„Kilka nocy bezsennych i dni, skrzących się od śniegu na Jarzębatej, w cichym kąciku swego
pokoiku, zadumana Agnieszka kreśliła pośpiesznie treść tej oto książeczki. Oczy jej otwierały się szeroko, a twarz rozpalała przedziwnym blaskiem, to znów gasły, opadały powieki, ustawało pióro w ręku i głębokie westchnienie przerywało „tyk tak” wiszącego na ścianie zegara…..pisał o mojej babce, jasnowidzącej z Wisły Agnieszce Pilchowej jej mąż a mój dziadek – Jan Pilch.
O ile autorstwo słynnej przepowiedni z Tęgoborza, do dziś budzącej wiele emocji, opisywanej przez Miłosza i cytowanej w filmie Zakazane piosenki poddawane jest w wątpliwość jako mojej babki, to z całą pewnością nie da się jej odebrać autorstwa innych przepowiedni, które dziś, 1 września, siedemdziesiąt lat od rozpoczęcia drugiej wojny światowej, chciałabym przypomnieć. „Widzę swastykę toczącą się na wschód, która chce zmiażdżyć w mściwej satysfakcji niewolnicze państwo pentagramu. Dwaj zbrodniarze ludzkości chwycą się za bary hordami swych niewolników i masą swej broni, i ziemia zadrży pod ich stopami”…pisała w 1933 roku. W swoich wizjach Jasnowidząca z Wisły przewidziała przebieg drugiej wojny światowej, dostrzegła żołnierzy przy Bramie Branderburskiej, widziała mapę sztabową z wbitymi chorągiewkami amerykańskimi i japońskimi oraz bombę atomową zrzuconą na Hiroszimę i Nagasaki: „Nie rozumiem, co to jest? Coś okropnego… Jakiś straszliwy grzyb, zrodzony z chmur oślepiających, rośnie pod niebo. Gdzie to jest, co to jest ?” – jęczała z przerażeniem…”Ciężką klęskę gotuje sam sobie naród niemiecki przez swój częsty bunt przeciw prawom boskim, jeśli się na czas nie opamięta”..ostrzegała. „Straszne jest to co piszę. Może ktoś powie, że to wytwór bujnej fantazji. Ach, gdybym miała pisać wszystko, co podczas wojny się przesunęło się przed mym wzrokiem ducha, a co potem i tak jaskrawo przejawiło się i na ziemi, to musiałabym napisać wiele grubych tomów. A więcej widziałam scen ze świata ducha, niż ze świata ziemskiego, bo też świat ducha lepiej mi jest znany i szybciej się tam rozglądam i orientuję, niż na tym świecie………
Cierpiała bardzo opisując swoje wizje. Na początku 1940 roku, gdy wojna dopiero się rozpoczynała, Stanisław Hadyna, który napisał książkę poświęconą jej życiu i wizjom zapytał Agni P. o to, co będzie dalej? Agnieszka zakryła tylko ręką oczy, płakała, drżała, a potem powiedziała cicho: „To wszystko jest okropne, palą ludzi w piecach. Całe pociągi. Tysiące. Dymy zakrywają niebo. Pędzą ich tysiącami przez śniegi, lasy, za druty obozów. Strzelają. Doły pełne trupów…Widzę zadrutowane ogromne kraje pełne nienawiści, przemocy i palących się trupów. Dymy piekielnych palenisk zasłaniają niebo”………
Moja babcia sama sobie przepowiedziała przyszłość. Najgorszą z najgorszych. Myślę, że naprawdę lepiej jest nie wiedzieć, co nas czeka. Została wywieziona razem z córką do obozu koncentracyjnego w Ravensbruck i rozstrzelana tuż przed jego wyzwoleniem 4 stycznia 1945 roku.
„Agnieszka Pilch – lat 57, zamieszkała w Wiśle nr 721 i jej mąż Jan Pilch czując się zagrożeni w Wiśle w drugiej połowie 1943 roku postanowili przedostać się do Generalnej Guberni. Przybrany syn Stanisław Kurletto, działacz AK na Śląsku, zorganizował im przerzut przez granicę. W ustalonym dniu wyjazdu wcześnie rano pojechali do Fryderyku na Zaolzie, aby u brata zdeponować trochę swego dorobku. Kiedy wrócili do Wisły o godz. 16 na dworcu czekało na nich gestapo. Zostali aresztowani i wywiezieni do Cieszyna, a w dniu 24 grudnia 1943 roku przewiezieni do Mysłowic, skąd po przesłuchaniach wywieziono ich do obozów. Jan Pilch przetrzymał katorgi obozu w Oranienburgu i wrócił do Wisły, a Agnieszka Pilch wywieziona do obozu w Ravensbruck, została rozstrzelana w dniu 21 listopada 1944 roku. Józef Dzwonek – Wisła w jarzmie hitlerowskim”
Agni P.
Przyszłość Tobie przepowiadać
Kochać, leczyć, wiarę nieść
Krzyczeć głośno biada, biada
Ile ludzie mogą znieść!!!
Dałaś innym to co chciałaś
Przepowiedni swoich dar
Przed zagładą ostrzegałaś
Bliskiej wojny słysząc gwar.
Nikt nie wiedział o czym piszesz
Ty widziałaś jasno za to
Że uderzy wnet w klawisze
Wagnerowskich oper patos.
Ta muzyka grała w Tobie
W obozowych rytm apeli
Wymyśliłaś sama sobie
Przyszłość w piekle. Diabli wzięli!
Jakby los Ci dał za mało
Za żarliwe, wdzięczne serce
Z Twoją córką Cię spotkało
Wspólne życie. Los w udręce.
Kolczastego drutu zwojem
Pasiak w pasiak przepasany
Marzą, tęsknią za pokojem
Tobie jest on niepisany.
Huk wystrzału wcześnie rano
Niczym bełt puszczony z kuszy
Przeszył Twe matczyne ciało
Lecz nie zabił dumnej duszy.
Wiem, że kiedyś mi się przyśnisz
Twoje geny w sobie noszę
W świecie pełnym nienawiści
Przepowiednię daj mi proszę.
Dłoń mą ujmiesz, poprowadzisz
Ufnie pójdę w tamtą stronę
Ty jedyna mnie nie zdradzisz
Z cierni zdejmiesz mi koronę.
Czekam na Cię już od dawna
Chcę uścisnąć Cię serdecznie
Zanim w sercu moim zadra
Splecie nasze ręce wiecznie.
Książka Stanisława Hadyny nosi tytuł „Przez okna czasu – Jasnowidząca z Wisły” i wydana została w 1993 roku w Krakowie. Wiele się z tej książki dowiedziałam o mojej rodzinie a muszę przyznać, że wiedziałam niewiele. Być może fakt posiadania w rodzinie jasnowidzącej w czasach, kiedy to ezoteryka od lat wyklęta była przez kościół stanowił swojego rodzaju zagrożenie dla jej członków i rodzice chcieli mi oszczędzić wszystkiego, co się wiąże ze współczesną im inkwizycją a czego moja babka doświadczyła osobiście. Zostałam wszak ochrzczona, przyjęłam sakrament komunii i ślub zawarłam w kościele. Do osiemnastego roku życia jeździłam na wakacje do Wisły, gdzie przy samym wierzchołku góry o wdzięcznej nazwie Jarzębata wznosił się Sfinks – górska willa moich dziadków. Przebywałam w samym sercu tajemniczej, rodzinnej historii. Dom był pełen obecności mojej babki w obrazach, z których patrzyły na mnie jej duże, niebieskie oczy, książkach, które napisała, pożółkłych zdjęciach i pamiętniku dziadka, który powstawał latami na starej, przedwojennej maszynie do pisania. Dzisiaj „inkwizycja” już nie jest groźna, kościół stał się bardziej liberalny, ezoteryka i bioenergoterapia stanowią stałe elementy współczesnego życia. Wiem, że kościół przeznacza niebagatelne środki na badania zjawisk nadprzyrodzonych czyli paranormalnych, chociaż się do tego nie przyznaje. Księża uczestniczą w spotkaniach środowisk ezoterycznych, chociaż pewnie też się do tego nie przyznają. Kilkadziesiąt lat temu pewnie skazana bym była na swego rodzaju banicję ze społeczeństwa i przed tym rodzice chcieli mnie ochronić. Szkoda.
„Wszystko jest możliwe. W tym jednak, co możliwe, są rzeczy piękne i szczęśliwe i są rzeczy budzące odrazę i grozę. Opowiadała o nich Agnieszka P., Jasnowidząca z Wisły. Poznałem ją mając lat dziesięć, a potem spotykaliśmy się jeszcze wielokrotnie. Mieszkała wysoko w górach w otoczeniu ludzi niezwykłych, którzy z dużą życzliwością, ale zarazem z rezerwą odnosili się do jej rewelacji. Był początkowo wśród nich mój mądry stryj, filozof i badacz zjawisk ezoterycznych, redaktor miesięcznika i wydawnictwa zajmującego się tymi sprawami. Z odziedziczonych po nim materiałów usiłowałem zrekonstruować niektóre wypowiedzi Jasnowidzącej i skonfrontować je ze zdarzeniami, które nastąpiły lub które jeszcze nastąpić mogą. Starałem się znaleźć potwierdzenie lub zaprzeczenie w relacjach uczonych i publicystów. Niestety większość z nich z niepokojem potwierdzała relacje Agnieszki P., choć nigdy się z nimi nie zetknęła.”
Stanisława Hadynę pamiętam słabo. Willa Hadynów stała przed wojną w bezpośrednim sąsiedztwie Sfinksa a rodziny były blisko zaprzyjaźnione. Poznałam go, kiedy to z mamą, w przerwie występu zespołu pieśni i tańca Śląsk, udałyśmy się w odwiedziny za kulisy. Zaglądam czasami, przejazdem, na cmentarz wiślański, na którym został pochowany i na którym znajduje się tablica pamiątkowa z nazwiskiem mojej babki. Cechy pierwszorzędne dziedziczy się przede wszystkim w drugim pokoleniu. Nie wiem, czy zdolność przepowiadania przyszłości była pierwszorzędną cechą mojej babki do dziedziczenia, tym niemniej obserwuję u siebie pewne zdolności parapsychologiczne, których wytłumaczyć nie potrafię, gdyż parapsychologią się nie interesuję. Przypadkiem wzięłam kilkakrotnie udział w pokazach hipnozy i zawsze byłam odrzucana przez hipnotyzerów, jako niepodatne na hipnozę medium. Niedawno, również przypadkiem, poddana zostałam oględzinom osoby, która posiada zdolności paranormalne i …..szydło wyszło z worka. Też je posiadam. Ciekawe ilu ludzi jeszcze chodzi po świecie takich jak ja, którzy nie zdają sobie sprawy ze swoich możliwości.
Facebook
Zwierzolubni