Córka ognia – cz. 4

Janina Pilch Cwikla, nasza czytelniczka z Kurytyby, wzięła udział w konkursie „Córki ognia” („As Filhas do Fogo”), zorganizowanym przez Wydawnictwo Tres i przez Lynx Filmes, przedstawiając w nim osiem historii fantastycznych (i prawdziwych), które przydarzyły się jej w Europie podczas drugiej wojny światowej. Te opowiadania znalazły się wśród najlepszych prac biorących udział w konkursie, czym zasłużyły sobie na opublikowanie w Planecie.

„POWIEDZ, ŻE NIE CIERPIAŁEM”
POR JANINA PILCH CWIKLA

To była bardzo częsta scena w czasie Drugiej Wojny Światowej: moja matka nagle przerywała to, co robiła, zamykała oczy i mówiła: „Iksiński tu jest. Właśnie zmarł. Napisz do jego rodziny.” I dalej następowały szczegóły dotyczące okoliczności śmierci i miejsca, w którym znajdowało się ciało. Większość tych ludzi była czytelnikami naszego pisma, znanymi lub nieznanymi, którzy widzieli w nim pośrednika między tymi dwoma światami. Kiedy umierali z dala od swojego domu, zawsze zjawiali się u mojej matki, aby przekazać ostatnią wiadomość.
Dom wydawał się ich pełen. W salonie – gdzie za życia zwykle radzili się mojej mamy – nie można już było usiąść w fotelu nie czując przy tym czyjejś obecności. Ciągnęli mnie za warkocze, powietrze zdawało się być pełne szeptów, więc przyzwyczaiłam się zawsze mówić „dzień dobry” i „dobry wieczór” pustemu salonowi. Na ich prośbę napisałam wiele listów, ale kiedy pewnego dnia moja mama zamknęła oczy i powiedziała: „Heniek jest tutaj”, nie mogłam uwierzyć i odmówiłam pisania.
Heniek był nastoletnim synem jednej naszej znajomej ze stolicy. Chłopiec wyjątkowo inteligentny, młody geniusz, a także śliczny dzieciak, który często siadał mi na kolanach, gdy był mały. Heniek opowiadał: należał do grupy młodzieży, która z własnej inicjatywy zaatakowała dwóch niemieckich oficerów. Bez właściwego przygotowania wojskowego nie mieli żadnych szans. Jeden z żołnierzy kazał im się poddać i niektórzy posłuchali. Heniek podniósł broń, ale ręka mu zadrżała i nie był wystarczająco szybki. „Powiedz mojej mamie, że nic nie czułem, że nie cierpiałem.” Następnie opisał miejsce i podał datę.
Po kilku dniach nadszedł list od tej naszej znajomej. Zrozpaczona pytała, gdzie mógłby być jej zaginiony syn. Wtedy przekazałyśmy jej smutną wiadomość. Wkrótce nadszedł drugi list: nazwiska zabitych chłopców zostały ogłoszone na ulicach przez megafony. Później jakiś żołnierz udał się do jej domu, by potwierdzić wszystkie nasze dane:
Prosiłem, żeby się poddali, ale pani syn nie posłuchał. Mam w Austrii dwoje dzieci w jego wieku i nigdy tego nie zapomnę.

Te trzy opowiadania Janki wybrałam na dzisiejszy wieczór, 10 kwietnia, żeby oderwać trochę myśli od tego, co się stało a czego po prostu pojąć nie mogę. Nie mam odwagi nazwać wspólnej wyprawy jednym, starym samolotem wszystkich ludzi stanowiących o kondycji Polski, z Prezydentem na czele, totalną głupotą a innego słowa nie znajduję. Nie mogę nadziwić się przewrotności historii, która po siedemdziesięciu latach od zbrodni katyńskiej wróciła do  scenariusza, pokazując go tylko inaczej i podając na tacy nareszcie całemu światu Katyń, jakby filmu Wajdy  było za mało.

Nie chcę nawet przez sekundę pomyśleć, że tamten scenariusz może być realizowany dalej, czyli podobnie tylko inaczej, na miarę dzisiejszych czasów.  Nie mogę czytać swoich opowiadań i wierszy, ponieważ tylko ja wiem, co chciałam przez nie powiedzieć i co się działo w mojej głowie, kiedy je pisałam. Kiedy się myśli skojarzeniami i symbolami świat nabiera innego wymiaru. Nawet tutaj, daleko od stolicy, widzimy co się dzieje, gdyż z całego kraju ściągani są potrzebni do różnych celów ludzie. Drugi garnitur przejmuje rządy a co będzie dalej….Nic nie zmieni ogromu tragedii nad Smoleńskiem, która się dokonała. Pocieszenie może przynieść tylko myśl, że nic nie czuli i nie cierpieli.

AS TREFL, KARTA ŚMIERCI
POR JANINA PILCH CWIKLA

Kiedy zdobyłam talię kart, pożyczoną od cywilnych pracowników naszej fabryki-więzienia w Dreźnie, zaczęłam z nich wróżyć osobom, które sobie tego życzyły. Na naszym piętrze było nas tysiąc: więźniarek politycznych różnych narodowości, przemieszanych ze zwykłymi więźniarkami.
Umówiłam się sama ze sobą, że ostatnia karta będzie pokazywała najbliższe wydarzenia. As trefl, przypominający krzyż, będzie oznaczał śmierć; odwrócony do góry nogami – śmiertelne niebezpieczeństwo albo chorobę.
Pierwszej chętnej wywróżyłam śmierć. Następnej niebezpieczeństwo; kolejnym zawsze śmierć. Niezależnie od tego, jak długo tasowałam karty, ostatnia zawsze była asem trefl! Po plecach przechodziły mi ciarki i rozbolała mnie głowa: zrezygnowałam.
Trzy dni później amerykańskie bombardowania zrównały miasto z ziemią, a na naszą fabrykę zrzucono siedem bomb – i, jak się później dowiedziałam – oprócz mnie jeszcze tylko kilka kobiet uszło z życiem. A było nas w sumie dwa tysiące.

Jakiś czas temu poszłam do wróżki a konkretnie do tarocistki, która powróżyła mi z kart. Jak zwykle zrobiłam to z wrodzonej ciekawości,  okazja ”wpadła mi w ręce”, gdyż owa wróżka zgłosiła się do mnie sama. Asa trefla w kartach nie było, ponieważ karty do tarota mają zupełnie inne symbole. Napisałam wtedy do Krzyszofa tak: „Dzień dobry w jesienny poranek. Witam Cię. Opowiem co wczoraj zrobiłam, czyli jak spędziłam popołudnie. Pierwszy raz w życiu poszłam do wróżki. Dałam sobie postawić tarota. Zagracone mieszkanko na blokowisku. Świece, kadzidełko, kominek, lampa solna. Na ścianach dyplomy z parapsychologii i tarota intuicyjnego. Bardzo byłam zaintrygowana. Starałam się nie mówić nic o sobie tylko słuchać. Pierwsza karta, którą wyciągnęłam…..młody, piękny, utalentowany chłopiec. Uzdolniony muzycznie. Pierwsza karta trafiona. (Mój syn ukończył szkołę muzyczną – przypisek dziś)
Potem trzy rzędy kart. Co było, co jest, co będzie. Powiem w skrócie.
Co było: łzy, rozpad relacji, pieniądze. Co jest: intelekt i racjonalizm. Co będzie: pasja, sukces, pieniądze, strata. Czego mi brakuje: afirmacji. (Przeszłość i teraźniejszość jak najbardziej trafiona – przypisek dziś). Były też dwa puchary: miłość. Nie powiem, w którym rzędzie. (dziś mogę powiedzieć – w środkowym). Wyciągałam bez przerwy królową mieczy i królową denarów. Oraz buławy – sukces.”

Nie wiem z jakim odroczeniem czasowym należy patrzeć w tarocie w przyszłość. U Janki, jak napisała, zajęło to trzy dni.

Ja wczoraj ułożyłam bardzo długi wiersz, nadałam mu tytuł ”Co łaska”, zacytuję tylko fragmenty, nie sądzę, by ujrzał kiedyś światło dzienne. Dzisiaj runął samolot nad Smoleńskiem…..Nie rzucaj  ludzi wciąż na kolana, Przyszłość bez nich nie będzie Ci dana….

Nic za darmo, wszystko kosztuje
Czemu  kart kościół nie honoruje?
Z tacą do wiernych ciągle zmierza
Przyszły aplikant na papieża
Wyższy stopniem z ambony głosi
Co łaska dajcie, Bóg o to prosi
Co łaska na pogrzeb też dać trzeba
Najpierw – co łaska – a potem do nieba!
………………
Pan Bóg na tacy co łaska rozdaje
Ile dać chce, tyle człowiek dostaje
Drobne więc rzucam też dla niego
Na tacę grosz do życia przyszłego
Skromny mój wikt dziś, opierunek
Przy barze czasem topię frasunek
Bywa, że grosza braknie przy barze
Grosza na szczęście? To się okaże.

………..

Mój dobry Boże. Nie pragnę łaski
Na nic mi władza i na nic oklaski
Na tacy nie pragnę także niczego
Szczęścia? Walczyć mogę o niego
Możesz mi kartę dać kredytową
Carte blanche mi daj – honorową
Jej na drobne się nie rozmienia
Grosza zabraknie? Do zobaczenia!

……..

Prawdę Ci powiem, już nie żartuję
Miłość kart żadnych nie potrzebuje
Tak niewiele w miłości dać trzeba
By zabrać kogoś do raju, do nieba
Do życia czasem wystarczą drobne
By było dobre, być może i godne
Nie rzucaj  ludzi wciąż na kolana
Przyszłość bez nich nie będzie Ci dana….

4 STYCZNIA ODZYSKASZ WOLNOŚĆ
POR JANINA PILCH CWIKLA

Po kilku tygodniach podróży pociągami dla bydła i po licznych postojach spędzonych w brudnych więzieniach, nasz transport, liczący dwa tysiące polskich więźniarek politycznych, dotarł do celu: do Ravensbrück, największego obozu koncentracyjnego dla kobiet, królestwa strachu i śmierci. Był październik 1944 roku, a ja miałam za sobą ucieczkę z Gestapo, więzienie, przesłuchanie i tortury. Moi rodzice trafili do niewoli znacznie wcześniej i tylko tyle o nich wiedziałam.
Kilka godzin po naszym przybyciu, po drugiej stronie baraku kąpielowego, ubrane w łachmany i ustawione w szeregach, oczekiwałyśmy na przydział pomieszczeń. Była pora apelu i zaległa przejmująca cisza. Policzono nas i w sumie było nas 35 tysięcy. Strażnicy, z pałkami w rękach, nie pozwalali na żaden ruch, żaden szept.
Nagle jakiś donośny głos odbił się echem po całym obozie, wołając mnie po imieniu. To był głos mojej matki. Chciałam odpowiedzieć, ale uciszyła mnie broń skierowana prosto w moją pierś. Moja matka tam była, a jako wróżka wiedziała o mojej obecności.
Następnego dnia jakaś pielęgniarka zabrała mnie do baraku stojącego daleko od naszego. Weszłam i zobaczyłam wiele długich stołów i wiele starych kobiet siedzących na ławach, w milczeniu robiących na drutach. Wszystkie były jednakowe, ubrane w takie same pasiaste uniformy, miały takie same siwe włosy, były jednakowo wychudzone. Zgarbione, z opuszczonymi głowami, pruły stare skarpety i robiły na drutach nowe dla żołnierzy. „Jak mam rozpoznać matkę w takim miejscu?” pomyślałam. I ruszyłam przed siebie, przechodząc obok tych wszystkich kobiet, aż wreszcie, prawie już ostatnia z nich, czując moje spojrzenie, podniosła głowę i rozpoznałam te wielkie niebieskie oczy. Objęłyśmy się i długo płakałyśmy podczas tego słodko-gorzkiego spotkania w tym przeklętym miejscu.
Ponieważ czas był ograniczony, musiałyśmy rozmawiać szybko.
Wczoraj poczułam, kiedy przyjechałaś   powiedziała moja matka,   ale odkąd tu przybyłam, całkowicie straciłam zdolności jasnowidzenia. Nie wiedziałam, co się dzieje z twoim ojcem, z tobą i twoim bratem. Jedyną odpowiedzią, jaką otrzymałam od moich duchowych przewodników było: „Jedno z was już nie wróci”. Usłyszałam też głos, który powiedział: „4 stycznia wyjdziesz na wolność”. Wszystkie kobiety w baraku to wiedzą, powiedziałam im.
W tamtym czasie moja matka straciła 30 kilogramów, ale czuła się dobrze. Potrafiła się przenosić w ciele astralnym do miejsc, w których można było jeść, wchłaniając aromat posiłków, co dodawało sił i zmniejszało uczucie głodu. Kiedyś, podczas strasznych tortur, świadomie opuściła swoje ciało: „Byłam na łące pełnej kwiatów i nic nie czułam, dopiero kiedy wróciłam, poczułam ból”, opowiadała potem.
Kilka dni później zostałam przewieziona do Drezna. W końcu wojna się skończyła, minęło kilka miesięcy, a moja matka nie wracała. Pewnego dnia, czytając książkę Kobiety z Ravensbruck (Mulheres de Ravensbruck), znalazłam coś na temat ostatniej egzekucji publicznej w tamtym obozie, egzekucji trzech kobiet, 4 stycznia 1945 roku. Napisałam do autorki książki, a ona podała mi kilka szczegółów.
Moja matka, Agnieszka Pilchowa, została tamtego dnia rozstrzelana podczas egzekucji „ku satysfakcji ludu niemieckiego”. Jej prochy zostały przerobione na nawóz.
W ten sposób odzyskała wolność.

Moja czytelniczka, obeznana ze sprawami „nie z tej ziemi” napisała do mnie tak: Wiem,  że Twoja babcia Agni jest w tej chwili na tzw. równi arupa. Być może była to jej ostatnia inkarnacja, i oby tak było. Wyczuwam wiele wspólnych, subtelnych cech, które was łączą.

Zdjęcie: Hejnał -  miesięcznik wiedzy duchowej wydawany przez moich dziadków w latach 1930-39; Katyń 1943 – ekshumacja ciał polskich oficerów zamordowanych przez NKWD w 1940 roku.

Ten wpis został opublikowany w kategorii MOJE OPOWIADANIA, Moja brazylijska cioteczka i oznaczony tagami , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Jedna odpowiedź na „Córka ognia – cz. 4

  1. Wioleta pisze:

    Bardzo ciekawy blog, napisany arcy ciekawie :)

Dodaj komentarz

Twój komentarz zostanie automatycznie opublikowany. Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Spam protection by WP Captcha-Free