Wczoraj Kasia zaproponowała abym napisała kilka słów o nieumiejętności osiągania
kompromisów. Kasia jest ukochaną dziewczyną mojego syna od lat a mój syn z kolei ma dosyć trudny charakter, tym niemniej, jak z moich obserwacji wynika, do kompromisu pomiędzy sobą dochodzą bardzo szybko, o ile ich porozumienie można nazwać kompromisem. Powyższe pozostawiam ocenie Kasi. Mam nadzieję, że kiedyś zostaną małżeństwem, tak więc w aspekcie partnerstwa w małżeństwie, napiszę.
Przyjęło się powszechnie uważać, że udane małżeństwo polega na kompromisie, czyli spotykaniu się w większych i mniejszych konfliktach w połowie drogi. Kiedy dwoje ludzi jest na siebie otwartych, rozumieją nawzajem swoje motywacje i potrzeby, rozwiązywanie codziennych problemów nie wydaje się skomplikowaną sprawą. Pójście na ustępstwa nie staje się bolesne – o ile w sposób zasadniczy nie ogranicza potrzeb drugiej osoby.
Szyszka: teraz bardzo modne jest stwierdzenie, że ktoś kogoś ogranicza
Ja: nawet nie wiedziałam…..ale coś w tym jest…..dam przykład
Ja: Krzysztof namówił mnie do pisania, moi czytelnicy też to robią – pisz, rozwijaj się! Natomiast ktoś inny groził mi zniszczeniem moich wynalazków w postaci pisania.. w obawie, że napiszę na niewygodny dla niego temat…
Szyszka: ktoś miał Ci zniszczyć wynalazek w postaci pisania?
Ja: tak, jak idiotka, ze strachu, woziłam w samochodzie wszystko co napisałam, zanim znalazło się na stronce
Ja: jak miałby wyglądać kompromis wobec tych dwóch skrajnych stanowisk? Pewnie bym pisała ale niekoniecznie o czym chcę i jak chcę…to ograniczenie sprawiłoby, że byłabym, na przykład – sztuczna… albo dała sobie spokój z czymś co lubię
Powyższy konflikt jest konfliktem skrajnym a nawet ociera się o przepisy prawa w postaci wolności słowa. Codzienne problemy w małżeństwach sprowadzają się raczej do negocjacji w kwestiach porządków domowych, wspólnego sposobu spędzania czasu, opieki nad dziećmi i tak dalej. Wbrew pozorom, nawet banalna uwaga, powtórzona po raz setny przez żonę, pod tytułem „Kochanie, czy mógłbyś opuścić deskę” , może stać się przyczynkiem do niezłej kłótni wobec pozornie nierozwiązywalnego problemu, który ma jej mąż. Kwestia deski nie ogranicza niczyich praw i zachcianek, nie powoduje rezygnacji z marzeń i pragnień do zatracenia swojego „ja” włącznie – a i tak się, niestety zdarza - a jednak dążenie do jej rozwiązania potrafi wzbudzić nie lada emocje. Powyższe zależy od sposobu reagowania partnerów - jeśli reakcja przewyższa wywołujący ją bodziec, to następuje eskalacja konfliktu. Drobny incydent szybko przekształca się w walkę na śmierć i życie. Jesteśmy, niestety, tak skonstruowani, że często reagujemy emocjonalnie w miejsce rozumowego podejścia do problemu……emocje są po prostu szybsze od rozumu:
„W sytuacjach krytycznych reakcja emocjonalna jest natychmiastowa. W kilka chwil po pojawieniu się emocji przednie części płatów czołowych przystępują do działania, które określić można mianem rachunku ewentualnych zysków i strat i z wielu możliwości wybierają tę, która wydaje im się najlepsza. U zwierząt jest wybór między tym kiedy atakować a kiedy uciekać. A u nas, ludzi również między atakować a uciekać…ale także zjednywać sobie innych, perswadować, szukać współczucia, utrudniać, wmawiać winę, skamlać, okazywać arogancję czy pogardę i tak dalej, zgodnie z całym repertuarem naszych emocjonalnych sztuczek i chwytów – Inteligencja emocjonalna; Daniel Goleman.
Nie można wygrać kłótni. Żeby dojść do kompromisu trzeba negocjować. Stwierdzenie, że wszystko podlega negocjacjom powinno być oczywiste dla obu stron. W długoletnich związkach jest to niesłychanie trudne. Partnerom doskonale znane są ich czułe miejsca, w efekcie czego znają miejsca uderzenia poniżej pasa. Obciążenie bagażem wspólnego życia sprowadza szybko negocjacje do bezsensownej kłótni, w trakcie której wyciąga się wszystko z zanadrza, co się wydarzyło „nie tak” po drugiej stronie. Niejednokrotnie dochodzi do aktów przemocy nie tylko psychicznej, granice kompromisu zostają przekroczone a, że są delikatne i czułe, o ich przekroczenie nie trudno…Jedna ze stron zaczyna dominować a dominacja to już nie partnerstwo…stanowiące podstawę w zdrowym małżeństwie.
Szyszka: uważam, że szeroko pojęte życie, a więc w tym też praca to jeden wielki kompromis, chyba, że się jest na bezludnej wyspie
Ja: praca tak…są procedury, zależność….ale dom to nie praca
Szyszka: w domu, w związku też są procedury, tyle że nie pisane, nie podpisane przez dyrektora, czy prezesa. Wszystko opiera się na jakiejś organizacji…..
Ano właśnie. Dlaczego więc w pracy negocjujemy inaczej a w domu inaczej? Dlaczego, przed przystąpieniem do rozmów, nie ustalamy wpierw zasad czystej walki, rozwiązywania sporów, nie wyznaczamy granic, które należy uszanować? Jeżeli zasady właściwego, czyli kulturalnego zachowania są nam obce, należałoby je ustalić i się ich trzymać. Prosto jest coś takiego powiedzieć i napisać. W życiu zdarzają się jednak osobowości, z którymi prawie nigdy nie dojdzie się do kompromisu. Do takich osobowości, na przykład, należy tyran. Tyrani stosują różnorodne techniki, takie jak składanie ostatecznej, nienegocjowalnej oferty, nabijanie w butelkę, szantaż, ubliżanie, wmawianie, oczernianie, obmawianie…Tyran próbuje zastraszyć każdego, kto wydaje mu się słabszy.
Skrajną osobowością, z którą nie dochodzi się do kompromisu nigdy, jest socjopata. Jako typ antyspołeczny:
„Charakteryzuje się on ciągłym podejmowaniem zachowań agresywnych wobec innych ludzi (agresja słowna, stosowanie przemocy, a nawet zabójstwo), naruszaniem norm prawnych, używaniem kłamstw, niedotrzymywaniem zobowiązań finansowych, brakiem rozwagi, obojętnością wobec losu ofiar, brakiem poczucia winy. Socjopaci są osobami, których interakcje wydają się zachodzić jak gdyby bez udziału świadomości i którzy nie są zdolni do empatii oraz identyfikacji z innymi
http://www.sciaga.pl/tekst/46262-47-sciaga_z_socjologii_pojecia_i_zagadnienia
Na szczęście, socjopatia dotyczy tylko ok. 3% społeczeństwa płci męskiej. (Wikipedia).
W tym miejscu aż się prosi o szczególny przypadek rozwiązywania konfliktu, w którym o kompromisie w ogóle nie ma mowy. Mam tutaj na myśli starą jak świat manipulację strachem, czyli terroryzm. W większości wypadków jest on narzędziem w walce politycznej ale wyróżnia się również terroryzm kryminalny, skierowany przeciwko jednostkom.Ma on na celu wymuszenie ustępstw, z reguły z niskich pobudek materialnych i odbywa się w drodze zastraszenia lub szantażu. W tym wypadku albo się idzie na daleko idące ustępstwa z niewiadomym skutkiem albo stawia się wszystko na jedna kartę i wypowiada wojnę terroryście.
Nie jestem pewna, czy wyczerpałam temat, o który prosiła mnie Kasia. Pozostawię go
jednak na rzecz wzmianki o innej koncepcji funkcjonowania w małżeństwie, jeśli chodzi o sprawy ważkie. Deskę sedesową można wynegocjować chociażby w oparciu o perswazję aby małżonek był uprzejmy załatwiać swoje sprawy na siedząco. W końcu kompromis jest odstępstwem od zasad w imię praktycznych korzyści. Koncepcja ta jest oparta na trzech filarach: akceptacji, troski i przyjaźni. Pełna akceptacja drugiej osoby prowadzi do uczynienia wszystkiego aby osoba ta realizowała swoje możliwości. Nie rezygnowała ze swoich celów, idąc na kompromisy, na rzecz zaspokajania drugiej osoby. Troska zaś wynika z dojrzałości partnerów i ich zdolności o troszczenie się o siebie nawzajem.
Szyszka: wiesz mam takie powiedzenie, które kocham : pierwsze małżeństwo, jak pierwszy naleśnik, rzadko bywa udane
Ja: muszę dodać, że z drugim tez różnie bywa…
Szyszka: myślę, że początek każdego związku to wielkie uniesienia, emocje, dzisiaj mówi się, że iskrzy, że w brzuchu latają motyle – wiemy, o co chodzi. Potem wszystko się powoli stabilizuje, staje bardziej dostępne, powszednieje, ale ciągle jest ta podbudowa… Ważne, żeby został szacunek i przyjaźń. Przyjaźń jest najważniejsza….
Ja: tak, jest…..najważniejsza…i może warto od niej zaczynać?
Szyszka : życia męsko-damskiego od niej raczej się nie zaczyna. Cenna przyjaźń przychodzi po latach i jest budowana na fundamencie miłości, która z czasem przybiera właśnie tę formę…Przyjaźń to uczucie oparcia, bezpieczeństwa …. i takie wartości po latach i w wieku bardzo dojrzałym stają się najważniejsze…..
Ja : no dobrze….ale najpierw na ślepo – w uniesieniu, z motylami w brzuchu – nie wiesz jaką formę przybierze związek…dlatego głośno myślę…..że może od niej zacząć… albo równolegle…z miłością przyjaźń…… zdarza się coś takiego?
Szyszka: Bywa różnie (czytaj źle i bez szans na kompromis).. tych dwoje, którzy się kochali nie potrafią rozstać się w cywilizowany sposób, nie potrafią mówić o sobie dobrze, nie potrafią szukać winy każde w sobie, nie potrafią głosić, że to dobry człowiek, ale nie dla mnie i i z inną/innym stworzy udane stadło……
Szyszka: ważne, aby po latach współżycia (niekoniecznie erotycznego) ludzie się lubili, byli wobec siebie życzliwi i uparcie będę powtarzać – aby się przyjaźnili !
Mam nadzieję, że mojemu synowi i Kasi pierwszy naleśnik nie przyklei się do patelni, ponieważ ich podbudowa albo filary są na tyle mocne, że wytrzymają próbę czasu.![]()
Facebook
Zwierzolubni