„Twórczość Wiśniewskiego to literatura dla kobiet, co więcej – kobiet o specyficznej
wrażliwości. Miłośniczki humoru Chmielewskiej, ironii i dystansu Gretkowskiej, artyzmu Tokarczuk nie znajdą tu wiele dla siebie. Jest to proza o miłości „wydestylowanej” ze zdarzeń zabawnych i absurdalnych – miłość u Wiśniewskiego jest szczęśliwa bądź tragiczna.”
Księgarnia pętla czasu
Mój Boże! Ileż po tym świecie chodzi takich „wydestylowanych” kobiet , że S@motność w sieci zyskała w zawrotnym tempie niesłychaną wprost popularność do wyreżyserowania filmu włącznie. Nie znam twórczości Wiśniewskiego, gdyż tryptyk o samotności w sieci, przeczytany raz i rzucony na półkę z odrazą zniechęcił mnie do końca życia. Chyba…Po prostu nie mogłam strawić tkliwych dialogów dwójki głównych bohaterów a osławiona scena uprawiania miłości z komputerem na oczach barmana wywołała u mnie co najmniej chichot, żeby nie używać brzydkich słów.
Ileż kobiet….a wszystko na to wskazuje, że i mężczyzn odnalazło siebie w dialogach oraz emocjach wymyślonych przez autora książki. Czy naprawdę tęsknota za wyżętym z dowcipu, humoru, czasami złości lub frustracji uczuciem jest aż tak wielka? Ja za czymś takim nie tęsknię, w każdym bądź razie. Chyba umarłabym z nudów na skutek jednostajności emocji miłosnych opartych na ciągłych wynurzeniach i jedzenia sobie z dziobków. Nie twierdzę, że sinusoida uczuć ma skakać jak na wykresie elektrokardiogramu ostrymi zrywami w górę i w dół ale z całą pewnością takie czy inne drgania są nad wyraz wskazane. A sytuacje zabawne to już z całą pewnością wręcz pożądane. Wspólny śmiech spaja, w mojej opinii, uczucia najbardziej.
W którejś recenzji wyczytałam, że jest to opowieść o tej jedynej, wymarzonej miłości. O ile dobrze pamiętam zakończenie książki, to bohaterka z tej jedynej i wymarzonej a co najważniejsze, odwzajemnionej miłości zrezygnowała na rzecz trwającego gdzieś w tle wirtualnego uczucia małżeństwa oraz dziecka, które z tego małżeństwa miało się narodzić albo narodziło…..Zastanawiam się, czy zakończenie wielkiego uczucia byłoby takie samo, gdyby za pomocą wirtualnego seksu można było płodzić dzieci? Bardzo przepraszam, jeśli tym co dotychczas napisałam uraziłam czyjeś uczucia. Nie chciałabym też krytykować a tym bardziej zniechęcać Pań i Panów do poszukiwań uczuć w takiej formie, w jakiej tego pragną. Po prostu stwierdzam, że to nie dla mnie.
Na swoje stronie internetowej Janusz Wiśniewski napisał: „Panie, pomóż mi być takim człowiekiem, za jakiego bierze mnie mój pies…”.
Psy kochają bezwzględnie i bezgranicznie. Sama mam psa, który tak mnie właśnie kocha. Jego uczucie widoczne w wielkich, okrągłych, piwnych oczach spotęgowane jest zapewne jeszcze faktem, że sporo przeszedł psich rozczarowań zanim zgarnęłam go ze schroniska.
Tym niemniej nie mam bladego pojęcia, za jakiego mnie bierze człowieka, szczególnie w chwilach, gdy ostrzegawczym bulgotem z gardła mówi do mnie: nie rób mi tak. A ja tylko chcę go pogłaskać. Pupil pupilowi nierówny a te ze schroniska bywają szczególnie nieprzewidywalne, więc w dywagacje wdawać się nie będę dłużej na psi temat.
Nie odpuszczę natomiast tematu, który mnie po prostu, oględnie mówiąc, trochę wyprowadził z równowagi. W tym celu zmuszona jestem zacytować urywki z książki, o której mowa.
„- Widzisz więc, Eliot, jaki kultowy twór połknąłem w tej sali wykładowej. Ale nie wszyscy są zdania, że trzeba czcić spermę. Zupełnie inaczej traktują swoją spermę prawdziwi artyści. Toulouse-Lautrec – musisz go przecież znać – o którym uczą dzieci w szkołach nawet katolickich, gdy był za mało pijany, aby nie wpaść w delirium tremens, sprzedawał swoja spermę prostytutkom, wśród których się schronił pod koniec swojego krótkiego życia.Radził im, aby zapładniały się same, aby urodzić takiego geniusza, za jakiego on sam się uważał. Ponieważ prostytutki z natury są wrażliwe na ludzka biedę, a także, ponieważ zachwycił je swoim malarskim talentem – bo sobą nie zdołałby zachwycić nikogo, był bowiem zdeformowanym chorobą syfilitykiem o odrażającym wyglądzie – kupowały od niego tę spermę. Aby się długo nie męczył i miał na wódkę.”
Mam nadzieję, że czytelnicy S@motności w sieci są ludźmi światłymi i na powyższej opinii nie zakończą studiowania życiorysu a przede wszystkim twórczości Toulouse Lautrec’a. Trochę się obawiam o młodzież, więc dla jej dobra przypomnę, że ten wybitny a dla mnie wyjątkowy malarz pochodził z arystokratycznej rodziny na skutek czego w sposób istotny ucierpiał znacząco na urodzie (związki małżeńskie zawierane przez osoby o bardzo bliskim stopniu pokrewieństwa). Nie mogąc oddawać się wielu uciechom doczesnego życia z powodu kalectwa całkowicie oddał się sztuce. Między innymi, w sposób ciągły tworzył ilustracje dla humorystycznego pisma Le Rire. Poczucie humoru jest czymś, co cenię sobie u ludzi niesłychanie. Dla mnie jest wręcz na wagę złota i wiele mi mówi o człowieku jako takim. A skoro, jak napisano powyżej, zdeformowany syfilisem malarz rozdawał lub sprzedawał swoją spermę zamiast ją rozsiewać bezpośrednio, to chyba tylko dobrze o nim świadczy. Przynajmniej nie zarażał wstydliwą chorobą pań, u których ryzyko zachorowania było bardzo wysokie. W tym miejscu, wczuwając się w rolę adwokata Toulouse Lautrec’a pozwolę sobie na niewybredny dowcip:
A Pan Panie Wiśniewski! Gdzie Pan oddaje swoją spermę?
„Ekscentryczny Salvador Dali z kolei nie ukrywał, że w czasie swoich natchnień, szczególnie, gdy wydawało mu się, że znowu jest zakochany, często onanizował się, kierując swój wytrysk do naczyń z farbami, którymi malował. Uważał, że kolory nabierają w ten sposób miękkości i wyjątkowego nasycenia. A poza tym obraz pachnie wtedy zupełnie inaczej. Tak mówił Dali. Ale obdarzony genialnym talentem Dali to także genialny kłamca. Kłamał tak, jak o świecie kłamią jego obrazy.”
Nie wiem co wyprawiał Salvador Dali malując obrazy. Pokazując światu swoją ekscentryczną naturę niewykluczone, że wyprawiał różne, dziwne rzeczy. Nie mogę się zgodzić absolutnie natomiast ze stwierdzeniem, że obrazy Salvadora Dali kłamią o świecie.
Nie jestem znawcą ani koneserem sztuki ale tak jak Dali opowiada o świecie to mało kto opowiada, według mnie. Bardzo więc proszę nie sugerować się tekstem zawartym w wypowiedzi autora książki, tylko pooglądać, co też Dali namalował w trakcie wytrysku i wyrobić sobie swoją własną opinię. Tak więc zakończę już konsekwentnie pytaniem:
A Pan Panie Wiśniewski! Gdzie Pan kieruje swój wytrysk?![]()
Dwa kawałki chleba wyrażające sentyment miłości – Salvador Dali; Marcelle Lender tańcząca bolero w operetce Chilpéric -Toulouse-Lautrec; Postać przy oknie -Salvador Dali
Facebook
Zwierzolubni