Stara miłość nie rdzewieje

Listy mojej brazylijskiej cioteczki piętrzą się na parapecie okna. Zaglądam do nich czasami, zajrzałam i dzisiaj. W Wiśle dowiedziałam się, że Janka nie żyje. Zmarła rok temu nie wybudzając się po operacji. Kiedy do niej dzwoniłam jakiś czas temu odbierała kobieta mówiąca po portugalsku i niestety nie mogłyśmy się porozumieć. Nie wiem skąd w Wiśle o tym wiedzą. Może tak samo jak w dniu śmierci mojej mamy zawitał na Jarzębatą jej duch tak samo Janka ostatnim tchnieniem wróciła do domu.  Zanim zadzwoniłam z wiadomością o śmierci mamy oni tam już wszystko wiedzieli a do nich zadzwoniłam jako pierwszych.

Curitiba, 8 maja 1982

A teraz opowiem Ci coś nadzwyczajnego. Kiedyś pisałam Ci o Marku – moja miłość sprzed piętnastu lat. Zupełnie podobny do..pamiętasz..do Romana? Pisałam Ci, że widziałam go kiedyś. Zmienił się, uroda znikła, został tylko wyraz chciwości. To naturalne u kogoś, kto żyje z handlu i stale powiększa sklepy z żelastwem. To dawna historia. Płakałam przez niego, bo żona pilnuje go jak policjant (dla jego pieniędzy) i gdy nam się nie udało spotkanie nie można się już było później skomunikować.  Ona przyprawiała mu rogi całe życie ale tak go omotała, że on w to nie wierzył. Ten człowiek żył tylko dla dwojga dzieci. Syn jego ma wprawdzie wykapaną twarz jego przyjaciela, blondyna, podczas gdy Marco jest brunetem. Ubzdurał sobie, że dzieci go przestaną kochać, gdyby się dowiedziały, że on zdradza ich matkę. Ona z kolei mu zagroziła, że jeżeli ją zdradzi, to dzieciom powie. Żył jak niewolnik.
Nasze spotkania były możliwe tylko wtedy, gdy zmarła jego matka. Chodził na jej grób raz w tygodniu, w środy, więc te środy były nasze. Potem raz i drugi raz nie mógł przyjść a ja nie mogłam telefonować i tak się skończył ten piękny romans.

Kilka tygodni temu Aleksandra, moja przyjaciółka Rosjanka, sobowtór Katheriny Hebpurn, leżała w szpitalu a ja poszłam ja odwiedzić. Aleksandra jest też przyjaciółką żony Marka i zawsze mnie podejrzewała, że coś między mną a Markiem jest. Zrobiłaby wszystko aby nasz romans uniemożliwić. Tym razem, może to na skutek sklerozy, powiedziała do mnie tak: Jana, Marcos mnie odwiedził, tu masz jego telefon i adres.  Ester jest w Izraelu, wróci dopiero za dwa miesiące.  Ależ po co mi ten adres – odpowiedziałam. On prosił, żebyś do niego zadzwoniła –  rzekła Aleksandra.  W tym samym momencie otworzyły się drzwi i wszedł Marcos.  Gdy mnie zobaczył..jakby go słonce olśniło uśmiechnął się od ucha do ucha.
Był zupełnie nieprzytomny, nawet nie rozmawiał z Aleksandrą tylko patrzył na mnie. Ona nie jest idiotką. Zauważyła to ale najzwyczajniej w świecie kończyła pisać jego adres.  Potem Marcos wyszedł pierwszy a ja za nim ale szpital ogromny i wyszłam na inną ulicę. Na drugi dzień Aleksandra powiedziała mi, że Marcos wrócił jak wariat  do szpitala.  Prosił o Twój adres, prosił, żebyś zadzwoniła o ósmej wieczorem, mówiła.
Więc zadzwoniłam i spotkaliśmy się w jego apartamencie. Było trudno tam wejść, gdyż portierzy z powodu napadów nie wpuszczali nikogo bez pozwolenia właścicieli. W czasie, gdy on zabawiał portiera ja się przemknęłam do windy.  Naprawdę nie miałam innego zamiaru jak tylko pogadać i wyjaśnić pewne nieporozumienia, tamte niespotkania. Ale Marcos miał zupełnie inne zamiary i nie trzeba było wiele, żeby odkryć w tej zniszczonej latami twarzy część dawnego charme. Nasza rozmowa była szczera i nie czuliśmy żadnej ochoty do seksu. On się obawiał, że już nie funkcjonuje (ma 57 lat) a ja nie miałam żadnych chęci. Ku wielkiej niespodziance z jego strony udało mu się dwa razy z rzędu. Spotkaliśmy się jeszcze raz w moim domu i raz na mieście, na kolacji. Jeździliśmy godzinami po Kurytybie w nocy podziwiając miasto, kompletnie zwariowani. Przed piętnastu laty on nigdy mnie czule nie nazywał,  bo cierpiał z powodu zdrady Ester i nie wierzył żadnej kobiecie i nie chciał się tak naprawdę angażować. Tak mówił.
Tym razem to wszystko o czym marzyłam, że wtedy usłyszę, powiedział mi teraz. Nie ma wyjaśnienia dla tego szaleństwa.  Opowiadał jak próbował odkryć gdzie mieszkam, jak bywał u Aleksandry, by mnie tam spotkać i dopiero teraz się to udało….Nigdy nie poprosił Aleksandry o mój telefon i adres. To były fantastyczne trzy dni podarowane od losu. Rozumiemy się lepiej niż wtedy. Mam też więcej tolerancji dla jego przestarzałych poglądów o wychowaniu dzieci, które przecież już skończyły uniwersytety i znają życie. Zresztą były to tylko trzy dni i nie będzie więcej.  Ostatniego dnia zadzwonił, że Ester samolot się popsuł więc może spotkalibyśmy się jeszcze raz. Ale  przyjechał Getulio (ma do mnie 1600 km) i miałam z nim rozmowę niezbyt miłą, jak zwykle pokłóciliśmy się o Polskę a tym razem nawet i o Malwiny. Powiedziałam Markowi o Getulio. Marek po prostu się wściekł. Mówił tylko o nim. A dlaczego, a po co? Nie wejdę do Twojego domu, bo on może tam być i tak dalej. Jak widzisz – reakcje spóźnione o 15 lat.  Może się zdarzyć, ze Ester znowu wyjedzie a on zadzwoni, jeśli złość o Getulio mu przejdzie. Może zobaczymy się znów niedługo może znowu za 10 lat – 15 lat. On prosi bym na to czekała, bym zerwała z Getulio i czekała na niego. To zwyczajny masochizm. Mężczyzna żyje sobie normalnie a kobieta ma czekać na niego sama, samiutka..
Nazajutrz nie mogłam znaleźć sobie miejsca. Różnica ogromna żyć z kimś, kto jest dobry w łóżku ale poza tym nas nie emocjonuje a spotkać kogoś, kto budzi w nas emocje. Ale ja nie jestem głupia. Powiedziałam sobie w nocy, że we śnie znajdę miejsce lub osoby, które mi pomogą wrócić do równowagi i obudziłam się rano zdrowa, wesoła i wyleczona  z tego szaleństwa.
Wiesz, Agniu, istnieją tylko dwa rodzaje szczęścia w miłości. Jeden, to dzielić namiętność z ukochaną osobą a drugi, to się uwolnić od namiętności. Nie wiem jak to się po Polsku nazywa. Tutaj mówi się paixao – ten stan podobny do pijaństwa. Postanowiłam sobie, że jeśli spotkam jakiegoś miłego, starszego pana, to czasu nie będę tracić sama….i czekać na telefon od Marco.

Muszę przyznać, że mężczyźni, tacy jak Marcos, są po prostu beznadziejni, żeby nie użyć bardziej dosadnego słowa. Marcos nie jest jedynym, którego znam a który uważa, że wolno mu w ten sposób zwodzić zakochaną kobietę. Tkwią w nieudanych związkach latami a równocześnie roszczą sobie prawo do innych kobiet. Nie wiem na co czekają i co chcą osiągnąć. Według mnie są po prostu okrutni. Skazują innych na cierpienie tylko po to, żeby zaspokoić swoje potrzeby emocjonalne. Samolubnie biorą, kiedy się da, pełnymi garściami nic nie dając w zamian. Serce nie sługa ale takiego kogoś po prostu mam czasami ochotę kopnąć  w tyłek z całej siły na pożegnanie, skoro zaślepiona,  zakochana kobieta nie potrafi tego sama zrobić.

Magdalena przy płonącej świecy , ca.1638-1640

Ten wpis został opublikowany w kategorii MOJE OPOWIADANIA, Moja brazylijska cioteczka i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój komentarz zostanie automatycznie opublikowany. Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Spam protection by WP Captcha-Free