Strumień ślizgał się i wił
Pojawiał się i znikał
Wśród cętkowanych głazów żył
Wśród kamieni przemykał
Raz w słońcu połysk dał
Znów zapadł się pod ziemię
Z wysoka wodospadem grał
W tęczowy pył zamieniał
Znienacka głazy rzucał
Rozlewał się w kałuże
Do biegu dalej zmuszał
Wierny swej naturze
Gdy spotkał rozpadlinę
Miękko się zanurzał
Odpocząć chciał przez chwilę
Nie został jednak dłużej
Pobiegł jeszcze zwinniej
Szum słyszał już w oddali
Nim zginął gdzieś w głębinie
Na morskiej przysiadł fali

Facebook
Zwierzolubni