Dywagacje na temat wątróbki

Odkryłam, że na jedynce, chyba już od dawna, leci Bonanza. Nic mi po tym, że odkryłam, gdyż oglądać i tak nie mam gdzie. Film ledwo co pamiętam z dzieciństwa, mała byłam, jak przez mgłę. Czterech facetów i kucharz Chińczyk. Tak po prawdzie to Chińczyka nie pamiętam wcale ale ktoś mi powiedział, że kucharz Chińczyk grał w tym serialu główną rolę. Najlepiej gotował wątróbkę, taką puszystą, trafioną duszeniem w środek, żeby się krew nie lała. Delikatne miał podniebienie i doskonałe wyczucie, żeby trafić w dziesiątkę.  Dla mnie to i chateaubriand  na podeszwę powinien być wysmażony. Nie tylko krwiste wnętrze ale już sam widok różowego mięsa źle na mnie działa.

Nie lubię seriali, ponieważ nie mogą się skończyć, ponieważ nie mają zamiaru się skończyć. Wątróbkę akceptuję drobiową, wysmażoną do bólu z cebulką i jabłkiem. Wieprzową dodaję jedynie do pasztetu. Szef kuchni już by mnie zwolnił z pracy a syn by się ode mnie odżegnał. Wątróbka jest największym wrogiem mojego dziecka.  Pewnego dnia wkroczył na stołówkę przedszkolną i donośnym głosem zapytał:
- co dzisiaj na obiad?
- wątróbka, odpowiedział chór przedszkolaków jedzących wątróbkę
- co za świństwo! – rzekł mój syn
Chór przedszkolaków porzucił wątróbkę a mój syn przeszedł do historii przedszkola. Zostałam wezwana na okoliczność niesubordynacji syna, który nie zintegrował się z zespołem zmuszonym jeść wątróbkę, mało tego pociągnął za sobą wszystkich przedszkolaków, którzy byli do tego zmuszeni. Zadyma była na całego!

Ja do przedszkola nie chodziłam ale syn mnie nauczył, że jak coś nie przechodzi przez gardło to nie przechodzi. Należy dać temu wyraz i nie zmuszać się, żeby przeszło. Może przejdzie z czasem. W dzieciństwie nie mogłam patrzeć na sałatę a dzisiaj jem wszystko co zielone. W kwestii wątróbki pozostałam ortodoksyjna.

W karcie restauracji hotelowej na przystawkę mamy coś, co pasztet przypomina czyli rilette, dosyć popularne we Francji. Jeśli chodzi o francuskie pasztety to oczywiście foie gras nie ma sobie równych. Dobrze, że jest wybór w kwestii wątróbki i można wybrać foie gras. Moja paryska przyjaciółka, ilekroć zawitała do Warszawy, przywoziła ze sobą foie gras robione domowym sposobem przez  jej znajomą.  Służyło nam za zagrychę do dobrego wina, do ploteczek i do refleksji. Niestety,  foie gras robi się kosztem znęcania nad gęsiami. Przypominam nawet sobie kampanię przeciwko drastycznym metodom tuczu czyli wpychania gęsiom pożywienia w długie szyje aby powiększyć im wątrobę. Za słabo krzyczały w proteście ponieważ proceder trwa nadal.  A przecież to krzyk gęsi ocalił kiedyś Rzym. Niezły pasztet. Najbardziej lubię ten z dodatkiem dziczyzny. Wątróbka ma w nim istotne znaczenie. Należy mielić i mielić wszystkie składniki aby osiągnąć doskonałość, nie przesadzając z przyprawami. A potem  wstawić do piekarnika, a potem schłodzić…a potem cieszyć się doskonałością mielonki.


Victor Sen Yung  czyli Hop Sing – kucharz rodziny Cartwright via WikiCommons

Ten wpis został opublikowany w kategorii Biegnąca z wilkami, MOJE OPOWIADANIA i oznaczony tagami , , , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Jedna odpowiedź na „Dywagacje na temat wątróbki

  1. Iwona M-j pisze:

    Swietne dywagacje!Synek był szczery! Powiedział ,co czuł! Na obiad jedynie wątróbki drobiowe-duszone z cebulką i jabłkami! Ale w czasach mojej młodości jadało się i wieprzową,dobrze rozbita!Teraz tez już zeszła tylko w mojej kuchni do pasztetów!
    Pozdrawiam miłośników wątróbek!

Dodaj komentarz

Twój komentarz zostanie automatycznie opublikowany. Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Spam protection by WP Captcha-Free