Zdechł pies znajomego. W związku z powyższym znajomy również się wybiera na tamten
świat. Pies odszedł nagle, z dnia na dzień, znajomy jest po trzech zawałach i wysnuł sobie, że najwyraźniej kostucha też już nad nim stoi. Nie przeszkadza mu to w snuciu planów na przyszłość – wyjazdowych z kochanką. Najwyraźniej ma rozdwojenie jaźni czy opuścić ten padół czy też się nim cieszyć. Ja rozdwojenia nie mam, chociaż dawno nie spędziłam tak dziwnej niedzieli.
Mam pretensje do Tomka. Pretensja jest prywatna a nie służbowa. Gościom potrafi zachwalać hotel pod niebiosa utożsamiając się marketingowo z produktem, który sprzedaje. Na co dzień zrównoważony i powściągliwy, do gościa wygadany jak trzeba a do mnie tylko „tak” lub „nie” albo przygląda się podejrzliwie, kiedy się mylę w zeznaniach. Wynalazłam już dawno temu w internecie Park Mużakowski i zapytałam, czy tam był. „Tak”. Drążyłam dalej – czy to przyjemne miejsce? „Tak”. W życiu bym tam nie pojechała gdyby nie internet i intuicja. No dobrze. Zwrócę mu honor. W końcu sprzedaje hotel nie park.
Najpierw odwiedziłam kawałek Francji w Żaganiu czyli pałac książęcy Albrechta von Wallensteina. W XVII wieku przeprowadziła się tutaj z Paryża przyjaciółka Talleyranda, ministra spraw zagranicznych Napoleona. Jej panowanie to najświetniejszy okres w historii miasta. Na ścianach pałacu zawisły obrazy Rembrandta, van Dycka, Goi, Velazqueza i Tycjana. W bibliotece zagościły autografy dzieł Goethego i Schillera oraz listy miłosne Napoleona do Józefiny. Bywali tu królowie pruscy, cesarzowie niemieccy, Franciszek Liszt i współczesny nam aktor Michael York. Okna pałacu wieńczy 197 maszkaronów wzorowanych na szkicach Leonarda da Vinci. Rzeźbiarzowi brakowało konceptu na kolejne wizerunki maszkaronów, zawarł więc pakt z diabłem aby ten za zaprzedaną duszę artysty pokazywał mu się z coraz to z inną twarzą. Ostatnią twarzą, którą objawił szatan, była jego własna. Artysta nie zdzierżył widoku, przerażony spadł z rusztowania i zszedł z tego świata. Jedno okno zostało bez ozdoby.
Dwa dni temu gość hotelowy, Szwajcar, powiedział do mnie : tu jest prowincja.
Odpowiedziałam, że bywałam na gorszej. Co też zagnało Księżnę Dino na żagańską prowincję? W 1786 roku siedzibę książąt żagańskich zakupił książę kurlandzki a wyżej wymieniona, księżna Dorota Talleyrand-Perigord była jego córką. Tyle wiem i więcej się nie dowiem, gdyż zabrakło przewodnika. Z przewodnikiem do zwiedzania pałacu należy się umawiać indywidualnie z dużym wyprzedzeniem. Wnioski z wizyty w Żaganiu? Nie warto zaprzedawać duszy dla sztuki, kiedy w to miejsce można pojechać do Chin i obejrzeć armię
z terakoty albo w miejsce małpowania Da Vinci przyglądać się ludziom. Nie ma znaczenia gdzie to jest – to człowiek powoduje czy dane miejsce jest prowincją czy nie. I wreszcie – kiedy masz do czynienia z diabłem nie właź na rusztowanie. Zostaw sobie bezpieczne okno na świat.
Lustrzana symetria w jednej, zwartej, barokowej bryle mnie nie zachwyciła a kopię ogrodu księcia P ü ckler’a w Muskau sobie odpuściłam. Pojechałam do Muskau, czyli do Parku Mużakowskiego, żeby zobaczyć oryginał i nie zawiodłam się. Na trasie minęłam miejscowości o ciekawych nazwach a w docelowej Łęknicy pobłądziłam na przygranicznym bazarze. Mostu łączącego wschód z zachodem w tym miejscu nie przekroczyłam. Musiałam, po prostu musiałam przejść przez Most Podwójny, nie było innej opcji. Nie mogłam się oprzeć wrażeniu, że szłam po czymś sztucznie sklejonym.
Ten park, to bajeczne cudo z leśnym arboretum, tarasami po obu stronach rzeki, galerią niepowtarzalnych obrazów, które stworzyła przyroda, jak napisano w przewodniku: galeria obrazów utkana z elementów pejzażu i zastanych wartości terenu – jego ukształtowania, starych dębów, naturalnych jeziorek i cieków wodnych, w którą umiejętnie wpisał (wizjoner P ü ckler) elementy architektoniczne - zostanie mi na zawsze w pamięci. Z wielu powodów.
Jako arcydzieło geniuszu boskiego i ludzkiego zarazem, to po pierwsze ( wpisane na Listę Światowego Dziedzictwa Unesco), jako przeżycie estetyczne, to po drugie, jako przeżycie osobiste, to po trzecie. Doszłam na najdalszy kraniec ogrodu zamkowego, żeby stanąć na Mostku przy Jeziorze Dębów i pogapić się na malutki wodospadzik z kamieniami po obu brzegach i trzecim kamieniem sterczącym w niebo po środku..
Zmordowałam psa, który na krótkich nóżkach nie dał rady spacerowi i pokładał się co chwila na płask jak żaba, popijał co i rusz wodę z jeziorek, żeby wreszcie paść na dobre w samochodzie i przy włączonej klimatyzacji chrapać w niebo głosy przez całą drogę do Zielonej Góry. Wszystkie te cudowne wydarzenia przyćmił fakt, że 198 diabeł pokazał mi dzisiaj swoje oblicze. Wnioski z wizyty w Łęknicy? Byłam w raju a mój anioł stróż był tam ze mną. Nie wierzę w tyle zbiegów okoliczności na raz. W samospełniającą się przepowiednię – tak.
Zdjęcie: Park Mużakowski, – 2010, Archiwum Jarzębiny; (Park Mużakowski) Author: Adam Kumiszcza via Wikimedia Comons; GNU Free Documentation License, Baba Jaga i żaba w Parku Mużakowskim oraz Nysa – Katarzyna Kosowicz
Tomek
Pani Iwono,
Trafiła Pani w sedno z moją osobowością. Jestem małomówny, czego może w hotelu nie widać. Moja Ania też mi to mówi, że jeśli chce coś ode mnie się dowiedzieć to musi być cierpliwa.
Dziękuję bardzo za uwiecznienie mojej osoby w opowiadaniach.
Wszystkiego dobrego.
Tomek
dodano dnia 27.04.2010, 07:05

Facebook
Zwierzolubni