Wilk stepowy należał do samobójców. Tu trzeba wyjaśnić, że błędem jest nazywanie
samobójcami tylko tych, którzy rzeczywiście odbierają sobie życie. …..Samobójca – a Harry nim był – niekoniecznie musi żyć w szczególnie bliskim kontakcie ze śmiercią, taki kontakt można mieć nie będąc samobójcą… Ten typ ludzi tym się wyróżnia w swoim przeznaczeniu, że samobójstwo jest dla nich najbardziej typowym rodzajem śmierci, przynajmniej w ich własnym mniemaniu. Przesłanką tych skłonności, ujawniających się zawsze już we wczesnej młodości i towarzyszących tym ludziom w ciągu całego życia, nie jest bynajmniej jakaś szczególnie słaba witalność, przeciwnie, wśród samobójców znajdują się natury wyjątkowo odporne, zaborcze i odważne…..tak pisze Herman Hesse w Wilku stepowym o swoim bohaterze. Tajemnica ludzi podobnych do Harrego – człowieka o dwóch naturach, ludzkiej i wilczej, tkwi w świadomości, że zawsze mogą się zabić. Świadomość niezależnego wyboru daje im, paradoksalnie, wielką siłę i odwagę do życia. Na początku opowieści Wilk Stepowy krąży wokół samobójstwa, pogrążony w otchłani rozpaczy i cierpienia. Rozpaczliwie szuka światła, przebłysku nadziei…..
I w piekle róża kwitnąć może
Intensywną czerwienią
W otchłani ziarno sieje zboże
Kiełkujące nadzieją
i znajduje. Znajduje Herminę, kobiece alter-ego samego siebie, kobietę radosną, która uczy go miłości i prowadzi do Teatru Magicznego, w którym Harry zagląda w najgłębsze zakamarki swojej ciemnej, wilczej duszy. Opowieść nie ma szczęśliwego zakończenia, wprost przeciwnie ale niesie ważne przesłanie: można odnaleźć samego siebie nawet na dnie piekła.
Inspirację z tego motywu czerpało wielu artystów a książka w latach sześćdziesiątych ubiegłego wieku stała się kultowa. Być może dlatego, że jak pisze Mariusz Sobkowiak na swoim blogu http://lewacki-blog.blog.onet.pl/Dzien-swira,2,ID384139178,n wszyscy jesteśmy psychiczni, tylko nie wszyscy zdiagnozowani. Bloger, bo chyba takie określenie zaistniało od niedawna w polskim języku, stawia tezę, że ktoś raz uznany za psychicznie chorego przez lekarza psychiatrę, pozostanie nim na zawsze. Opowiada autentyczną historię człowieka, który symulował schizofrenię aby uniknąć obowiązkowej służby wojskowej. Napytał sobie biedy, bo od kilkunastu lat walczy o zmianę diagnozy. Prawda jest taka, że żaden psychiatra nie podważy diagnozy postawionej przez innego psychiatrę. Solidarność lekarzy jest tajemnicą Poliszynela a lekarzy psychiatrów stanowi mur nie do przebicia. Psychiatria, opierająca się w głównej mierze na rozmowie z pacjentem, ciągle jeszcze stąpa po śliskim gruncie i trudno jej wyważyć, co jest „normalne” a co „nienormalne”.
Znany rosyjski bard, Bułat Okudżawa, zamykany był wielokrotnie w domu dla psychicznie chorych, gdyż nie akceptował komunizmu. Wychodzono bowiem z założenia, że ktoś, kto komunizmu nie akceptuje, musi być „nienormalny”. Stendhal posiadał syndrom Stendhala objawiający się dezorientacją i halucynacjami po wizycie w galerii sztuki, Winston Churchill cierpiał na Chad (choroba afektywna dwubiegunowa), w pojęciu psychiatrii nie był więc „normalnym” człowiekiem, podobnie jak Edgar Allan Poe, Händel, Sylvia Plath, Kafka i Hemingway czy współcześni nam Mel Gibson,Jean-Claude Van Damme, Kurt Cobain, Robin Williams i Sting. Uwielbiani i podziwiani przez tłumy zostali zdiagnozowani. Ilu nie zdiagnozowanych jeszcze chodzi po świecie? Kto to wie? Założę się, że żaden psychiatra nie przyklei nikomu nalepki pod tytułem „normalny”, napisze co najwyżej „dobry stan zdrowia” , co oznacza wszystko i nic.
W swoim blogu autor cytuje tzw. eksperyment Rosenhana, amerykańskiego psychologa, który zbadał adekwatność i rzetelność diagnoz medycznych psychiatrów. Zespół ośmiu „normalnych” ludzi udawał wariatów, opowiadając o słyszanych wewnętrznych głosach. Wszyscy zakwalifikowali się do leczenia szpitalnego, siedmiu ze zdiagnozowaną schizofrenią a jeden ze zdiagnozowanym Chad. Przyznanie się do symulacji nie zmieniło nastawienia lekarzy. Ze szpitala zostali wypuszczeni dopiero po przyznaniu się, że byli chorzy ale zostali wyleczeni. Chyba bardziej odpowiednie byłoby tu słowo „nastąpiła zdecydowana poprawa w ich stanie zdrowia”. U jednego nastąpiła dopiero po dwóch miesiącach pobytu. Nie wiem, jak po dwóch miesiącach mógł wyjść z tego pobytu „normalnym”. Ponoć, kto z kim przestaje takim się staje. Znany szpital psychiatryczny usiłował obalić tezę Rosenhama i udowodnić, że symulacja jest do wykrycia. „Rosenham podjął wyzwanie. Zapowiedział, że w przeciągu trzech miesięcy wyśle do nich swoich „pseudopacjentów”, którzy będą starali się uzyskać dostęp do leczenia szpitalnego. W trakcie tych trzech miesięcy ze 193 nowych pacjentów za fałszywych, wysłanych przez Rosenhama uznano 41, a kolejnych 42 uznano za „podejrzanych”. Jak się okazało po upływie tych trzech miesięcy Rosenham nie wysłał im ani jednego fałszywego pacjenta, a wszyscy, których uznano za symulantów naprawdę mogli być chorzy psychicznie” – pisze bloger.
Włos się jeży na głowie. Wszyscy przestępcy, w tym wyjątkowo okrutni zbrodniarze, poddawani są badaniom psychiatrycznym na okoliczność bycia „normalnym”. Z wyłączeniem usprawiedliwionej i udowodnionej zbrodni w afekcie wszyscy oni mogą lepiej lub gorzej symulować aby uniknąć odpowiedzialności. Od eksperymentu Rosenhama minęło lat z okładem trzydzieści. Jak bardzo psychiatria posunęła się do przodu w trafności swoich diagnoz w tym czasie, trudno mi powiedzieć. Chyba nie za bardzo, bo rozmowa nadal jest podstawowym narzędziem ich stawiania a „dobry stan zdrowia” jedynym potwierdzeniem „normalności”.
Z grubsza można powiedzieć, że Wilk stepowy posiadał mnogą osobowość czyli cierpiał na dysocjacyjne zaburzenia tożsamości. Zdarza się, że w ciele jednego człowieka urzędują dwie lub więcej osób. Osoby te nie znają się, bywają różnej płci, maja różne ilorazy inteligencji, chorują na różne choroby. Znane są przypadki osób posiadających nawet kilkanaście tożsamości…..
Wszyscy jesteśmy psychiczni, tylko nie wszyscy zdiagnozowani. Czy mój znajomy, który ma bzika na punkcie butów i ma ich kilkadziesiąt par, jest „normalny” ? Elton John ma kilkaset par butów, bo go na to stać. Salvador Dali uznany został za ekscentrycznego ale to co wyprawiał mieści się zapewne spokojnie w kategorii „nienormalny”. Moja przyjaciółka ma większy szacunek do psów niż do ludzi, sąsiad przyjaciół zagracił cały dom porcelanowymi figurkami na skutek czego nie sposób się po tym domu poruszać, kolega kocha do nieprzytomności swoją żonę ale sypia z innymi kobietami, znajomy twierdzi, że jestem mu bliska ale nie odezwał się do mnie od dwóch lat….. a ja……a Ty?
Facebook
Zwierzolubni