Mleczna krowa

Kocham go, mówcie co chcecie
Te oczy błękitne i smukłe dłonie
Nie ma takiego w całym powiecie
Nie ma takiego na nieboskłonie

Idzie przez wieś z głową zadartą
Ja krowę doję i zerkam zza płota
Co bym  rzekła, mówić nie warto
Pomyśli o mnie, jakaś niemota.

Wielkim panem na stanowisku
Szkół tyle ma, jest w internecie
Me całe życie, cóż, na pastwisku
Cóż można dojrzeć w takiej kobiecie?

Koniec roboty, mleko spienione
W bańkach chlupocze, że aż miło
Z daleka spojrzał w moją stronę
Czekaj, czekaj chwilę dziewczyno!

Podbiegł zdyszany, ach, te usta
Które całować tak bym chciała
Rzekły: bańka twa pełna czy pusta,
Kropelka choć dla mnie pozostała?

Ja bym mu krowy z całego świata
Wydoić mogła, byka śmiało za rogi
Chwyciła, tak, by mnie nie rozpłatał
A padł do stóp, tak jest mi drogi.

Dałam mu mleko prosto z wymiona
Grosiwem rzucił i.. wzrok zawiesił
Gdzie niewymowne noszą imiona
Dwie wypukłości pod bluzką kobiety

Kocha mnie, te oczy ciągle wpatrzone
Smukłe dłonie na mych okrągłościach
Wkrótce weźmie mnie za swą żonę
Wielki jest z niego mleka miłośnik…

Dojenie krów, Henry Herbert La Thangue, 1859 – 1929, olej na płótnie

Ten wpis został opublikowany w kategorii MOJE WIERSZE, Wielka menażeria i oznaczony tagami , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój komentarz zostanie automatycznie opublikowany. Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Spam protection by WP Captcha-Free