W Odessie (największy port morski Ukrainy) postanowiono nazwać ulicę nazwiskiem Lecha
Kaczyńskiego. W Odessie też znajdują się schody, popularnie zwane Potiomkinowskimi od słynnej sceny masakry na schodach w filmie „Pancernik Potiomkin”.
Życie to schody a nie rewia mody
Nawet na łożu śmierci zrobią Ci makijaż
Uczeszą pod włos, choć dusza się zwija
Choć dusza już dawno pragnie do nieba
Makijaż Ci zrobią, bo tak potrzeba…
Życie to schody a nie rewia mody
W nim wygląd się wcale nie liczy
W życiu trzeba nam tylko pogody
Po śmierci się liczy rząd zniczy…
Gdy trumna na długo stanie się domem
Za życia nie było tak cicho, bezpiecznie
Zadziwi się dusza zaświatów ogromem
Wyglądać tam dobrze należy koniecznie
Życie to schody a nie rewia mody
Mody nie trzeba na życia schodach
Czemu więc wciąż Hiszpańskie schody
Wybiera dom mody – bo dusza młoda?
Schody Hiszpańskie w Rzymie tylko nieznacznie odbiegają szerokością i długością schodom w Odessie. Poza schodami Odessa jest raczej światu nieznana, oprócz pewnie nauki o wielkich portach na lekcjach geografii w szkole podstawowej. Mnie osobiście Odessa urzekła nie tylko swoją historią ale i pięknymi kamienicami, szeroką plażą i…. romantycznymi zakątkami. Niedawno rozmawiałam na ukradkowym papierosie w pracy o Odessie z Damianem, któremu utkwiła w pamięci przede wszystkim egzotyka portu oglądanego oczami matrosa. Damian pływał na ekskluzywnych statkach pasażerskich, stąd może też wzięła się jego specyficzna perspektywa, chociaż oglądaliśmy Odessę z tej samej perspektywy wiekowej, to znaczy dwudziestu kilku lat.
Ja po Odessie miałam znakomitego przewodnika. Pojechałam tam do niego, gdyż zanim
urzekła mnie Odessa zachwyciłam się biało-czarnymi zdjęciami robionymi przez odesskiego artystę fotografa. Na pamiątkę tam pobytu przywiozłam kilka poruszających, wielkoformatowych zdjęć, które nie wiem jak i kiedy wyparowały, jak wiele innych rzeczy, które darzyłam sentymentem. W tamtym okresie Odessa leżała w granicach Związku Radzieckiego, kraju równie represyjnego jak Carska Rosja a mój przewodnik – fotograf, będąc Ukraińcem pochodzenia żydowskiego i należąc do miejscowej bohemy, represji doświadczał szczególnie. W pododesskiej daczy, gdzie mieszkał, jego matka prosiła mnie o pomoc dla jedynego syna. Wtedy istniał tylko jeden sposób – poprzez zawarcie małżeństwa umożliwienie wyjazdu do Polski a z Polski już otworem, przynajmniej dla nas, hotelarzy należących do globalnej sieci, stał cały świat. Odmówiłam. Przestraszyłam się. Dopiero co za sobą miałam bolesne małżeństwo. Znalazłam dla niego żonę pracującą w siostrzanym hotelu. Nie było to trudne. Był zamożny. Odmówił. Do dziś smak rosyjskiego szampana, wypitego kiedyś na pustej, odesskiej plaży, jest dla mnie gorzki.
Jest piosenka o Odessie, którą bardzo lubię… Я вам не скажу за всю Одессу…..Odessę wspomniał też Włodzimierz Wysocki w swoim znanym wierszu Rejs Moskwa – Odessa, który napisał, kiedy to nie mógł wylecieć z powodu mgły na spotkanie z Mariną Vlady.
Raz który lecę z Moskwy do Odessy
I znowu, psiakrew, odwołują lot,
Wynika to ze słów jej wysokości stewardessy
Majestatycznej jak Aerofłot.
Kolejny komunikat zabrzmiał znów,
Że nad Murmańskiem wyż i niebo szczere,
Przyjmuje Kijów, Kiszyniów i Lwów,
A ja tam nie chcę! Mnie tam po cholerę?
Radzili mi: Pod inne leć adresy
I nie licz, bracie, że się stanie cud!
I co też ci odbiło? Komunikat był z Odessy,
Że mgła i na startowych pasach lód!
A w Leningradzie pełna odwilż już,
No, a na przykład w takim Tbilisi
Ląduje się wśród pól kwitnących róż…
A ja tam nie chcę! Mnie ten adres wisi!
Już słyszę – do Rostowa odlatują!
A ja tak pragnę być w Odessie mej…
Mnie ciągnie właśnie tam, gdzie od trzech dni już nie przyjmują,
Mnie korci taki zakazany rejs!
Ja muszę, gdzie zawiało śniegiem fest,
Gdzie zaspy i ogólnie ciężki teren!
Gdzie indziej jasno i przytulnie jest…
A ja tam nie chcę! Mnie tam po cholerę?
Stąd mnie nie wypuszczają, tam znowu nie wpuszczają,
Przygnębia mnie mieszanych uczuć splot,
Uśmiechy stewardessy coraz mniej mnie pocieszają,
Majestatycznej jak Aerofłot!
Przyjmuje ziemi mej najdalszy kąt,
Gdzie jak polecę jeszcze mi dopłacą,
Przyjmuje Władywostok – czort, nie port,
I Paryż – a ja nie chcę! Mnie tam na co?
Ja wierzę – rozpogodzi się, silniki znów zagrają,
Już słyszę je i serce w gardle mam..
Znów siedzę jak na szpilkach: a nuż znowu odwołają,
Znów znajdą mnóstwo przyczyn, ja ich znam!
Ja muszę jak najszybciej być tam,
Gdzie mróz siarczysty hula po kolędzie,
Przyjmuje Londyn, Delhi, Magadan,
Przyjmują wszędzie – a ja nie chcę wszędzie!
Daremnie gaszę smutek, co w serce mi się wessał,
W to serce, co powinno bić jak młot,
Do rana rejs odkłada stewardessa – miss Odessa,
Majestatyczna jak Aerofłot…
A pasażerom nawet nie drgnie brew,
Pokornie na walizkach spać próbują,
Dojadło mi to wszystko, ech, psiakrew!
Mam tego dość i lecę, gdzie przyjmują…
Tłumaczenie: Wojciech Młynarski
Do Odessy wybrałam się pociągiem. Długa ale i zarazem najtańsza podróż na ten kraniec świata. Nie wiem dzisiaj już, jak to się stało, że na te kilka dni i nocy podróży wylądowałam w przedziale sypialnym z dwoma mężczyznami. Byli w moim wieku, znali się nawzajem dobrze, w drogę wybrali się razem w celach poznawczych. Weseli, inteligentni i na szczęście…..niegroźni. Imiona pamiętam do dziś. Krzysztof i Paweł. Jeden duży drugi mały. Czas nam płynął szybko a rozmowy urozmaicały monotonny krajobraz za oknem. Wiktor przyjechał po mnie do Lwowa, w którym mieliśmy dwa dni na zwiedzanie. Czy jakiś chłopak kiedykolwiek pokonał tysiące kilometrów tylko po to, żeby przywitać dziewczynę z różą w ręku na dworcu. Do tego ryzykując życiem? Na przemieszczanie się rosyjskich obywateli potrzebna była urzędowa zgoda wyrażona na piśmie. On tej zgody nie posiadał z różnych względów. Przemieszczał się „na czarno” będąc i tak już obywatelem co najmniej podejrzanym z powodu artystycznej duszy i przynależności do bohemy. Carskie samdzierżawie (ustrój autokratycznej władzy monarszej) nie tolerowało swobód obywatelskich, odrębności religijnych i narodowych ale na dobrą sprawę rządy bolszewickie również na miano samodzierżawia sobie zasłużyły z tych samych powodów. Tak więc mój przyjaciel ryzykował bardzo wiele tylko dlatego, że chciał ze mną spędzić dwa dni dłużej aby się lepiej poznać. Do tej pory znaliśmy się tylko z listów i zdjęć. Zanim przejdę do dalszego ciągu opowieści, krótki rys historyczny bolszewickiego samodzierżawia dla pobudzenia wyobraźni.
W marcu 1917 roku dokonała się w Rosji fundamentalna zmiana ustrojowa, gdyż Car złożył
koronę, Rząd Tymczasowy obwołał kraj republiką ale rządzili nim tak naprawdę eserowcy do czasu aż sponsorowani przez Niemców bolszewicy (niemiecki plan urządzenia Mitteleuropy), domagający się demobilizacji zdemoralizowanej i wycieńczonej armii przejęli władzę, wychodząc na przeciw potrzebom milionów głodnych i stęsknionych żołnierskich rodzin. W tym samym roku drogą puczu Lenin również sięgnął po władzę i szybko otrzymał poparcie, w tym także Polaków, wobec złożonej im deklaracji bez pokrycia, że Polska ma prawo do całkowitej niepodległości. (Rzeczypospolita pozostawała wówczas również pod okupacją austro-węgierską i niemiecką). Dzięki powyższemu poparciu i poparciu podobnie uciśnionych Lenin utrzymał się u władzy. Towarzysz Lenin, dla odmiany, doceniał mniejszości narodowe i ufał im bardziej niż swoim rodakom, gdyż nastawione one były antyrosyjsko. Zjednywał sobie równolegle ludność azjatycką wcielając ją do wojska, (podległe Dzierżyńskiemu formacje wojskowe, pierwowzór formacji Waffen-SS), gdyż nie znający języka rosyjskiego wyizolowani Azjaci stawali się niezwykle lojalni. Te „dwa filary” ułatwiały eksterminację wrogich klasowo elementów społecznych.
Aż mi się ciśnie na usta a precyzyjniej mówiąc na klawiaturę, że strategiczne zarządzanie zasobami ludzkimi od lat stanowiło kluczowy element w wielkomocarstwowej polityce. Nie sięgano w tym wypadku po prymitywne narzędzia-hasła w stylu „zaufajcie mi” czy wykorzystane przez Gierka „pomóżcie”, które mogły może porwać idealistów, zobowiązujące „ufam wam” mogło nabrać naiwnych a uzupełnione o „do czasu” wystraszyć maluczkich. W strategii sięgano głębiej, do trzewi, żeby nie napisać do charakterów narodów, wykorzystując najłatwiejszą do zrealizowania taktykę „dziel i rządź”. Porażka Cara przypisywana jest dzisiaj trzem głównym elementom: brakowi reformy rolnej, imperialnej polityce i błędom tajnej policji. Ja bym zdecydowanie dorzuciła, że i władzy autokratycznej pod tytułem: znam się na wszystkim i mogę wszystko. Na blogu Adama Kuzia czytam, co następuje:
„Z pewnością błędem caratu była taktyka przyjęta przez tajną policję polityczną, osławioną Ochranę, która nie zniszczyła kadrowej partii bolszewików, pomimo dokładnego spenetrowania jej przez policyjnych prowokatorów. Robert Conquest pisze, że „generalnie agenci dostali instrukcje zachęcania, a nawet podjudzania Lenina i jego zwolenników do walk frakcyjnych. Wychodzono bowiem z założenia, całkiem słusznego, jak się później okazało, że w ten sposób można najłatwiej doprowadzić do rozbicia i dezorganizacji ruchu rewolucyjnego”. Błąd Ochrany, koncentrującej się przede wszystkim na działaniach przeciwko ugrupowaniom rewolucyjnym stosującym terror indywidualny, polegał na umożliwieniu Leninowi rozbudowywania ugrupowania, które w decydującym momencie przechwyciło władzę w państwie”.
Porażka Cara była naturalną konsekwencją popełnionych przez niego błędów. Przyszedł moment, że wszystko, czego dokonał, „rzuciło mu się do gardła”. W polityce są tylko albo wielcy przegrani albo wielcy wygrani. Błędem caratu stało się zachowanie przy życiu kadr bolszewickich, jak czytamy powyżej. Być może dlatego doszło w następstwie do wymordowania całej carskiej rodziny aby nie powtórzyć carskiego błędu. Symbole należy unicestwiać za życia, aby łeb nie odrósł już nigdy hydrze. Historia mnoży przykłady. Ja podam tylko jeden, Księdza Popiełuszki. Prosty kamień na grobie Popiełuszki stoi skromnie w przykościelnym ogrodzie na warszawskim Żoliborzu i będzie tam stał po wieki. Imię po Popiełuszce nosi mój syn.
„ Polecenie zamordowania cara uwięzionego po abdykacji razem z żoną i dziećmi w domu kupca Ipatiewa w Jekatierienburgu zostało wydane przez Lenina na początku lipca 1918 roku. 17 lipca 1998 roku, Car i jego rodzina zostali pochowani z wszystkimi należnymi honorami w krypcie Katedry Św. Piotra i Pawła w Petersburgu. Żaden z problemów, z którym zmagał się Mikołaj II nie został do dzisiaj rozwiązany. Dzisiejsza Rosja uparcie brnie w działanie imperialne na wszystkich azymutach. Na wsi nadal panuje nędza, a o społeczeństwie obywatelskim można jedynie pomarzyć” – Adam Kuź, Zagłada domu Romanowych.
Widziałam tę nędzę wtedy, w czasie długiej podróży pociągiem przez ukraińskie krajobrazy.
Dzisiaj wierzę Adamowi Kuziowi, że nic się nie zmieniło. Żyj i daj żyć innym. Jakże mądra choć wieloznaczna jest ta maksyma. Wiktor był straszliwie zdesperowany. Ktoś na dworcu, wtedy we Lwowie, podszedł do mnie i powiedział:
- zabierz go, zabierz go stąd jeśli możesz jak najszybciej, wszędzie będzie miał lepiej niż tu
Po raz drugi dokładnie te same słowa usłyszałam kilkadziesiąt lat później, kiedy odbierałam psa ze schroniska. Mój pies uśmiecha się do mnie, kiedy mu przypominam moment naszego poznania. Co się stało z Wiktorem, nie wiem. Dobiegał wtedy trzydziestki i postawił sobie jeden cel. Jeśli do wieku chrystusowego trzydziestu trzech lat nadal będzie w bolszewickiej niewoli, popełni samobójstwo. Nasza korespondencja urwała nagle w kilka miesięcy po moim powrocie. Musiało minąć jeszcze kilkadziesiąt lat, żeby mumia Lenina zniknęła z Placu Czerwonego. Nie przypominam sobie, żebym widziała zdjęcie uśmiechniętego Lenina. Czyżby za życia był już mumią? Nie oznacza to, że imperialne zapędy Rosji zniknęły wraz z Carem, Leninem i Stalinem w narodzie. Dla mnie Rosja jest niezmienna i niereformowalna. Cudowna i przerażająca zarazem. Gorąca ludzkimi sercami, urzekająca dziką przyrodą, tradycją i kulturą i lodowato fanatyczna w dążeniu do potęgi. Księcia Myszkina, niestety, wymyślił na podobieństwo Chrystusa Dostojewski i nieprzypadkowo nazwał go Idiotą. Książę ponoć był biegły w sztuce kaligrafii. Nie pamiętam i nie mogę sprawdzić, gdyż książkę mam w Warszawie. Dla kaligrafów ciągle jest miejsce na tym świecie.*
*Chińczycy zawsze przykładali wielką wagę do eleganckiego wyglądu pisma. Kaligrafia
jest w Chinach traktowana na równi z innymi dziedzinami sztuki, a dzieła kaligraficzne cieszą się poważaniem i zainteresowaniem kolekcjonerów. Granice między kaligrafią, poezją i malarstwem często się zacierają. Bardzo popularna w chińskiej sztuce forma to wykaligrafowany wiersz na obrazie łączącym się z jego treścią. Razem z pismem przejęto z Chin zamiłowanie do kaligrafii także w Korei, Japonii i Wietnamie, gdzie wypracowano własne szkoły kaligraficzne – Wikipedia

Facebook
Zwierzolubni