Aleksander Nikołajewicz

Muszę napisać o Wertyńskim. Po prostu muszę. Nie dlatego, że zachwycam się jego romansami. Znam dobrze po prostu niektóre z nich, niektóre nawet na pamięć – po rosyjsku, na czele z Liliowym Negrem :

Gdzie Pani jest? Kto palce Pani pieści?
I gdzie się podział Pani Chińczyk Li?
W Lizbonie jakaś miłość? Doszły do mnie wieści. ..
A potem znów z mołojcem romans był?
Ostatni raz widziałem Panią blisko,
Gdy w którymś z aut mignęła Pani twarz.
A teraz miałem sen: w spelunce San Francisco
Liliowy Negr podaje Pani płaszcz.

(tłumacz nieznany)

a pieśń „Malcziki, czyli to co powinienem powiedzieć” robi na mnie do dzisiaj wielkie wrażenie. Byłam kiedyś, wieki temu, w rosyjskiej restauracji w Paryżu. Nazwała siebie rosyjską, gdyż serwowano tam bliny, kawior i pielmieni, zimną, rosyjską wódkę a elementy wystroju, w tym witraże, sprowadzone zostały dużym nakładem finansowym z Rosji, podobnie jak bard, który śpiewał rosyjskie romanse przy akompaniamencie gitary. Poprosiłam go, żeby zaśpiewał coś Wertyńskiego a on…..obraził się na mnie. Rzucił gitarę i wyszedł. Nie ukrywam, że byłam w lekkim szoku. Chyba mu w jakiś sposób ubliżyłam, pojęcia nie mam w jaki. Następnego dnia tak się złożyło, że również jadłam kolację w tym samym lokalu ale już bez muzyki, bo barda chyba wcięło na dobre. Do dziś, to co się wydarzyło jest dla mnie wielką zagadką.

Nie tak dawno też znajomy zrobił wielkie oczy, gdy padło z mojej strony nazwisko Wertyńskiego. A kto to wie, kto to był? – odparował. Wyciągnęłam więc z zanadrza Holoubka z  Teatrem Ateneum, w końcu w miarę świeża sprawa, potem Katarzynę Groniec śpiewającą  Już tylko się znamy:

To może przypadek, że znów się widzimy
Patrzymy na siebie w spokojnej udręce
Wspomnienia spłowiały przez lata i zimy
Dziś tylko się znamy nic więcej…..
Uśmiechasz się dziwnie, inaczej niż wtedy
Gdy było do siebie nam bliżej niż blisko
To było niedawno a mówi się kiedyś
Dziś tylko się znamy to wszystko….
Dzielimy złą ciszę obcymi słowami
Ty serce masz chłodne i chłodne masz ręce
Za chwilę pójdziemy innymi drogami
Bo tylko się znamy nic więcej….
(Słowa: Jonasz Kofta Muzyka: Aleksander Wertyński )

Jana Pietrzaka, Koftę i wreszcie Mieczysława Święcickiego z lat 70tych. Piwnica pod Baranami to naprawdę nie byle co a znajomy jest starszy ode mnie, więc powinien pamiętać. Nie pamiętał.

Wszystko, co wiem o Wertyńskim pochodzi z Internetu, oprócz tej nieprzetłumaczalnej duszaszczypatielności jego szlagierów, z którymi zetknęłam się po raz pierwszy w młodości. Urodził się w 1889 roku w Kijowie, miał polskie korzenie, legendą stał się już w wieku dwudziestu kilku lat i cieszył się światową popularnością na równi z Marleną Dietrich,  której był kochankiem, Bingiem Crosby i Charlie Chaplinem. W Polsce zdobył również znaczną popularność oraz był ulubionym pieśniarzem marszałka Piłsudskiego. Romanse najsłynniejszego rosyjskiego barda okresu międzywojennego na polski tłumaczyli m.in. Julian Tuwim i Jonasz Kofta.  Rosyjskich romansów w jego wykonaniu można dziś posłuchać na YouTube, chociaż wiele tracą, gdyż Wertyński nie miał porywającego głosu ale za to był bardzo przystojny,  wysoki i dobrze zbudowany, porywał publiczność aktorsko modulując i zawieszając głos.

„Pamiętam tamtą noc. Pani płakała, Maleńka.
Z błękitnych podkrążonych oczu w kieliszek wina spadł diament – łza. I wiele, wiele razy wspominałem tę utraconą chwilę.
Pani odeszła, a papuga Flaubert tęskni w kąciku i wciąż powtarza: już nigdy, jamais, jamais, jamais, i płacze po francusku”.

Wertyński śpiewał na scenie a kobiety dostawały spazmów i mdlały na widowni. Chyba tylko dlatego, że zmarł w sowieckiej Rosji, a dokładnie w Leningradzie w 1957 roku a do tego miał o wiele więcej lat  niż Rudolf Valenitno, gdy opuszczał ten świat, na jego pogrzebie tłumy wielbicielek nie histeryzowały z rozpaczy a on sam odszedł niestety z pamięci następnych i następnych pokoleń.
Pisał i komponował wyłącznie dla siebie, sięgał również do Jesienina i Błoka. A, że życie miał barwne i tułał się po świecie w jego poezji odnaleźć można niemal cały świat……i ten geograficzny i ten duchowy.

„O czym zaś śpiewał ten artysta, który w Rosji w połowie drugiej dekady obecnego stulecia osiągnął obłędną wręcz popularność. Oczywiście, o miłości, ale o miłości nieszczęśliwej, skazanej na porażkę. Śpiewał o sobie — życiowym outsiderze i o sobie podobnych. O prostytutkach i palaczach haszyszu, znudzonych księżnych i zblazowanych poetach. I o marzeniach, np. o perłowo-księżycowym Singapurze, w którym podczas burzy „wicher bananowe drzewa gnie”, „małpy jęczą”, a „papugi krzyczą miarowo”. Wcielił się Wertyński w postać Pierrota. Na scenie Teatru Miniatur Arcybuszewej, gdzie zadebiutował profesjonalnie, występował w czarnym kostiumie z pobieloną i uszminkowaną twarzą. Publiczność oszalała na jego punkcie.” - Gdzie się podział Chińczyk Li? 06.07.1996, Krzysztof Masłoń

Ja też go pokochałam za pieśń Malcziki. Słowa to połowa tejże pieśni, trzeba słyszeć muzykę. Wszystko razem naprawdę jest wstrząsające i pozostawia niezatarte wrażenie.

Jeśli ktoś powie, że ta pieśń o  dzieciach zabitych w czasie rzezi, którą była wojna domowa w Rosji i rosyjska rewolucja  jest sentymentalna, to pozwolę sobie się z nim stanowczo nie zgodzić. Nawet mogę mu zaśpiewać…lepiej jednak, żeby zrobiła to Olena Leoneko, na stronie internetowej. na której odnalazłam Malcziki wykonywane przez nią podczas spektaklu „Noc z Wertyńskim”.

Nie pojmuję dlaczego, komu to było potrzebne
Kto posłał dzieci na śmierć  – ręka mu nie zadrżała
Bezwzględnie tak, na co komu to zło niepotrzebne
Wieczny spoczynek dziecięcego ciała

Milcząc ostrożnie gapie twarz ukryli w futrach
Kobiecie jednej tylko boleść twarz wykrzywiła
Pocałunek złożyła na posiniałych ustach
I w zakonnika obrączką rzuciła

Igliwiem pokryli, zwłoki wdeptali w błoto
I rozeszli się w domach pogwarzyć biesiadnie
Że czas najwyższy spokój już dać kłopotom
I pewnie wkrótce głód też ich dopadnie

Nikt na kolana nie był gotów upaść, tak po prostu
I rzec dzieciakom, że w tym beznadziejnym kraju
Światły czyn to także krok do niespełnionej wiosny
Który w nieskończonej przepaści stawiają

Nie pojmuję dlaczego, komu to było potrzebne
Kto posłał dzieci na śmierć – ręka mu nie zadrżała
Bezwzględnie tak, na co komu to zło niepotrzebne
Wieczny spoczynek dziecięcego ciała

(tłumaczenie z rosyjskiego: Jarzębina)

Wertyński w znaczącej mierze pisał o sobie. „Piosenki Wertyńskiego to rodzaj pamiętnika. Czy można prosić, byście państwo na chwilę zamknęli oczy? Jest rok 1917, Moskwa, teatr, na scenie Aleksander Wertyński. Ma 27 lat i już jest legendą. Bardziej sławny od niego był tylko… Rasputin. Stoi ogromny, prawie dwumetrowy, uszminkowany w kostiumie czarnego Pierrota. To już czwarty koncert tego dnia. Oczywiście wszystkie bilety zostały sprzedane. Okna szczelnie zamknięte. Za nimi rozpada się stary świat. Głód, nienawiść, tysiącami giną ludzie. Ale Wertyński śpiewa – „gdzie pani jest”, „kto ci całuje palce”… Janusz Głowacki, Zwierciadło.

Zimno mi…
Kominek już dogasa, popiół tylko się tli
Nie grzeje i nie sparzy, zimno, zimno mi
Ramiona otuliłam w wełniany stary szal
Ciepło gdzieś umyka i  bardzo mi go żal

Chciałabym zatrzymać choć na kilka dni
Żar, który ucieka, który przyniosłeś mi
Przytulić zimne ręce do płonących drew
By w dłoniach znów zaczęła krążyć krew

Smutna jestem wciąż, popiół się ledwo tli
Spowita w czarny szal, zimno, zimno mi
Powoli płynie czas, ogień się już dopala
Nie dzieje się nic, nic ogrzać nie pozwala

Prysnął ognia czar, zziębnięty wokół świat
W wazonie usycha dawno zwiędły kwiat
Zegar północ bije, noc ciemna, pora spać

Czekam na ciepło. Nie chcesz mi go dać.
(Jarzębina….zainspirowana Wertyńskim oczywiście).


Podoba mi się  historia o Madame Irene, o której Wertyński napisał  kilka romansów. Wymyślił ją sobie aby czerpać natchnienie z własnej wyobraźni aż któregoś dnia w kinoteatrze Pałac na Chmielnej zobaczył swoje marzenie. Polską baronessę Irene. Zakochał się natychmiast, bo jakże by inaczej, na śmierć i życie.

Pani dłonie kadzidłem pachną…

Pani dłonie kadzidłem pachną
Smutek na rzęsy opadł i zasnął
Niczego już nie trzeba dziś nam
Nikogo dziś nam już  nie jest żal.

Wiosny zwiastunem wspaniałym
Przysiądzie Pani na nieba skraju
Sam Gospodi po schodach białych
Powiedzie wprost do jasnego raju.

Cicho szepcze siwiutki diakon
Pokłony bije, Pani, przed Tobą
Postrzępioną zmiatając brodą
Kurz starodawny wzbija z ikon.

Pani dłonie kadzidłem pachną
Smutek na rzęsy opadł i zasnął
Niczego już nie trzeba dziś nam
Nikogo dziś nam już  nie jest żal.

Na motywie romansu Aleksandra Wertyńskiego : Ваши пальцы пахнут ладаном….Jarzębina.
Aleksander Nikołajewicz Wertyński – Wikipedia

Ten wpis został opublikowany w kategorii Biegnąca z wilkami, MOJE OPOWIADANIA i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

2 odpowiedzi na „Aleksander Nikołajewicz

  1. Jarzebina pisze:

    Dziękuję za komentarz. Odszukałam Pana bloga w Internecie „…(w styczniu 2008 zmarła mi moja ukochana Basia). W trwaniu w pogodzie ducha pomagają mi moi przyjaciele z Kapeli Wileńskiej, z którymi współpracuję od ponad 20 lat.” Tak, zgadzam się z Panem, że, żeby „czuć” Wertyńskiego potrzebne są własne doświadczenia. W poezji rosyjskiej sporo jest „traumy”, tęsknoty, duszy, którą tak trudno czasami wyrazić słowami…po prostu trzeba odczuwać. Proszę się nie poddawać. Również pozdrawiam

  2. Ja zmęczony, stary clown., po nocach śpiewam tanga. Wszyscy w niebie są bardzo zdziwieni pisze:

    Ładne to. Też go uwielbiam. Nie taję też, że jeszcze śpiewam (ale po rosyjsku). Dawno, dawno temu zaprosiłem Miecia Święcickiego do Poznania z romansami.Aleksandra Nikołajewicza. Wtedy się zaczęło. I trwa. Uważam, że by śpiewać Wertyńskiego – trzeba przeżyć traumę. Miałem to nieszczęście.
    Porównuję emocje jakie były w trakcie recitalu, przed odejściem najbliższej mi osoby i po. Przez długi czas nie mogłem śpiewać, „pękałem”. Pomału wracam. Pozdrawiam Jerzy Garniewicz

Dodaj komentarz

Twój komentarz zostanie automatycznie opublikowany. Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Spam protection by WP Captcha-Free