Resztka ogona

No nareszcie trochę ziemi lubuskiej zobaczyłam. To nie do wiary, żeby przez  pół roku nosa nie wychylić z jednego, zielonogórskiego osiedla. Niby nikt mi nie kazał, co też zdarzyło mi się usłyszeć ale pewnie do dziś siedzielibyśmy na tej rozbabranej budowie, gdyby nie zaangażowanie co poniektórych.
Jest ładna, nie da się ukryć, że jest ładna, chociaż jeszcze zimowo nagusieńka,  ledwie co odziana w zieloną mgłę. Tu i ówdzie jezioro schowane w lesie, pałace poupychane po bokach autostrady i trochę rozsianych miasteczek różnej urody, jak wszędzie. Damian wysłał mnie do Łagowa, do zamczyska joannitów, w którym dzisiaj się mieści hotel. Kiedyś w tym hotelu pracował i barwnie mi o tym opowiadał. Coś wspominał jeszcze o bunkrach, które mijałam po drodze ale na bunkry napatrzyłam się w Spale. Wystarczy.

Perła tej ziemi objawiła mi się w pełnym słońcu zamczyskiem na wzgórzu. Pod samo podzamcze dotarłam samochodem przejeżdżając na światłach mijanki pod zabytkowymi bramami, co stanowiło pewną atrakcję. W kaplicy obok zamku święcono pokarmy, po parku przechadzali się głównie cudzoziemcy a na jeziora opadała mgła. Korek pogonił wiewiórkę

Wiewióreczko…
Wiewióreczko, kitko ruda
Zima już za pasem
Zapas zebrać Ci się uda
Na te ciężkie czasy?

Tutaj żołądź, tam orzeszek
W listowiu się schował
Ziarna kryje koszyk szyszek
Zapas masz gotowy

Śmigaj szybko, szkoda czasu
Zbierz ile Ci trzeba
Szukaj dobrze w runie lasu
Las się nie pogniewa

Gdy nie zdążysz, trudna rada
Pogodzić się trzeba
Głód dokucza gdy śnieg pada
Nie wystarcza chleba

Jeśli lubisz w dal podróże
Ruszaj w ciepłe kraje
Chowam dla Cię tam arbuza
Cóż Ci pozostaje?

a potem zwiedził ze mną zabytkowe wnętrza. Przez chwilę miałam chęć na herbatę w scenerii oplecionego bluszczem, gotyckiego dziedzińca ale chwila ta minęła wobec głośnego przekomarzania się personelu hotelowego na tymże dziedzińcu. Ludzie przychylni i przyjaźni, jak twierdził Damian i to się sprawdziło, widoki wspaniałe a przyroda oszałamiająca. Buki, zupełnie inne niż w górach, niesamowicie szeroko rozpostarte, stare drzewa z zabliźnionymi przez lata ranami. Później jechałam jeszcze młodą aleją bukową, pomiędzy bukowym szpalerem, tym razem ustawionym na baczność. Obejrzałam sobie też prześliczny zameczek, należący, jakże by inaczej, do władz gminy, wpadłam na obiad do hotelowego obiektu PGNiGe i wypadłam z niego bez obiadu. Poraziła mnie nie tylko nalepka na drzwiach restauracji: psom wstęp wzbroniony.

A potem mój piesek zaczął cierpieć. Jeszcze nigdy nie słyszałam, żeby płakał a znamy się już ponad rok. Kiedy robiłam zakupy w sklepie, coś przecież w te Święta muszę jeść, on odgryzł sobie ogon. Zgiął się w chińskie osiem, założył dźwignię i wreszcie dorwał do fantazyjnego frędzla na końcu ogona, który ścigał od kilku dni kręcąc się w kółko.  Krew się lała a ja gnałam do Zielonej Góry ile miałam pod pedałem. Recepcja hotelowa, po żmudnych poszukiwaniach dorwała wreszcie młodego weterynarza, który w Święta niechcący odebrał komórkę żony.  Łagów to wioska turystyczna, zadziwia ilością pensjonatów, hoteli i kwater prywatnych bardziej niż Spała ale Zielona Góra okazała się wiochą na całego pod względem opieki medycznej dla zwierząt.  Po uzgodnieniu niebagatelnej, świątecznej kwoty za opatrunek na coraz to krótszym ogonie udało się jakoś odkazić i zakleić plastrami biedny kikut. Jutro jedziemy tam znów z wizytą….  świąteczną.

Nieznajomość upodobań mojego psa co do wyglądu, za który też jestem, jak się okazało, odpowiedzialna, o mały włos zakończyłaby się dla niego tragicznie wykrwawieniem. Słyszałam tysiące historii o ogolonych, perskich kotach, które chowały się po kątach ze wstydu ale historia o psie, który odgryzł sam sobie fantazyjny ogon, ponieważ mu się nie podobał, po prostu mnie wyprowadziła z równowagi, ponieważ doświadczyłam jej sama.

Na zakończenie dodam jeszcze, że byłam w jakiś sposób na to zdarzenie przygotowana. Niech nikt mnie nie pyta, ponieważ nie odpowiem, dlaczego woziłam do dnia dzisiejszego w bagażniku samochodu kołnierz dla chorego psa, który mi pozostał po psie, który zdechł ze starości cztery lata temu. Nie potrafię tego wytłumaczyć. Ważne, że wiedziałam, że tam go mam i kiedy resztka ogona zniknęła pod opatrunkiem niezbędny kołnierz wylądował na szyi Korka.
Chyba ciężka noc przed nami.

Zdjęcie Korek, Zielona Góra, kwiecień 2010 i wiewiórka; Archiwum Jarzębiny

Ten wpis został opublikowany w kategorii MOJE OPOWIADANIA, Pamiątki z podróży i oznaczony tagami , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój komentarz zostanie automatycznie opublikowany. Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Spam protection by WP Captcha-Free