Miłość jest nam potrzebna do kochania – Onet: 14 marca 2010
Z prof. Bogusławem Pawłowskim, antropologiem z Uniwersytetu Wrocławskiego i z Zakładu Antropologii PAN, o różnych strategiach seksualnych i hormonach, o tym, co łączy miłość matczyną z miłością romantyczną i o związku liczby dzieci z trwałością małżeństwa rozmawia Katarzyna Kaczorowska
Liznęłam kawałek antropologii na studiach i niestety, nie byłam zachwycona tą dziedziną nauki. Może dlatego, że tylko liznęłam po wierzchu wkuwając na pamięć różnego rodzaju punkty na ludzkim szkielecie. Przyznaję, niewiele pamiętam, oprócz tego, że mnie nie wciągnęło. Gdybym wtedy wiedziała, że to antropologia właśnie zajmuje się strategiami seksualnymi, z całą pewnością poszerzyłabym swoją wiedzę i dzisiaj może byłabym partnerem do rozmowy z prof. Pawłowskim a moje życie ułożyłoby się inaczej.
- Po co człowiekowi taki dziwny stan, jak miłość?
- Rozumiem, że ma pani na myśli miłość namiętną, związaną z relacjami między partnerami?
- Zdecydowanie nie chodzi mi o uczucia rodzicielskie, braterskie czy przyjacielskie.
- No tak, czyli miłość romantyczna, uniwersalna cecha dla Homo sapiens. Rzeczywiście kiedyś zastanawiano się nad tym, czy zakochanie nie jest właściwe społeczeństwu zachodniemu. Badania pokazują jednak, że choć ten stan nie musi dotyczyć wszystkich ludzi, bez względu na to, czy zauroczenie przeradza się w związek, czy też pozostaje platonicznym, występuje we wszystkich zbadanych społeczeństwach. Tak, jak we wszystkich ludzkich społecznościach występują zdrada, złość, nienawiść, tak samo jest też i miłość romantyczna.
- Cecha immanentnie ludzka?
- Tak, i w związku z tym nasuwa podejrzenie, że przy tak dużym zróżnicowaniu kulturowym na ziemi nie jest to jakiś wymysł poety, kontekst cywilizacyjny czy konstrukt kulturowy.
- W takim razie zostaje nam biologia.
Z biologią u mnie jeszcze gorzej. Coś prześwieca ze szkoły średniej. Zdecydowanie lepiej czuję się w fizjologii, która z biologią ma trochę wspólnego, o kulturoznawstwo też się otarłam więc…spróbuję wdać się, po amatorsku, w polemikę z profesorem.
- I można sobie wyobrazić, że gdzieś u zarania gatunku pojawiło się coś takiego, co nazywamy miłością romantyczną. Współcześni biolodzy, dzięki badaniom neurohormonalnym czy obrazowaniu mózgowia, pokazują, że w tym stanie dzieją się w naszym organizmie różne rzeczy sprzężone z naszymi reakcjami i zachowaniami
Na tym etapie nie widzę potrzeby naukowego udowadniania, że w naszym organizmie dzieje się coś dziwnego. To widać, słychać i czuć. Z braku innego przykładu posłużę się swoim, ponieważ po mnie jednoznacznie widać, kiedy jestem zakochana, z wzajemnością oczywiście. Radość mnie rozpiera, krok mam lekki – fruwam jak na skrzydłach, mam błysk w oku, ubywa mi lat, zdobywałabym najwyższe góry a ukochanemu ofiarowała cały świat. Nie ma granic, nie ma ograniczeń, wszystko jest wtedy możliwe. Taka raczej euforia.
..
Przybiegłam stęskniona…
Przybiegłam stęskniona do Ciebie tej nocy
Przybiegłam zdyszana, biegłam pod wiatr
Łzy deszczem wiatr wyciskał z oczu
Zimnym powiewem do serca się wkradł
Spałeś smacznie, spokojnie jak dziecko
Miarowe chrapanie wdzierało się w noc
Tylko Twój oddech wisiał w powietrzu
Wiatr ucichł i w ciszy tylko Twój głos…
Przybiegłam spragniona bliskiego spotkania
Czwartego wymiaru dotknąć wraz z Tobą
Dosyć już miałam wiecznego czekania
Dosyć deszczowej, wietrznej pogody…..
Spałeś smacznie w ciepłą kołdrę wtulony
Dla mnie zabrakło nawet jej skrawka
Trzeba Ci było powrócić do żony
Dla żony pewnie nie lada to gratka….
Przybiegłam spragniona Twych słów i ciała
Spełnienia obietnic rzucanych na wiatr
Dobrana para może z nas – doskonała
Tylko ten wiatr co do serca się wkradł
Spałeś tak smacznie odwrócony plecami
Ja noc przetrwałam na zimnej kanapie
Co miało być już jest za nami
Tak czasem bywa, kiedy ktoś chrapie….
- Oczywiście najciekawsze pytanie brzmi: jakie ma to znaczenie z biologicznego punktu widzenia. Jeżeli kultura tego nie ukształtowała, to dlaczego wzięła się za to natura?
- Jest hipoteza, wydająca się dosyć sensowną i aktualną, zgodnie z którą tego typu miłość nie do końca ma bezpośredni związek z seksualnym pożądaniem.
No i tu się z profesorem rozjeżdżam diametralnie. Kultura coś tam ukształtowała w tym
względzie, biorąc pod uwagę najpiękniejsze listy o miłości, czyli „Listy portugalskie” pisane do bliżej niezidentyfikowanego obiektu uwielbień przez zakonnicę lub miłość Abelarda i Heloizy wyrażaną w korespondencji, bo inaczej się nie dało. Według mnie natura jest pierwotna i zawsze pożądanie, czyli chęć nie tylko umysłowego ale również cielesnego zbliżenia stanowi o naturze miłości. Czyż wzdychania do księżyca, choćby Romea i Julietty, nie mówią o wdziękach kochanków, których chciałoby się dotknąć, które chciałoby się wziąść w posiadanie, którymi chciałoby się cieszyć?
- A ja myślałam, że to biologiczne alibi dla seksu.
- Hm, raczej ma swoje źródło w owocach tego seksu, czyli dziecku. Generalnie uważa się, że u ssaków, szczególnie u tych, które wychowują potomstwo przez długi czas, powstaje przede wszystkim miłość matczyna. To uczucie musi być bardzo silne, bo musi sprawić, że matka będzie opiekować się dzieckiem, bronić go, poświęcać się dla niego, a nawet czasami odda za nie życie. Z punktu widzenia ewolucji wydaje się, że owa więź romantyczna jest pochodną miłości do dziecka. Wskazuje na to nie tylko fakt, że może być ona oderwana od seksu, ale również, a może przede wszystkim to, że mechanizmy neurofizjologiczne są podobne. Ważną rolę i w miłości macierzyńskiej, i romantycznej odgrywa na przykład oksytocyna…
- … którą nazywa się hormonem instynktu macierzyńskiego, bo jej największy poziom występuje w momencie narodzin dziecka.
Co ma piernik do wiatraka! Kocham swojego syna niezmiernie ale nie nazwałabym miłości macierzyńskiej miłością romantyczną. Ona stąpa twardo po ziemi a nie buja w obłokach.
Sama definicja romantyzmu wskazuje na uczucia wyidealizowane i oderwane od rzeczywistości. Nie wiem, gdzie dzisiaj byłby mój syn, gdybym tylko wzdychała do jego obrazu. Poza tym profesor zauważa, że u ssaków wychowujących potomstwo występuje tylko miłość matczyna. Ojciec się ulotnił, został na marginesie, nie jest zdolny do poświeceń, opieki i obrony własnego dziecka. Akurat w moim przypadku tak jest ale to tylko wyjątek potwierdzający regułę. Idąc dalej można wywieść wniosek na wprost, że mężczyźni nie są zdolni do miłości romantycznej ze względu na brak oksytocyny…
- Oksytocyna spełnia wiele funkcji. Jeszcze niedawno uważano, że jej jedyną funkcją jest stymulacja mięśni macicy do skurczu w czasie porodu – to dlatego jej poziom jest tak wysoki w organizmie matki w trakcie porodu. Teraz wiemy, że działa ona także na komórki nerwowe w mózgu i toruje powstanie silnej więzi matki z niemowlęciem. Wzrost produkcji oksytocyny przez organizm następuje również w czasie karmienia i w czasie stosunku płciowego, kiedy dochodzi do orgazmu. Tak więc teza, że w procesie ewolucji bez silnej miłości matczynej nie powstałaby miłość romantyczna, jest jak najbardziej uprawniona, co nie zmienia faktu, że sam popęd seksualny jest bardziej pierwotny.
i brak skurczu macicy…
- Tylko że nam się wydaje, iż kwiaty, listy, esemesy pobudzają naszą wyobraźnię, pchając do spełnienia, a tymczasem okazuje się, że kobiety w okresie owulacji mają podwyższony poziom feromonów działających na mężczyzn jak wabik. Witkacy w „Gyubalu Wahazarze” twierdził, że wszystkiemu winne są hormony.
- I w dużym stopniu miał rację. Przynajmniej w pewnym okresie życia i w kontekście reprodukcji, a przede wszystkim zachowań seksualnych. Takie sterydy płciowe, jak androgeny i estrogeny, są napędem libida seksualnego, choć nie zawsze istnieje prosta korelacja – im wyższy poziom miłości romantycznej, zauroczenia partnerem, tym silniejszy pociąg seksualny, co wskazuje, że nie są to dokładnie dwie strony tego samego medalu.
Czyżby profesor w tym miejscu zaprzeczył sam sobie czyli tezie : jest hipoteza, wydająca się dosyć sensowną i aktualną, zgodnie z którą tego typu miłość nie do końca ma bezpośredni związek z seksualnym pożądaniem.
- Różne strony miłości?
- Tylko do pewnego stopnia. Badania francuskie z lat 90. – przeprowadzone na kilku tysiącach par, a więc na dużej grupie – pokazują jednak silny związek między poziomem zakochania a częstotliwością stosunków seksualnych. Mężczyźni, którzy deklarowali silne uczucie, kochali się średnio 10 razy w ciągu miesiąca. Jeżeli byli tylko zakochani – gradacja była siłą rzeczy arbitralna – liczba stosunków spadała o 1-2. Ci, którzy byli w związkach i nie byli zakochani, kochali się średnio 5 razy w miesiącu. U kobiet było podobnie: od 9 (bardzo zakochane) do 4, kiedy nie deklarowały silnego związku emocjonalnego.
Jak nic – zaprzeczył…..
Dalej jest mowa o hormonach zalewających mózg, co się zdarza. Dziwne tylko, że w wieku nazwijmy to, jesiennym, czyli po menopauzie i andropauzie, kiedy to hormonów w organizmie jak na lekarstwo, dalej zalewają one mózg, szczególnie starszym panom.
- Przyjaźń małżeńska?
Jeżeli dwoje ludzi nie może bez siebie żyć i to nie tylko ze względu na codzienne zabiegi małżeńskie, rozumie się, jest ze sobą bardzo blisko, to chyba jest to coś więcej niż przyjaźń. Miłość – wiemy to wszyscy, również poeci, pisarze i filozofowie, zmienia się. Stan zakochania nie utrzymuje się przez cały czas trwania związku, choć oczywiście zdarzają się pojedyncze pary, u których dochodzi do utrzymywania się tego napięcia przez długi czas, bywa, że nawet całe życie. To jednak zdecydowana mniejszość.
Z przyjemnością zapiszę się do tej grupy mniejszościowej, byle bym miała z kim. Dalsza moja polemika z profesorem, wydaje mi się, nie ma sensu, nie tylko dlatego, że przerywa mi internet i nie widzę, co mówi. Po zdaniu: konsekwencją zakochania, które powinno doprowadzić do intensywnego współżycia, powinny być owoce biologiczne, czyli dzieci stwierdziłam, że moje ewentualne zakochanie się jest z góry skazane na niepowodzenie, ponieważ naukowo rzecz biorąc, macierzyństwo w życiu mi już nie grozi nie wspominając
o towarzyszącej oksytocynom miłości romantycznej.

Facebook
Zwierzolubni