Biznesowy savoir vivre – cz.5

W czytaniu podręcznika savoir vivre, co czynię na raty, gdyż fabuła nie jest porywająca a głównych bohaterów brak, nie jestem więc też ciekawa ich losów, dotarłam do opowieści na temat umiejętności potrzebnych do dokonania dobrej prezentacji. Trochę tych prezentacji w życiu dokonałam, w bardzo różnych okolicznościach i przed bardzo zróżnicowanym audytorium. Zrozumiałym jest, że intrygowało mnie, jak też to ja wypadłam według opinii autorki i autorytetu w sprawie jednocześnie.
Na samym początku krytykowana jest kwestia częstego wtrącania w przemówienie różnych, dziwnych odgłosów typu: eeee, yyyy, um, ooo…czyli wypełniaczy. W pierwszej kolejności skojarzyli mi się poznaniacy, którzy na zakończenie każdego zdania wstawiają słówko „nie”. Studiowałam kilka lat w Poznaniu i ta maniera równie szybko stała się i moim przyzwyczajeniem, od którego musiałam się dosyć długo odzwyczajać. Innych odgłosów czy słówek sobie nie przypominam. Przypomniało mi się natomiast co innego. Znajomy tego lata był na przyjęciu towarzyskim, na którym przypadkiem poznał młodą kobietę, z którą miedzy innymi ten wieczór spędził. Dziewczyna ta w każde zdanie wstawiała przeciągającą się literkę „o”. Jak się okazało, została w przeszłości nie raz ciężko pobita przez swojego byłego już, na szczęście męża, w wyniku czego zaczęła się jąkać. Leczyła wadę wymowy u logopedy, który nauczył ją wstawiania każdorazowo literki „o” w miejsce, w którym się zacinała. Dzięki temu wypowiedzi dziewczyny stawały się płynne, chociaż egzaminu z savoir vivre nie zdałaby z całą pewnością. Muszę przyznać, że miałam więcej szczęścia, gdyż zdarzyło mi się, że zostałam pobita ale ucierpiały inne części mojego ustroju, z wadą których prezentacje  mogłam prowadzić zgodnie ze sztuką. W dalszej kolejności następują przykazania, co robić a czego nie robić w trakcie prezentacji.

„Postrzegaj tremę jako rodzaj pozytywnej energii, przygotuj się i ćwicz, zrób próbę generalną”.  Moje próby generalne, jeśli w ogóle miały miejsce, ograniczały się tylko do szybkiego sprawdzenia ze stoperem w ręku, czy zmieszczę się ze wszystkimi slajdami w planowanym czasie. Pewnego razu miałam z tym aspektem  niesłychaną trudność, gdyż moje wystąpienie planowane było w duecie z profesjonalną trenerką, która urzędowała 400 km ode mnie i widziałyśmy się tylko krótko raz przez piętnaście minut, aby ustalić główne założenia. Następnym razem spotkałyśmy się już na sali konferencyjnej na pięć minut przed prezentacją. Trenerka miała jeszcze większe gadane ode mnie, wplatała w moje twarde treści zawodowe miękkie treści psychologiczne ale jakimś cudem zmieściłyśmy się w czasie bez wzajemnej konfrontacji w postaci rękoczynów o prawo do głosu.

Co do tremy, to miałam ją zawsze. Każde moje wystąpienie zaczyna się od niepewności w głosie, do momentu aż się rozgadam, co z reguły następuje bardzo szybko. Myślenie w kategoriach  pozytywnej energii przydałoby mi się z całą pewnością pewnego majowego przedpołudnia, kiedy to prezentowałam swoje profesjonalne dokonania na tle modelu zarządzania zasobami ludzkimi przed Radą Nadzorczą Orbisu. Kiedy mnie wezwano o mniej więcej planowanej godzinie, pokonując dwa piętra w dół do sali konferencyjnej na parterze, zahaczyłam o toaletę  na piętrze pierwszym i najzwyczajniej w świecie zwymiotowałam. Nie chodziło o tremę przed przemową samą w sobie ale o treści, które miałam do przekazania, związane z moją przyszłością w organizacji. Przeżyłam zupełnie niepotrzebny stres, gdyż ten,do którego treści te były głównie skierowane, czyli przewodniczący Rady Nadzorczej zupełnie mnie nie słuchał. Siedział plecami do ekranu  i dłubał w papierach. Niestety w przewodniku nic nie jest napisane, co robić z takim fantem, kiedy słuchacz  najzwyczajniej w świecie olewa prelegenta.  Może powinnam opowiedzieć jakiś niewybredny dowcip albo odsłonić bardziej kolana, żeby skupić na sobie uwagę?

„Pocałunkiem śmierci dla każdej prezentacji jest sytuacja, kiedy coś innego przyciąga uwagę słuchaczy” – twierdzi Mrs Pachter.  Chyba jednak się z autorką nie do końca zgodzę. Na jednym ze szkoleń operacyjnych, chyba w Londynie albo w Wiedniu, mniejsza z tym, goły facet przebiegł skupionym słuchaczom wykładu przed oczami i nie był to prelegent. Działo się też wiele innych rzeczy.  Powyższe stanowiło element scenariusza szkolenia, wprawiło wszystkich w znakomity nastrój, chociaż pewnie dzisiaj niewielu uczestników pamięta o czym tak dokładnie była mowa.
W powyższym kontekście podejrzanie też brzmi przykazanie: „Ubierz się stosownie do sytuacji w ciemny garnitur (panowie) albo kostium (panie)”. Swego czasu prelekcja wygłaszana była przez zajmującą wysokie stanowisko w międzynarodowej korporacji kobietę, ubraną w ciemny kostium. Na sali obecni byli najwyżsi rangą przedstawiciele tejże korporacji, gdyż sprawa dotyczyła spraw niebywale ważkich a mianowicie zakomunikowania polityki tejże korporacji w stosunku do krajów Europy Środkowo- wschodniej po upadku komunizmu. Po pierwszych kilku zdaniach prelegentki mój przełożony odsunął krzesło, powiedział do mnie:

„Ona jest taka brzydka, że nawet słuchać jej nie mogę”

po czym wyszedł z sali. Ktoś musiał patrzeć i słuchać. To byłam ja.

Nie mam pojęcia, co Mrs Patcher powinna napisać w swoim poradniku, kiedy sam tylko kostium nie wystarcza, by prezentacja zakończyła się sukcesem. Może jest na to rada w postaci przemawiania z ekranu zamiast na żywo? Zanim się wyemituje obraz po wielu montażach, można z nim robić różne rzeczy, do face liftingu włącznie. Formułę przemawiania  do nas z ekranu przyjęli Japończycy, którzy to wykupili korporację w pakiecie od Arabów, którzy to wykupili ja wcześniej w ten sam sposób od Amerykanów. Arabowie nie przemawiali do nas wcale. Problem nieudanej prezentacji nie istniał. Chyba byłoby nieźle, gdyby ten stan rzeczy trwał do dzisiaj w miejsce prób konstruowania przemówień łamaną polszczyzną, w której nie wiadomo o co chodzi. Lepiej chyba jest jednak milczeć niż  się kompromitować w ten sposób, bo w takim wypadku żadne przeciągnięte „o” też nie pomoże.

Na koniec bardzo pożyteczne przykazanie, które nie sprawdziło się w życiu. „Przemawiając patrz na słuchaczy”. Ta konferencja zorganizowana została  w jednym z warszawskich hoteli. Miało na niej miejsce jedno z pierwszych wystąpień nowego prezesa firmy w temacie omówienia wyników tejże firmy za pierwszy okres działalności prezesa. Prezentację na slajdach przygotował członek zarządu odpowiedzialny za finanse. Prezes najwyraźniej nie znał przykazania „Przygotuj się i ćwicz, zrób próbę generalną”, gdyż zaczął od  propagandy sukcesu nie patrząc na slajdy ze słupkami. Cyfry mówiły same za siebie a ich wymowa nie pokrywała się z treściami głoszonymi werbalnie. W chwilę później audytorium skręcało się z tłumionego śmiechu chowając głowy pod krzesłami, żeby się nie narazić, gdyż prezes ni mniej ni więcej tylko patrzył na słuchaczy.  Czasami dobrze jest zerknąć, co dzieje się za naszymi plecami a może i pokazać wskaźnikiem, o którym słupku akurat mowa. Nie należy przy tym uderzać się wskaźnikiem po nodze, twierdzi autorka. Zgadzam się z nią. Wskaźnik to bardzo niebezpieczna rzecz. Dawno temu za wskaźniki służyły  długie, drewniane kije, wymachiwanie którymi groziło kalectwem do końca życia.

Z premedytacją pominęłam otwartą postawę z nogami rozstawionymi na 10-15 centymetrów, ponieważ ja niestety lubię chodzić z kąta w kąt. Chyba, że mnie przykują do mównicy, zza której nóg nie widać. Niezbędną gestykulację, podkreślającą wymowę słów również, bo z tym u mnie bywa różnie, gdyż nie specjalnie kontroluję, co wyprawiam z ciałem, kiedy przemawiam – a wyprawiam, nie da się ukryć. Myślę, że to przysłowiowy „ pikuś” w porównaniu z rozpiętymi rozporkami niektórych przemawiających panów, co zdarza się nagminnie, jak twierdzi autorka. Kto by to pamiętał o tych wszystkich przykazaniach, dopóki nie staną się nawykiem…..

Zdjęcia: Archiwum Jarębiny

Ten wpis został opublikowany w kategorii MOJE OPOWIADANIA, Własne zdanie i oznaczony tagami , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój komentarz zostanie automatycznie opublikowany. Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Spam protection by WP Captcha-Free