Jasnowidząca z Wisły – cz. 2

O mojej babce, Jasnowidzącej z Wisły – Agni P. mama opowiadała mi niewiele, prawie wcale. Wszystko co o niej wiem pochodzi z urywanych opowieści i notatek jej męża a mojego dziadka, który zmarł w dniu, w którym skończyłam 21 lat, z pamiątek rodzinnych, wśród których zachowały się listy, kartki pocztowe, dokumenty urzędowe i zdjęcia a także z pamiętników spisanych przez Jasnowidzącą i jej męża, Jana Pilcha. Staram się wyłowić spośród jej przepowiedni, wizji, niesamowitych opowieści…nie wizjonerkę ale człowieka, którym była na co dzień. Prowadziła przecież też „normalne” życie, nie tylko to duchowe, związane z obowiązkami żony i matki, obsługą dnia codziennego i pracą, gdyż wydawnictwo „Hejnał” było własnością moich dziadków nie tylko w zakresie wydawania poczytnego miesięcznika ale i tworzenia jego zawartości.

We wstępie do Pamiętników Jasnowidzącej, wydanych nakładem Hejnału, wydawca a więc prawdopodobnie mój dziadek pisze tak:

„..Jest to osoba o niezwykłych zdolnościach jasnowidzenia.  Dziwna ta istota żyje równocześnie podwójnym życiem – na ziemi i w zaświecie. Można o niej powiedzieć, że należy do tych, którzy pokonali Śmierć – gdyż tam, gdzie inni dostają się dopiero przez bramę śmierci , może ona znaleźć się w każdej chwili, zachowując przy tym całkowitą świadomość w ciele fizycznym. Co więcej, w świecie Ducha porusza się z wielką lekkością i swobodą…..Swych zdolności jasnowidzenia nie zużytkowuje dla celów materialnych, nie lubi też patrzeć wzrokiem ducha na sprawy materialne, np. poszukiwać i znajdywać zagubione przedmioty……….”

Jak widać z powyższego opisu i nie tylko Agni P. miała swoją filozofię życiową i zasady, których konsekwentnie się trzymała. Była osobą głęboko wierzącą w Boga, głoszącą chwałę miłości do Stwórcy jako lek na wszystkie nieszczęścia i zło tego świata, szanowała ludzi i nie zważając na siebie zawsze spieszyła potrzebującym z pomocą.

„Znamy jej życie codzienne, życie nieraz pełne trosk, już to w związku z wychowaniem jej czworga dzieci, już to trosk o dom a przede wszystkim o rodzinę tak wielką – rodzinę duchową. Nie ma dnia by ktoś listownie nie zwracał się do niej z prośbą o udzielenie rady w różnych cierpieniach, w różnych depresjach duchowych. A tymczasem ona na planie fizycznym nie zawsze ma pomoc i nie zawsze może sobie na nią pozwolić….”

Codziennie odpowiadała na wiele listów, przyjmowała chorych i potrzebujących nie odrywając się od zajęć domowych. Znam dobrze dom, który prowadziła. Był też moim domem w czasie letnich wakacji każdego roku. Piętrowa willa, posadowiona wysoko na stoku góry, posiadała kilkanaście pokoi i olbrzymią kuchnię z piecem węglowym, w której trzy razy dziennie spotykali się wszyscy mieszkańcy domu na posiłkach. Otoczona była sporym ogrodem z ławeczkami i drewutnią z czasem przerobioną na letni domek.

Agnieszka była inna. Nie ulega wątpliwości, że była inna. Odbiegała swoim dziwnym zachowaniem od reszty rodzeństwa i rówieśników zamyślając się często tak głęboko, że traciła kontakt z rzeczywistością i dosłownie stawała się nieobecna duchem. Być może dlatego stała się obiektem nienawiści ojczyma, który, obcując z nią na co dzień nie rozumiał odmienności pasierbicy.

„…Matka, widząc na uśpionej mej twarzy łzy, myślała najczęściej, że powodem ich jest ból, utajony za dnia, a pochodzący zapewne stąd, że ojczym mój nie cierpiał mnie. Nie mógł po prostu patrzeć na mnie; gdy wypadało mi jeść z nim przy stole zauważyłam, że patrzy wszędzie indziej, tylko nie na mnie. Nie znosił nawet, bym cicho przeszła koło niego…..Wymyślał dla mnie nieraz najcięższe roboty i wbrew woli reszty rodziny zmuszał mnie do tej pracy tak, że nie orientujący się w naszych sprawach znajomi zapytywali braci.:

- czyż już nic lepszego nie macie dla waszej siostry?

A ja jakoś cicho i posłusznie to wszystko znosiłam, nie mówiąc nikomu o swojej walce i cierpieniach…..”

Odizolowana przez swoje „dziwactwo” od świata, któremu nie opowiadała o tym co się dzieje w jej głowie i jakie obrazy przesuwają się przed oczami nie potrafiła jednak ukryć odmiennych stanów świadomości, w których często przebywała i być może depresji, będącej skutkiem odrzucenia. Miała zapewne skromne grono koleżanek, z których jedna zaprosiła ją na druhnę podczas swojego wesela:

„….Z początku patrzyłam na tańczące pary jak na wariatów – żal mi ich było, że tak się męczą. Muzyka wydała mi się za głośna, raziła mój słuch tak, że przy każdym silniejszym akordzie wstrząsałam się nerwowo. Lecz i mnie wciągnięto jakoś w taniec, a zrobili to rodzeni bracia, na życzenie matki, która niepokoiła się moim dziwnym stanem duchowym, mojemu częstemu zamyślaniu się i mówiła:

-Dziewczyno, jesteś młoda, zdrowa, nie jesteś kaleką a zawsze czegoś tak patrzysz przed siebie w zamyśleniu, jakbyś widziała przed sobą otwarty grób!

Zrazu – zaliczyłam już wtedy lat 19 – czułam ogromny wstyd, graniczący niemal ze strachem, gdy miałam swemu danserowi położyć rękę na ramię; lecz wnet zaczęły mnie porywać tony muzyki, znikała nieśmiałość a taniec dawał dziwne zapomnienie doznanych krzywd….”

Taniec jest wspaniałą sprawą. Ma cudowną moc terapeutyczną oprócz tego, że wiąże się z zabawą. Mój francuski przełożony zwykł mawiać „People need fun” – ludzie potrzebują rozrywki – na równi jak potrzebują innych doznań i zajęć, które czynią ich życie urozmaiconym i przez to ciekawym. Zabawa przede wszystkim niesie ze sobą rozluźnienie i odreagowanie, podobnie jak odpoczynek. Dla młodej dziewczyny taniec to też okazja do poznania partnera, wejścia w towarzystwo rówieśników i wreszcie nauka poruszania się z gracją. Nic więc dziwnego, że Agnieszka rozsmakowała się w tej rozrywce, szkoda tylko, że na krótko.

„….Jeszcze w dniu ślubu drżałam z rozpaczy i mdlałam z przerażenia. Jakże iść z tym człowiekiem przez życie, kiedy taki dziwny strach miałam przed nim i ani śladu nie znajdowałam w sobie tego wzniosłego, świętego uczucia, którym Bóg połączył dwoje ludzi na wspólna wędrówkę życia. Stara przeszłość była zasunieta, nie wiedziałam, kto on jest – a też nie pytałam o to wcale przestworzy, będąc tak bardzo przygnębiona. Jeszcze w ostatniej chwili zdawało mi się, że coś mnie od tego małżeństwa wyratuje. Wówczas błysnął w jego ręce rewolwer z groźbą:

Jeżeli ze mną do ołtarza nie pójdzie, to ją zastrzelę, a potem siebie!

To, oraz fakt, że mnie zgwałcił, posłużyło później jako podstawa do unieważnienia tego małżeństwa przez najwyższe władze sądowe….”

Małżeństwo zostało zawarte w raczej szokujących okolicznościach. Mężczyzna zgwałcił młodą  kobietę a kiedy jej rodzina zagroziła mu karą, uciekając od odpowiedzialności, po prostu jej się oświadczył. Przyparta została do muru, z jednej strony przez wystraszonego przestępcę, z drugiej strony przez rodzinę, która, jak się domyślam, dostrzegła w tym zdarzeniu szansę na pozbycie się „dziwnej” i do tego pozbawionej  dziewictwa panny na wydaniu. Nic nie wiem o sytuacji materialnej mojej babki w owym czasie ale być może była to też świetna okazja do wydania córki za mąż bez wiana. Tym samym rodzina skazała ją ponownie na odrzucenie, tym razem ze strony męża.

„…Mąż całymi dniami bawił poza domem, przychodząc do domu tylko na krótko, a wieczorami rzadko kiedy można go było zastać. Bawił się do nocy i tylko dwa razy doznałam jakiegoś łagodniejszego uczucia w jego bliskości, jakby to nie on wyciągał ręce do objęcia…..”
Pamiętniki Jasnowidzącej ukazały się nakładem wydawnictwa „Hejnał”, Wisła, Śląsk Cieszyński w 1930 roku.

Zdjęcie: Agni P. przed „Sfinksem”, Wisła. Archiwum rodzinne: Jarzębina

miranda
Witaj Jarzębino!
W miesięczniku „Nieznany Swiat” Nr 2/luty/2010 przeczytałam obszerny artykul nt. Twojej babci Agnieszki Pilchowej Jasnowidzącej z Wisły. Tytuł artykułu: Wizjonerka ze Sfinksa. Artykuł zawiera Przepowiednię z Tęgoborzy. Pozdrawiam

dodano dnia 31.01.2010, 21:47

Ten wpis został opublikowany w kategorii Jasnowidzaca z Wisły i oznaczony tagami , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój komentarz zostanie automatycznie opublikowany. Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Spam protection by WP Captcha-Free