Krzyś jest chory. Bardzo chory. Miał wypadek samochodowy, poturbował się i cierpi.
Zaproponowałam, że coś dla niego, tylko dla niego, napiszę, żeby go pocieszyć a on wybrał temat. Ponieważ, jak każdy mężczyzna, lubi być chwalony, wybrał temat o swoich nagich pośladkach. Ładną i zgrabną ma tę część ciała. To fakt. Temat wziął się z rozmowy o Joannie Szczepkowskiej, usuniętej z obsady spektaklu „Persona. Ciało Simone” po tym, jak podczas przedstawienia pokazała publiczności obnażoną, tylną część ciała po czym została zwolniona. Reżyser spektaklu uznał, że aktorka spowodowała paraliż ich wzajemnej, partnerskiej relacji. W którejś z gazet wyczytałam, co następuje:
„Krystian Lupa w swoim przedstawieniu artykułuje takie wyzwania: Artystą jest tylko ten, kto pokonuje wszelkie ograniczenia. Nie jest artystą ten, kto nie ma w sobie obszaru kompromitacji. (…) W czasie premiery nie zrobiłam nic ponad to. Chcąc spróbować dotknąć tego wyzwania zachowałam się według tych wskazówek: przekroczyłam ograniczenia, obnażając pośladki stworzyłam obszar „własnej kompromitacji”. Nie przyszło mi do głowy, że artysta odżegna się od mojego zachowania i uzna je za błąd”.
Krzysztof uznał zaś, że nie widzi nic zdrożnego w oglądaniu ładnej, damskiej pupy czym spowodował natychmiast w mojej głowie lawinę daleko idących skojarzeń z filozofią Sartre’a na czele. Sto lat już do Krzysia nie pisałam z różnych powodów, pora to nadrobić.
Krzysiu kochany,
mam nadzieję, że czujesz się już lepiej i czas goi rany. Jestem przekonana i mocno w to wierzę, że śladu nie zostanie po tym co się stało i znowu będziesz sprawny i śliczny jak kiedyś, dawno temu, kiedy Cię poznałam i kiedy to pokazałeś mi, bez tajemnic, Twoje męskie ciało. Szkoda by było tych wysmukłych rąk, szczupłych ud i innych części ciała, o których nie wspomnę, chociaż warto by było. Przypomnę Ci okoliczności tego zdarzenia, ponieważ w rozmowie zdawałeś się nie pamiętać, że kiedyś naruszyłeś nasze wzajemne, partnerskie relacje stwarzając obszar „własnej kompromitacji”. Następnego dnia zadzwoniłeś do mnie i nasza rozmowa wyglądała mniej więcej tak:
- ciągle Cię mam przed oczami
- zniesmaczyłem Cię?
- bardzo
- to zamknij oczy!
- zamknęłam. Jest jeszcze gorzej….
To godna ubolewania przygoda miała miejsce pewnego zimowego poranka, kiedy to podążając do pracy na umówione w hotelu, wspólne śniadanie odebrałam telefon od Ciebie:
- jesteś już?
- tak, właśnie wchodzę do hotelu
- ja jestem jeszcze w proszku. Przyjdź na górę, proszę
Poszłam na górę do Twojego apartamentu. Drzwi zostawiłeś uchylone. Zapukałam ale odpowiedziała mi cisza więc weszłam i mnie zatkało. Jezu! Goły facet!
Kręciłeś się po pokoju w stroju Adama zbierając rozrzucone w nieładzie części garderoby.Widok niby zwyczajny i też niezwyczajny, biorąc pod uwagę relacje dyrektor hotelu i gość hotelu i inne, bliżej nieokreślone jeszcze między nami relacje
- przyjdę później, szykuj się
- zostań! Co tam będziesz robiła?
- rozejrzę się służbowo i poczekam na Ciebie na dole
- jesteś zupełnie aspołeczna! Nie potrafisz przebywać z drugim człowiekiem…
Wycofałam się za drzwi a Ty udałeś się pod prysznic. Moją wielką przywarą jest ciekawość. Ona mnie kiedyś zgubi. Zawróciłam po cichu i przez dłuższą chwile przyglądałam Ci się jak bierzesz kąpiel, prawdopodobnie nieświadom mojej obecności a potem równie po cichu wycofałam się do codziennych zajęć, do których zaliczam spożyte z Tobą tego zimowego poranka śniadanie
- nie powinnaś być zaskoczona. Pracując w hotelu stykasz się na co dzień z różnymi
sytuacjami i tym podobne nie powinny być Ci obce
Oczywiście, że się stykam. Ostatnio konstruowałam regulamin, w którym znalazł się zapis:
„Personel ma prawo do odmówienia obsługi gościa w wyniku niestosownego zachowania się gościa w trakcie tejże obsługi”. Wracając do naszej rozmowy o Szczepkowskiej, to jak zapewne wiesz, burza w szklance wody nie trwała długo, reżyser zdystansował się do zachowania aktorki, uznając jej występ za performerską inicjatywę i spektakl nie został zdjęty z afisza.
Na zakończenie tego krótkiego „liściku na pocieszenie” mam dla Ciebie dobrą wiadomość. Lubuski bandyta czy też bandyci, którzy gwałcili i traktowali nożem okoliczne kobiety ponoć nigdy nie istnieli. W Gazecie Lubuskiej z 22go lutego ukazał się artykuł pod tytułem:
„Tu gwałciciela nie było – Ani w Leśniowie Wielkim ani w Krośnie Odrzańskim kobiety nie zostały zaatakowane przez gwałcicieli. Pani Dorota z Krosna przyznała, że okaleczyła się sama. Dziesiątki funkcjonariuszy szukały śladów, których nie było…działała grupa specjalna, pracowali technicy kryminalistyczni, psychologowie, sporządzono nawet i rozesłano po Polsce portrety pamięciowe sprawców napadów…..kolejne napady były wymyślone przez rzekome ofiary”.
Pozdrawiam Cię bardzo serdecznie i życzę szybkiego powrotu do formy
Twoja oddana Ci, jak zawsze, przyjaciółka…….
Figure, Otis W. Oldfield; J.Bartuszek, Slowenja 2001, Archiwum Jarzębiny
raja
Moim zdaniem nie ma bardziej szokujacego obrazu swiata jak nagi mezczyzna, który obrazuje ten swiat/jest jego symbolem/. Obnazony swiat. Doswiadczyłam takiej sceny i
Artysta jest ten ,ktory pokonuje swoje własne ograniczenia do dzis mna wstrzasa…
Artysta jest ten, kto pokonuje swoje własne ograniczenia. Swieta prawda.
dodano dnia 13.03.2010, 22:30
Facebook
Zwierzolubni