Co nam zostało z tych lat – cz. 4

Przeczytałam ten artykuł z „gęsią skórką”. Ukazał się w Tygodniku Podhalańskim 22-go października 2009. Nosi tytuł „Młody, zdolny, do wszystkiego” i jest autorstwa Wojciecha Mroza.Tak się składa, że znam dobrze hotel Kasprowy z wielu w nim pobytów, pracowałam z dyrektor hotelu, Zofią Cybulską przez wiele lat, zaczynając od pierwszych, wspólnych  kroków zawodowych stawianych w hotelu Victoria Inter.Continental w Warszawie oraz miałam dwukrotnie krótki kontakt listowny z Panem N. Dla tych, którzy Tygodnika Podhalańskiego nie czytają poniżej cytuję obszerne wyjątki z artykułu.

„Od kiedy hotel „Kasprowy” stał się „Mercurym i to niestety, nie Freddie’m, to jakoś straciłem do niego sentyment. Trzeba uczciwie powiedzieć, że nigdy nie był to mój ulubiony lokal. Na przełomie lat 70. i 80., kiedy bawiłem się najlepiej, bo miałem najlepsze zdrowie, hotel „Kasprowy” jawił mi się jako wylęgarnia waluciarzy, ubeków, prostytutek i zagranicznych gości przypadkowo w te dżunglę zaplatanych. ……….. W wolnej Polsce hotel przeszedł gospodarczy i organizacyjny lifting. Ekonomicznie funkcjonował całkiem przyzwoicie jak na taki duży hotel, a za sprawą przedostatniego dyrektora -Zofii Cybulskiej był obecny w życiu społecznym Zakopanego. Z każdym hotelem jest jak z dzieckiem – nie sztuka, choć ból jest, urodzić go. Sztuka wychować i utrzymać. Zofia Cybulska ,,Merkury-Kasprowy” wychowała na całkiem kulturalnego i pogodnego młodzieńca. Niestety, przeszła nie tylko do historii hotelu i Zakopanego, przeszła również na emeryturę”.

Kiedy miała miejsce konwersja (dostosowanie do standardów Accor) Orbis-Kasprowy na Mercure pracowałam jeszcze w Orbisie. Ciekawa byłam w jaki sposób francuski Accor zaadaptuje dosyć specyficzny hotel naszej grupy hotelowej do standardów Mercure. Specyficzny ze względu na jego historię i położenie. Niestety, nie miałam okazji sprawdzić.  Z artykułu wynika, że pod względem ekonomicznym hotel radził sobie nieźle, co wynikało z całą pewnością z umiejętności menedżerskich Zosi i wyjątkowo atrakcyjnego turystycznie położenia.

„Nastały nowe rządy. Przemysław N. przyjechał do Zakopanego z maksymą życiową: „cokolwiek istnieje, da się sprzedać”. To już dawało do myślenia. Były menadżer restauracji w Dubaju, doświadczenia z hotelu Hilton w Emiratach Arabskich, dyrektor hotelu Król Kazimierz w Kazimierzu Dolnym rozpoczął swoje panowanie od zabrania krzeseł recepcjonistkom. Uważał, że powinny non stop stać i czekać na klienta. Naprawdę. Ludzie zaczęli się zwalniać”.

Jako hotelarz nie wypowiadam się na temat zabrania krzeseł recepcjonistkom. Mam w tej kwestii własne zdanie a nie o nie tutaj chodzi. Doświadczenie Pana N. dotyczy również zarządzania hotelem Mercure Mrongovia w Mrągowie. Przypomniałam sobie notkę w prasie branżowej, w której Pan N. prezentował swoją sylwetkę po objęciu stanowiska dyrektora tego hotelu. Młody, prężny, wykształcony, o międzynarodowym doświadczeniu.  O ile pamiętam, jako swój wielki atut podawał współudział w otwarciu hotelu Król Kazimierz. Od tego czasu hotel ten wymienił już kilku dyrektorów, dokładnie ośmiu wciągu czterech lat i w chwili obecnej szuka kolejnego. Trudno mi jednoznacznie powiedzieć, czemu ten fakt przypisać, powtórzę więc jeszcze raz za Panem Mrozem „Z każdym hotelem jest jak z dzieckiem – nie sztuka, choć ból jest, urodzić go. Sztuka wychować i utrzymać”.

„ 7 października księgowa z hotelu Mercure-Kasprowy skoczyła z Nosala – ulubionej góry samobójców. Przy zwłokach znaleziono identyfikator hotelowy, osierociła syna. Była przewodnikiem tatrzańskim, sumienna, pracowała bez zarzutu”.

Rafał Gratkowski w tym samym tygodniku zadaje pytanie: „Skok rozpaczy. Czy drastyczne oszczędności, wprowadzone przez nowego dyrektora hotelu Mercure Kasprowy, mogły być powodem samobójstwa jednej z pracownic?” oraz cytuje byłą dyrektor hotelu: „Pracowałyśmy razem osiem i pół, prawie dziewięć lat. Dużo chodziła po górach – mówi Zofia Cybulska, była dyrektorka zakopiańskiego hotelu Mercure Kasprowy. To z nią pierwszą skontaktowali się ratownicy Tatrzańskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego. Ciało ofiary znaleźli w środę po południu. Ok. 13.30 zadzwonili do Zofii Cybulskiej z pytaniem, czy zna kobietę. – Tyle lat mieszkam w Zakopanem, dopiero teraz, w tak dramatyczny i tragiczny sposób dowiedziałam się, że to góra samobójców – dodaje Zofia Cybulska. Ratownicy znaleźli przy księgowej list. Po Zakopanem lotem błyskawicy rozchodzi się wieść: zabiła się przez drastyczne oszczędności, jakie wprowadził do hotelu nowy dyrektor”.

Nie wiadomo, co tak naprawdę się wydarzyło. Podobnie jak w Novotelu Centrum w Warszawie, kiedy to jego pracownica w desperacji skoczyła z balkonu. Trudno na podstawie dwóch wypadków, a właściwie trzech (pracownik hotelu Mercure w Poznaniu również popełnił samobójstwo rok temu) ferować jakiekolwiek wyroki. Statystycznie rzecz biorąc podobne zdarzenia maja miejsce w niejednej organizacji na różnym tle. Pamiętam jednak przez co sama przeszłam a o czym mówić nie będę, bo nie było sprawy i wyroku. Znajoma, która  pracuje  w zupełnie innym miejscu Polski napisała do mnie tak: „….. już traciłam nadzieję…… Doprowadzili mnie do poważnej depresji i musiałam zacząć się leczyć. Mobbing wręcz książkowy…..” a była dyrektor hotelu Kasprowy mówi: „ Każdy ma swoje metody pracy. Tyle mogę powiedzieć – podsumowuje Zofia Cybulska”.

Bardzo dobre podsumowanie. Nic dodać nic ująć.

„Pracownicy Orbisu nie mają jednak żadnych złudzeń co do przyczyn tragedii. Największym atutem Przemysława N. jest zdolność do obdzierania podwładnych z godności osobistej. Tak było w hotelu Król Kazimierz, w hotelu Mercure Mrongovia – mówi Mirosław Moczarski, który przepracował ponad 20 lat w Orbis S.A. Jedenaście lat na dyrektorskich stanowiskach w hotelach: Mrongovia, Neptun w Szczecinie i Petropol w Płocku. Jego zdaniem dobre czasy dla Orbisu i zatrudnionych w nim ludzi skończyły się wraz z odejściem ze stanowiska prezesa Macieja Grelowskiego. – To był początek końca”.

Podpisuję się pod wypowiedzią Mirka obydwiema rękami. Myślę, że nie będzie miał mi za złe, jeśli dodam od siebie, że te dobre czasy to nie opływająca błogością sielanka pracownicza. W okresie od momentu podpisania Pakietu Socjalnego, czyli wejścia inwestora strategicznego w 2000 roku do firmy do czasu odejścia Prezesa Grelowskiego ze stanowiska w połowie 2004 roku, na skutek racjonalizacji zatrudnienia i restrukturyzacji organizacyjnej z Orbisem pożegnało się pięć tysięcy pracowników. Nie przypominam sobie, żeby któryś z nich odszedł w sposób, o którym mowa powyżej. Nie wiem też , czy nieszczęście, które wydarzyło się w Tatrach nie stanie się przysłowiową kroplą, która przepełniła puchar goryczy, bez względu na towarzyszące temu zdarzeniu okoliczności.

„Od tamtej pory liczyć się zaczęły tylko wskaźniki, zmniejszanie kosztów. Mam w sobie wielki żal z powodu tej tragicznej śmierci. Ale francuska część zarządu Orbis S.A. w pełni akceptowała politykę Przemysława N.”- dodaje Moczarski.

Tak, to musi być prawda. Dyrektorzy hoteli zaczęli chodzić na bardzo „krótkiej smyczy”. Dotychczasowa polityka i struktura organizacyjna firmy pozwalała na delegowanie odpowiedzialności na ludzi, bądź co bądź, stanowiących operacyjne i nie tylko „być albo nie być” firmy, generujących jej esencjonalne przychody bezpośrednio w hotelach, na styku z gościem. Utracili oni samodzielność we wszystkich aspektach działania. Powyższe związane było z centralizacją wszystkich funkcji zarządczych w firmie.

„Były dyrektor Mrongovii podkreśla, że firma była wielokrotnie informowana przez pracowników o mobbingu psychicznym, stosowanym przez Przemysława N. w różnych hotelach. Niestety, nie było żadnej reakcji. Pracownicy jednego z warszawskich hoteli przesłali list otwarty, jaki ich koledzy rozprowadzali po wszystkich orbisowskich placówkach, otrzymał go też zarząd. Protestowali i przestrzegali w nim przed metodami stosowanymi przez Przemysława N. Pismo było rozesłane pod 41 adresów 15 stycznia 2008 roku”.

Realizowany w przeszłości w Orbisie model polityki personalnej odpowiadał modelowi kapitału ludzkiego i generował kulturę organizacyjną opartą na lojalności, zaangażowaniu i współpracy. Pracownicy, do których i ja się zaliczam, spędzili większą część swojego życia w Orbisie, byli szkoleni, rozwijali swoje zdolności, możliwości i zainteresowania. Ta proefektywnościowa kultura była spoiwem łączącym ludzi, którzy identyfikowali się z firmą, czuli się z nią związani i chętnie podkreślali swoją do niej przynależność. Accor z kolei jest firmą globalną, nastawioną na konkurowanie na rynkach światowych, kierującą swoją ofertę do dużych segmentów mających standardowe potrzeby. Podstawą konkurencyjności firmy globalnej są bardzo niskie koszty (wykorzystanie efektu skali, standaryzacji, zróżnicowania kosztowego poszczególnych krajów) a także doskonały standard technologiczny produktu. Nie sądzę więc aby w prowincjonalnej dla Accora Polsce zdarzył się odbiegający od standardu cud nad Wisłą w postaci poszanowania lokalnej kultury, ludzi i ich odmienności. Na potwierdzenie powyższego kończę ten przydługi wywód Gazetą Wyborczą, datowaną trzynastego w piątek:

„Tniemy koszty, by uratować tę firmę – mówi prezes (Savoye – dopisek mój). Przyznał jednak, że jeśli nadarzy się okazja, Orbis może zdecydować się na sprzedaż gałęzi wycieczkowej (Orbis Travel przp. mój). To samo może dotyczyć Orbis Transport, choć przewoźnik przeszedł restrukturyzację i dziś notuje zysk na poziomie 3,7 mln zł. – W przyszłym roku nie oczekujemy dużego wzrostu przychodów, ale spodziewamy się sporego spadku kosztów – dodaje prezes.

„Po tej tragedii Przemysława N. – 37-letniego dyrektora hotelu „Mercure-Kasprowy” odwołano ze stanowiska i słuch po nim zaginął. Przeglądam nekrologii, aby dowiedzieć się, gdzie młody, zdolny, pozbawiony skrupułów menadżer obecnie zarządza. I mam nadzieję, że dopadnie go prokurator, bo na wyrzuty sumienia z pewnością nie ma co liczyć. Choć być może akurat z tą ostatnią tragedią ma niewiele wspólnego” – kończy Wojciech Mróz a Rafał Gratkowski dodaje: ”Z dużym smutkiem społeczność Orbisu przyjęła wiadomość o tragedii, do jakiej doszło w ubiegłym tygodniu w Zakopanem. Niezwłocznie po powzięciu informacji do hotelu Kasprowy udali się przedstawiciele zarządu Spółki, aby na miejscu zbadać sytuację. O ile nam wiadomo, sprawa jest w fazie wyjaśniania przez uprawnione służby państwowe i do czasu zakończenia tych czynności Spółka nie podejmuje żadnych działań komentujących lub oceniających przyczyny tego zdarzenia”. – w imieniu prezesów odpisał nam Adam Kucza z biura zarządu Orbisu”.

Ja też więc wstrzymam się od komentarza…..

Przemysław N. chyba może dziękować, nie wiem komu, że się tak szybko zdematerializował. Narazić się góralom to jak zarobić siekierką w plecy. Ja co prawda nie spod samiuśkich Tater tylko śląskich pagórków ale coś o tym wiem. Środowisko hotelarskie jest na swój sposób hermetyczne i narozrabiać się bezkarnie oraz bez echa w branży po prostu nie da. Na forum dotyczącym Pana N. znalazłam notatkę następującej treści:

„Znam Przemka osobiście. Jest to zagubiony człowiek, bardzo samotny, pokrzywdzony i przez to krzywdzący innych… Jedynak, który szybko wyszedł spod skrzydeł rodziców. Całe życie udowadnia sobie i innym, że potrafi, że da radę… Ale nie potrafi przegrywać, jak czegoś zapragnie to zrobi wszystko, żeby to lub „tę” zdobyć. Zdobywanie i nowe wyzwania go kręcą ale wszystko szybko mu się nudzi. Musi cały czas czuć adrenalinę we krwi, podobnie jak motylki w brzuchu. Jest marzycielem, pięknie kopiuje sceny z romantycznych filmów, oczarowuje kobiety, mówi im co chcą usłyszeć, uzależnia od siebie a potem bawi się, urywa kontakt, to znowu odzywa jak gdyby nigdy nic….
Dodatkowo ma niskie poczucie własnej wartości, bo na prywatnym spotkaniu gada tylko o sobie i własnych osiągnięciach przy tym ostro je hiperbolizując. Na to co mówi trzeba wziąć sporą poprawkę, np. co to za osiągnięcie i gdzie można sprawdzić czy rzeczywiście dostał tytuł „Osobowość roku Mice Poland w branży konferencyjnej”?? Wygooglujcie znajdziecie tylko informacje jak on sam szczyci się tym tytułem na każdym kroku….
Cała jego historia jest bardzo ciekawa, podobnie jak postępowanie…Od strony psychologii istny ewenement, powinien go przebadać jakiś solidny psychiatra. Miałam kontakt z kilkoma skrzywdzonymi przez niego osobami i każda radziła to samo – żeby się trzymać od niego z daleka. I wam też tak radzę…..”

Jak Cię widzą tak Cię piszą. Co człowiek to opinia, nie zawsze sprawiedliwa ale w każdej coś jest.  Nie każdy się nadaje i nie każdy potrafi kierować ludźmi. Jeżeli władzę posiądzie człowiek, który tej władzy nadużywa efekty są z reguły żałosne albo tragiczne. Historia zna i te najgorsze przykłady w dziejach. Post napisała, coś mi się tak wydaje, jedna z „uzależnionych” a potem z lekceważeniem potraktowanych pań. Sprawy damsko-męskie nie są przedmiotem niniejszych rozważań dodam więc tylko, że taka zabawa z paniami może być równie niebezpieczna i mieć nieodgadnione skutki. Czasami władza emocjonalna jest o wiele silniejsza od tej administracyjnej.

Zdjęcie: J. Bartuszek, hotel Orbis Giewont, Krupówki, Kasprowy, Zakopane, 2002, Archiwum Jarzębiny

Weronika
Bardzo interesujący artykuł dotykający precyzyjnie poważnego problemu jakim jest mobbing.
Znam ludzi którzy latami nie mogą wyjść z
osobistego kryzysu po takich doświadczeniach jak opisywane przez Panią.
Ważne by o tym pisać.
Pozdrawiam Gorąco
Weronika
dodano dnia 14.01.2010, 04:45

Ten wpis został opublikowany w kategorii Barometr hotelowy, MOJE OPOWIADANIA i oznaczony tagami , , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój komentarz zostanie automatycznie opublikowany. Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Spam protection by WP Captcha-Free