił swoje przeżycia w pacyfistycznym proteście przeciwko okrucieństwu i bezsensowi wojny pod słynnym tytułem Pożegnanie z bronią. W Kobarid (Caporetto), dzisiaj uroczym miasteczku o śródziemnomorskim charakterze, zwiedzałam muzeum Hemingwaya. Przez chwilę poczułam się jakby front Isonzo stał się również moim udziałem a przerażające zdjęcia żołnierzy bez twarzy do dzisiaj stoją mi przed oczami………..

Żołnierze na zdjęciach w sposób dosłowny stracili twarz. Zapewne nie mieli powodów do utraty honoru, przynajmniej tego żołnierskiego, jak i do wstydu za swoje uczynki, co w powszechnym pojęciu kwitujemy właśnie jako utratę twarzy. A jednak spotkało ich coś, oprócz fizycznego bólu i psychicznej, wojennej udręki, co nie pozwoliło im wyjść do końca życia z cierpienia. Nieodwracalna strata, którą nawet dzisiaj, przy wysokim poziomie medycyny plastycznej nie sposób byłoby naprawić. Pierwszych, udanych operacji przeszczepu twarzy dokonano przecież dopiero w ubiegłym roku.
W życiu zdarza się często, że ludzie tracą twarz w ujęciu frazeologicznym. Im stoją wyżej na piedestale lub im bardziej są popularni tym bardziej jest to dla nich pewnie bolesne. Uszczerbek na honorze musi być niesłychanie bolesny i dlatego, co poniektórzy boją się konfrontacji swojego postępowania z opinią publiczną bardziej niż śmierci – vide kultury Dalekiego Wschodu, w szczególności Japonii. Wypierają się do końca przewinień o różnej skali, broniąc z góry przegranej sprawy, co pogrąża ich jeszcze bardziej. Czyż nie byłoby o wiele prościej po prostu się przyznać, przeprosić jeśli trzeba i…..ponieść karę lub nie, w zależności od okoliczności. Nikt nie jest niepokalanym świętym, pomijając już, że niektórzy święci zostali świętymi tylko dlatego, że się pokajali w którymś momencie i potem już czynili tylko dobro.

Sumienie..

Nie każdy winę swą zmazać chce człowiek                                              
Spowiedzi dokonać nie chce przed Bogiem
Uznać winnym przed własnym sumieniem
Wypiera z siebie niechciane wspomnienie

Myśl nawiedza uparta, by innych niepamięć
Zatarła kontury, wystrzępiła krzywd ostrza
By wina ucichła, w kąt ciemny chce zamieść
Niechlubne rąk dzieło – własnego rzemiosła

Być może się uda, sprawiedliwość jest ślepa
I na Boga wołanie człowiek też bywa głuchy
Czasami się dziwi, że nikt go nie czeka
Nie pojmuje dlaczego nic nie daje otuchy

Nie każdy dojrzewa, bywa, że nie dorasta
Bóg wybaczać potrafi, i mąż i niewiasta
Lecz żadna wina zapomniana nie bywa
Póki we własnym sumieniu spoczywa

Wydaje mi się, że skrucha i pokora oraz towarzysząca im chociaż próba wyjaśnienia motywów postępowania może dokonać cudu podobnego do udanej operacji przeszczepu twarzy. Nie mam tutaj na myśli przypadków wybitnych, czyli skrajnych, z którymi z całą pewnością już nic się nie da zrobić.

Zdjęcie: archiwum Jarzębiny, Kobarid -Sl-Ziga via WikiMedia Commons

Ten wpis został opublikowany w kategorii MOJE OPOWIADANIA, Pamiątki z podróży i oznaczony tagami , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój komentarz zostanie automatycznie opublikowany. Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Spam protection by WP Captcha-Free