- Przecież wiesz, że Cię kocham – powiedziała Marion i zdziwiła się słysząc własne słowa.
Zazwyczaj nie wygłaszała takich deklaracji. Tutaj jednak zabrzmiała ona całkiem naturalnie – albo jakby została wymuszona.
- Tak Dziękuje. Nie sądzisz, ze powinniśmy częściej wołać o miłość? Prosić o nią? To dziwne jak bardzo ludzie boją się tego słowa. A przecież wszyscy potrzebujemy miłości. Nawet Bóg potrzebuje miłości. Myślę, że właśnie dlatego nas stworzył.
- Zrobił kiepski interes – odrzekła Marion z uśmiechem.
- Dlatego, że ludzie Go nie kochają? Ależ kochają Go. Chyba wszyscy Go kochamy, pod taką czy inną postacią. Musimy Go kochać. On tak bardzo pragnie naszej miłości., a wielkie pragnienie miłości może powołać miłość do życia. Czy wierzysz w Boga?
Nie – odpadła Marion
Wyznając to nie poczuła się winna. Za bardzo pochłonęła ją ta rozmowa. Nie zdawała sobie dotąd sprawy, że Hannah jest osoba religijną. Nie chodziła do kościoła.
- A ty?
- Tak, chyba tak. Właściwie nigdy się nad tym nie zastanawiałam. Myślenie nie jest moją mocną stroną. Po prostu muszę wierzyć. Muszę kochać Boga.
- A jeśli kochasz…coś, czego nie ma?
- W pewnym sensie nie można kochać czegoś, czego nie ma. Moim zdaniem, jeżeli kocha się naprawdę, to coś istnieje. Ale nie znam się na tych sprawach.
Iris Murdoch – Jednorożec
Steven Erlanger z New York Times’a opowiedział historię Samuela Pisara pod wymownym tytułem” Dziecko z Auschwitz krzyczy do Boga”. 80-letni dziś Pisar jest uznanym prawnikiem, pisarzem i doradcą politycznym. Był doradcą do spraw zagranicznej polityki gospodarczej Johna F. Kennedy’ego, którego poznał na Harvardzie oraz powiernikiem francuskich prezydentów Valery’ego Giscarda d’Estainga i Francoisa Mitteranda; zdobył renomę jako prawnik gwiazd filmowych i szefów korporacji; zarobił sporo pieniędzy i odnalazł szczęście rodzinne. Zanim to się jednak stało, dziesięcioletni Samuel cudownym zrządzeniem losu przeżył obozy zagłady na Majdanku, w Auschwitz i Dachau. Cała jego polska rodzina zginęła w komorach gazowych a on sam dwukrotnie wysyłany był na śmierć.
Jak sam mówi, nauczył się, że „kto przestrzega reguł, ten umiera”. Zaczął zachowywać się jak zwierzę. – Musiałem wyrobić w sobie złe nawyki, nauczyć się świetnie kłamać i błyskawicznie oceniać ludzi, zgadywać, co naprawdę myślą – dotyczyło to nie tylko strażników i katów, ale także współwięźniów. Stał się bezwzględny i okrutny. Byłem słodkim dzieciakiem, a wokół mnie kręciło się mnóstwo psychopatów….. Nigdy nie opowiadałem o moich najgorszych przeżyciach – nawet Niemcom. Robi krótką przerwę. – Pamiętam każdy szczegół. Ale nie prześladuje mnie to. Po chwili dodaje: – Pomogło mi to w życiu. Mimo całego tragizmu, było to pozytywne doświadczenie. Gdyby nie to, nigdy nie byłbym tym, kim jestem…..
Wiele lat później Pisar, niczym Hiob postanowił poskarżyć się Bogu. Napisał wspomnienia
oraz słowa do „Kadiszu” – Symfonii nr 3 Bernsteina. Jak mówi: już nie jest wściekły na Boga, choć przyparty do muru przyznaje: – Wciąż mam żal. Nie wiem nawet, czy On istnieje. Ale jednocześnie Go kocham, bo wszyscy kochamy Go od tysięcy lat.
Za śmierć jednego dziecka Bóg zasługuje na to by go odrzucić; słowa te włożył w usta Iwana Fiodor Dostojewski w Braciach Karamazow. Bracia Karamazow jest powieścią uznaną za opis śmierci Boga. Jeden z braci – Iwan – w Boga nie wierzy, gdyż uznał, że Bóg nie nadaje znaczenia tragedii życia; dręczy go cierpienie ludzkości na przestrzeni dziejów – śmierć jednego dziecka to zbyt wysoka cena za religijną wizję powszechnej szczęśliwości…….
Jednego dziecka….tylko jednego dnia, D-day, dnia uwolnienia z obozu zginęło więcej więźniów w Auschwitz niż aliantów na plażach Normandii – pisze Pisar. Ile wśród tych więźniów było dzieci? Kilkadziesiąt lat po napisaniu Braci Karamazow (1879-1880) słowa Iwana nabrały jakże wymownego znaczenia.
„Czemu nas opuściłeś? Jak mogłeś pozwolić na taką rzeź? Czy nasz los w ogóle Cię obchodzi?”…..skarży się dziecko u progu komory gazowej. Jego ból i rozpacz są nie do ogarnięcia. Podobnie rodzicom, którzy pozostają przy życiu po śmierci kochanego dziecka, bólu nie da się niczym uśmierzyć, żadna religia nie wydaje się adekwatna aby przynieść pomoc w cierpieniu. Czy może zaistnieć większa tragedia, aniżeli śmierć dzieci, urągająca losowi i porządkowi wszechświata? „Treny na śmierć dzieci” Gustawa Mahlera są chyba najbardziej wstrząsającym utworem o śmierci w dziejach pieśni klasycznej.
„A teraz słońce wzejdzie świecąc tak jasno,
Jak gdyby w nocy nie wydarzyło się żadne nieszczęście!
Nieszczęście dotknęło tylko mnie,
A słońce – ono świeci dla wszystkich!”
pisze autor tekstu Fryderyk Rueckert, który na skutek epidemii stracił dwójkę małych dzieci: Powstałe strofy znacznie różnią się długością wersów (od 4 do 30), rytmiką oraz różnorodnością zastosowanych środków wyrazu, których skala była odbiciem emocji oraz uczuć oszalałego z bólu i rozpaczy ojca pisze Andrzej Osiński na radio.com.pl
Masada (מצודה – „forteca”) to starożytna twierdza żydowska na Pustyni Judejskiej. W 73 roku naszej ery dokonano w niej masowego samobójstwa. Nie chcąc poddać się oblegającym twierdzę Rzymianom i popaść w niewolę wszyscy jej mieszkańcy odebrali sobie życie.
Mężczyźni wymordowali swoje żony i dzieci, a potem “złożyli swój dobytek na jedno miejsce i podpalili go; następnie wybrali losem spomiędzy siebie dziesięciu, którzy mieli być zabójcami wszystkich. Potem każdy kładł się obok rozciągniętych ciał żony i dzieci i objąwszy je ramionami, nadstawiał ochoczo gardło pod ciosy tych, którzy spełniali tę nieszczęsną przysługę. Ci zaś bez wahania wszystkich pozabijali i to samo prawo losu ustalili dla siebie samych.” Ten, na którego padł los zabił wpierw dziewięciu pozostałych, potem podpalił zabudowania twierdzy i w końcu przebił się mieczem. Gdy rankiem Rzymianie wpadli do twierdzy zastali w niej tylko 960 trupów i dwie kobiety, które ukryły się z pięciorgiem dzieci – opisywał wydarzenia Józef Flawiusz, rzymski historyk żydowskiego pochodzenia.
Dzisiaj Masada dla Żydów jest symbolem niestrudzonej walki i zarazem heroicznego upadku, z poświęceniem życia włącznie. Oporu, aż do końca. Na jej ruinach żołnierze składają przysięgę wojskową. Nie umniejszając nic z mitu Masady, osobiście nie jestem zwolennikiem fanatyzmu pod żadną postacią. Zarówno na szczycie Masady jak i w Izbie dzieci w Yad Vashem, oprócz wielkiego wzruszenia targało mną jednocześnie uczucie wielkiego potępienia zarówno dla tego co się wydarzyło w starożytnej twierdzy jak i w obozach zagłady hitlerowskiej. Przykład Samuela Pisara, który nie tylko, że przeżył ale
i wyrzucił z siebie, to co nieopisane, osiągnął sukces i zaznał szczęścia rodzinnego mówi sam za siebie……A Bóg? Nie znam się na tych sprawach……
Nigdy nie wezmą nas żywcem
Dzieckiem biegałem między pałace
W mykwach zażywałem kąpieli
Ojciec mówił, że Bóg nas wyznaczył
Błogosławieństwa dzieciom udzielił
Wybrany Naród musi być niezwykły
Wierzyłem, że skoro do niego należę
Pan Nasz wysłucha mojej modlitwy
Szczęście moje Bogu powierzę
Sprawi, że ja, mój ojciec i matka
Żyjąc w pokorze, miłości i znoju
Nie zaznamy rozpaczy i niedostatku
A Naród Wybrany doświadczy spokoju.
Dzieckiem patrzyłem na Martwe Morze
Jam Hamelach ostro odcinało horyzont
Ze szczytu fortecy, na pustyni ugorze
Śledziłem przypływ, co w skałę się wgryzał
A wokół kamienne pustkowie…..
I nieba bezmiar i gór zwieńczenia….
Com myślał wtedy, nikt się nie dowie
Jakie na wzgórzu snułem marzenia
Tylko niebo i morze, świadkowie niemi
Z wiatrem łowiły mych myśli powiew
Na szczycie Masady zwierzałem się Tobie
Wysoko w najniższym miejscu na ziemi.
Dzieckiem ujrzałem pewnego poranka
Rzymskie legiony rozbite obozem
U stóp wzniesienia stojące w szrankach
Nasz dom oplotły zbrojnym powrozem
Braci naszych zaprzęgły do pracy
Wysokie potem wzniesione wały
Na naszą zgubę pracowali rodacy
Nikt z nas zabić ich nie był śmiały
Gdy słońce pustyni mokre od potu
Na wieży oblężniczej spoczęło taranem
Flawiusza Silwy słuchali Rzymianie
Ben Jair stanął na czele Zelotów.
Wciąż dzieckiem wierzyłem w ocalenie
Wybranego Narodu niezłomną ochronę
Czy Bóg na zgubę wyśle to pokolenie?
Czyż nie jesteśmy Wybranym Narodem?
Przebudził mnie w nocy krzyk matki
Ojca z nożem w jej krwi ujrzałem
Wziął mnie na ręce po raz ostatni
Do kryjówki zaniósł ciemnym kanałem
Słyszałem ciszę, w dali szczęk oręża
Obok mnie kilku dzieci gromadka
Przerażona jak ja, zostawiona na świadka
Z dziecka wtedy wyrosłem na męża.
Dzieckiem dałem świadectwo prawdzie
Godne powagi dorosłego mężczyzny
Groźby nie straszne mi były żadne
Po utracie rodziny, utracie ojczyzny
Śmiało patrzyłem wrogom w oczy
Honor, odwagę, umiłowanie wolności
Pył żółty przykrył u podnóża zboczy
Czas rozrzucił wysuszone kości.
Niech czas więc wróci Jeruzalem niezawisłe
By wybór tyczył jednostek, nie narodów
Nieludzkim dzieci uśmiercać z powodu
„Nigdy nie wezmą nas żywcem”
Masada - 1994, Widok z Masady na Morze Martwe, Archiwum Jarzębiny; Oświęcim 2000 -J.Bartuszek; Oświęcim 2011 – Natalie Ranae Garza
Darek
Stracić wszystko… Brak uczucia powiązania, brak uczucia posiadania – źródłem odwagi i niewyobrażalnej siły, źródłem życia.
Dlatego młode pisklęta muszą opuścić gniazdo by dorosnąć..
dodano dnia 12.01.2010, 17:07
Facebook
Zwierzolubni