Bądź uśmiechnięta, zadowolona, optymistyczna i słoneczna.
Szyneczki życzę w cienkich plasterkach, dobrze uwędzonej,
pachnącej dymem, do tego jedna mrożona wódeczka.
O towarzystwie nie wspominam, bo wspaniałe dziewczyny
muszą mieć wspaniałe towarzystwo.
Wszystkiego najlepszego!
Piękne dostałam życzenia, nieprawdaż?
Z uśmiechem przez życie
Choćby deszcz, choćby wielka niepogoda
W sercu burza a w duszy niepokój od rana
Uśmiechaj się, uśmiechaj, bo życia szkoda
Uśmiechem Twa droga niech będzie pisana
Uśmiech miej w oczach, uśmiech na twarzy
W każdym ruchu i słowie słońca promykiem
Dzień witaj i żegnaj, słońca Twego żeglarzy
Przez łzy żeglujących pogodnym prześwitem
Nieważne, że troska wciąż trzyma w uwięzi
Los nie sprzyja, wspinaczka ciągle pod górę
Ktoś rani, dzień powszedni nad wyraz mierzi
Uśmiechem pokarz Twą prawdziwą naturę
Jeśli charakter pogodzie ducha nie sprzyja
Gorycz, złość i zawiść stałym towarzyszem
Sukcesu żądza mami, jad wsącza jak żmija
Nie każ innych swoim ponurym obliczem
Nie trafisz do celu, nie pójdziesz do przodu
Kiedy innych i siebie uśmiechu pozbawiasz
Nie rób, proszę, więc sobie i innym zawodu
Ciepło niesiesz, gdy uśmiechem pozdrawiasz
Każdy chłopak słońca czeka od tej jedynej
Dziewczyna do ciepła się garnie jak mucha
Uśmiechnij się więc, choćby na małą chwilę
Rozjaśnij dzień ciepłym słońca okruchem.
Niestety, tegoroczna Wielkanoc zapowiada się dla mnie pod tytułem: smutny jubileusz. Smutny, ponieważ w peselu mi znowu przybędzie urodzinowo. Na szczęście nikt, kto o tym wie, nie będzie obecny i może w ten sposób uda mi się o tym fakcie na chwilę zapomnieć. Wszystko ma swoje dobre strony. Mój orbisowski szef, Maciej Grelowski, zwykł powtarzać, że tradycję należy kultywować. Każde, zbliżające się święta w tamtych czasach oznaczały ciasta z hotelowej cukierni, sprzedawane po przystępnych cenach pracownikom, żeby osłodzić życie tym najmniej zarabiającym. Pensje wypłacało się strategicznie przed świętami, żeby można było godnie spędzić ten czas a życzenia składaliśmy sobie w hotelowej restauracji dzieląc się jajkiem i sałatką warzywną. Jak dziś pamiętam Wielki Piątek w restauracji Canaletto, kiedy to szef kuchni wręczył mi wielgachny półmisek z kopą jaj na twardo abym mogła się podzielić z pracownikami. Śliskie jaja zatańczyły foxtrota na półmisku i spadły na wykładzinę.
Kilka opowiadań temu wspomniałam inny jubileusz. Osiemdziesięciolecie Orbisu. W pięć lat później, kiedy to już obydwoje, i ja i mój szef, wyszliśmy z organizacji, Maciej napisał felieton. Nie chciałabym przynudzać w przedświąteczny czas ale zacytuję całość, gdyż uważam, że jest po prostu znakomity.
„Smutny jubileusz – felieton Macieja Grelowskiego, Hotelarz, Styczeń 2006. Autor jest
hotelarzem. W latach 1992-2004 był prezesem zarządu spółki Orbis SA.
„Rok 2005, który mamy już za sobą, był rokiem jubileuszu Orbisu.
Obok niewielkiej grupy równie zasłużonych firm znak Orbisu stanowi z pewnością wartościowe dobro w historii gospodarczej Polski. Zawirowania historyczne – co można przyznać – łagodnie obeszły się z marką i nawet beztroska powojennych decyzji nacjonalizacyjnych szczęśliwym trafem oszczędziła Orbisowi batalii o nazwę. Jednak, jak to w życiu bywa, czemu nie dała radę historia może załatwić kilku facetów.
Z pewnym zakłopotaniem przyznaję, że do grona tego zaliczam także moją skromną osobę. Jak nie trudno wywnioskować, chodzi o losy tej firmy pod kierownictwem światowego lidera hotelarskiego, francuskiego Accoru. Francuzi dużo zrobili, aby przejąć kontrolę nad Orbisem. W myśl znanego przysłowia dokonali tego za trzecim podejściem, w 2000 roku, kiedy to – wraz z dwoma innymi partnerami finansowymi – odkupili od skarbu Państwa 35 proc. akcji Orbisu. Jak w każdych zalotach przedślubnych obiecywano wiele, a wyznań miłości i braterstwa było bez końca. Sporządzono – jak w każdym małżeństwie majętnych narzeczonych – wiele umów i postanowień”.
Żeby połączyć jakoś te dwa jubileusze, mój prywatny dzisiaj z tamtym służbowym, nadmienię, że w moim przypadku, kiedy przyjechałam do Zielonej Góry, również sporządzona została obiecująca umowa na przyszłość. Do majętnych się nie zaliczam ale posiadam coś, co sądziłam, że majątku mi przysporzy a dokładniej mówiąc, pozwoli żyć godnie: niespotykaną, w moim nieskromnym mniemaniu, wiedzę branżową (i nie tylko) i niestety, olbrzymi bagaż doświadczeń, który odbija mi się czkawką peselem.
„Rzetelnością ich wykonania z pewnością poświęcona będzie uwaga innych ciekawskich, ja zaś – dla potrzeb niniejszego felietonu – zajmuję się jedynie marką handlową Orbis. Od początku współpracy – to odniesienie osobiste – wyczuwałem u moich francuskich kolegów, szczególnie u dzisiejszego Prezesa, zniecierpliwienie związane z Orbisem. Z przymusu realizowano zobowiązania, ale tolerancja dla suwerenności polskiego partnera malała wraz z poszerzaniem obszarów kontroli własnościowej a przede wszystkim organizacyjnej. Ogłoszenie – w roku właśnie jubileuszu – strategii Orbisu, a właściwie Accoru względem polskiego rynku, ukazało od dawna skrywany plan, w którym nie ma miejsca dla Orbisu jako marki hotelowej. Bałamutne tłumaczenia podnosiły argumenty na poziomie korporacji czy innych działalności. Była to zadyma, bo brak marki Orbis na rynku hotelarskim jest faktem, jeżeli traktować strategię poważnie. Jako człowiek współodpowiedzialny w dużym stopniu za taki finał uważam taką strategię za szkodliwą dla samego Accoru”.
Faktem jest, że Accor jako taki nie ma marki organizacyjnej. Marki posiadają tylko poszczególne hotele. Zmiana strategii Accora pod koniec lat dziewięćdziesiątych zaowocowała jedynie logo z kluczem łabędzi w tle. Logo jest nawet ładne tylko nikomu nic nie mówi.
„ Jak wykazują badania, rozpoznawalność Accoru w Polsce jest niewielka lub żadna, a z kategorii hotelowych tylko Novotel (dzięki Orbisowi – pierwsze Novotele weszły na rynek polski w strukturach Orbisu kilkadziesiąt lat temu – przyp. mój) i Ibis są znane niewielkiej części społeczeństwa. Tak więc, jak mogę domniemać, u podstaw strategii legły dwa powody. Pierwszy to kasa, bo za każdy hotel pod flagą Accoru trzeba płacić. Drugi to obszar gorliwej i poszukującej odmienności postawy Pana Prezesa. O ile pierwszy argument jest jasny, to drugi musi pozostać na takim poziomie ogólności. Każda próba rozwinięcia z mojej strony może być potraktowana w kategoriach emocji osobistych, a ja jestem jedynie felietonistą”.
Ja nie wiem, tak na dobrą sprawę, biorąc pod uwagę powyższe kategorie, kim jestem. Przyjmijmy, że początkującym literatem.
„Powracając zatem do początku, każdy może przyznać, że klimat jubileuszu nie był przychylny dla samego jubilata, czyli Orbisu. Zresztą same obchody, które zwykle służą celom marketingowym – tak bywało, jak pamiętam, od 60. rocznicy – tym razem zamknięto w ramy salonowego wydarzenia, jakim była wystawa okolicznościowa. Same obchody swymi korzeniami tkwią w głębokim PRL-u, gdyż – jak za dobrych czasów – istotą jubileuszu stało się 10 kilogramów różnej rangi odznaczeń. Pewną nowością był fakt, że kilku odznaczonych za wkład i jakość pracy zostało wcześniej zwolnionych z pracy, wielu innych zaś ma także świadomość podobnej perspektywy. To się nazywa arogancja, czyli model „klapa, kwiatek, rąsia” wiecznie żywy”.
W tym miejscu muszę Macieja ucałować więcej niż serdecznie i na ile go znam, wcale się nie obrazi. W końcu nasz stosunek służbowy ustał a i w służbowym nie brakowało serdeczności. Parę dekagramów srebra zawisło na mojej piersi również. Udałam się do Belwederu po kolejny krzyż zasługi już po fakcie, czyli wtedy, kiedy już zostałam zwolniona. Żeby nie było wątpliwości, w Zielonej Górze zwolniłam się sama i jedyne ukrzyżowanie, które przede mną, to to związane z Wielkanocą.
„Jak za dobrych czasów dla związkowych reprezentantów klasy robotniczej impreza oddzielna w Nocnym Klubie z Kankanem. To znaczący postęp wobec siermięgi hali produkcyjnej. Dla elit gala w Hotelu Novotel, której atrakcją zapowiadaną na zaproszeniach była wizyta jednego ze współzałożycieli Accoru. Jaki ma związek ten z pewnością wybitny biznesmen z 85-leciem Orbisu doprawdy trudno odgadnąć. Przypuszczam, że ma on duże znaczenie dla Prezesa, ale czy aż tyle forsy trzeba było wydać aby zrobić dobre wrażenie?”
Nie przebiję Macieja. Komentarza nie będzie.
„Osobiście odmówiłem obecności właśnie z powodu cynizmu sytuacyjnego i instrumentalnego wykorzystania okazji. Ogólne wrażenie obchodów rocznicowych pozwoliło mi skonstatować, że historia Orbisu to ciemne czasy przeszłości i świetlana przyszłość. Tylko nie wiem jeszcze dla kogo”.
Minęło kolejnych lat pięć. Orbisu już nie ma. Łabędzie dalej szybują na obrazku. A ja? Problemu dzisiaj z jajami nie miałam, ponieważ trzeba mieć jaja a tego z racji płci zdecydowanie mi brakuje.
Życzę ci tradycyjnie Zdrowych i Wesołych Świąt Wielkanocnych a ponadto Zająca z WIELKIMI pisankami i radości na co dzień bardzo dużo!!!!!
Piękne dostałam życzenia, nieprawdaż?

Facebook
Zwierzolubni