Warszawski Nowy Świat. Taka piękna ulica….i co! Po środku uroczej, zwartej,
klasycystycznej zabudowy….sznur drewnianych straganów niczym na Jarmarku Dominikańskim w Gdańsku albo, jak porównała Magda,w Kazimierzu Dolnym podczas nie pamiętam czego, ponieważ nie byłam. Jak można było tak potraktować Trakt Królewski!
Zielone spojrzenie na Warszawę
Są takie miejsca w Warszawie
Które w pamięci mej zawsze
Wracać będą niezwykle łaskawie
Wspomnieniem. Czas go nie zatrze.
Las Bielański w zielonej ramie
Z wysoką skarpą szarej Wisły
I starym dębem na polanie
Pierwszej miłości pomnik niezwykły.
Cytadela z twierdzą okrutną
Na której często, przy fontannie
Marzyłam z wiarą bałamutną
Pragnęłam szczęścia zbyt zachłannie.
Park w środku miasta przy Róż Alei
Wkoło wypiętych rząd ambasad
Dziecięcego wózka ślad kolein
Przymknięte okna wielkiego świata.
Ogród Saski i park otoczony
Historią miasta męczennika
Na warcie żołnierz nieznany stoi
W Teatrze Wielkim gra muzyka.
Mały Powstaniec i na Barbakanie
Syrenka mała z mieczem i tarczą
Hołd złożony Dzieciom Powstania
Dziewczynom, które bronią i walczą.
Na Nowym Świecie neonów potok
Wystaw feeria, czar, luksus i szyk
Lica kamienic w światłach migocą
Historia kamienic to wojny krzyk
Nie ma końca mojej Warszawy
Dokąd z rozwianym szalikiem
Błąka się po niej chłopak ciekawy
Sennego marzenia zmęczonej Nike
Zaczynając od Starego Miasta a kończąc na Wilanowie – wije się arteria, którą kiedyś podążali królowie z jednej rezydencji do drugiej, czyli z Zamku Królewskiego do domu – do Pałacu w Wilanowie. Wpadłam niedawno do Zamku Królewskiego odwiedzić „stare kąty” i starych znajomych. Oczekując na zamówioną kawę w Cafe Zamek, restauracji, która swego czasu zarządzana była przez Orbis, wdałam się w rozmowę z…. górnikiem. Jegomość ów przyjechał do Warszawy na grupowe zwiedzanie miasta i wspominał trzydniową szychtę przepracowaną w czynie społecznym na rzecz odbudowy Zamku Królewskiego. Faktem jest, że Zamek odbudowany został dzięki inicjatywie Gierka i wyłącznie dzięki ofiarności społecznej. Górnik do dziś tych trzech darmowych szycht wybaczyć Gierkowi nie potrafi ale Zamek mu się podobał …na zakończenie rozmowy dodał, że jakby się Gierka źle nie wspominało to tablicę pamiątkową na Zamku powinien mieć. Pamiętam, jakby to było dzisiaj rozpaczliwe kikuty, które pozostały z budowli po wysadzeniu jej w powietrze w 1944 roku przez Niemców. Piękna starówka, Trasa WZ, Kolumna Zygmunta, Kościół Świętej Anny, Krakowskie Przedmieście …i ta ruina na tle. Przytłaczający widok, niczym dzisiaj stragany po środku Nowego Światu.
Dawno, bardzo dawno temu pracowałam jakiś czas jako pilot wycieczek zagranicznych.
Zdarzyło mi się pilotować Pociąg Przyjaźni po Polsce. Dla niewtajemniczonych wyjaśniam, że: „ Na początku wycieczki „Pociągiem Przyjaźni” do Kraju Rad miały bardzo uroczysty charakter. Z czasem jednak dla tysięcy Polaków stały się okazją do dorobienia paru dolarów do socjalistycznej pensji…… Dziś wydaje się to niepojęte, ale tak było. Po II wojnie światowej, mimo iż znaleźliśmy się pod czułą opieką ZSRR i w całkowitej zależności od naszego wschodniego sąsiada, granica polsko-radziecka była dla zwykłych śmiertelników szczelnie zamknięta. Dopiero po objęciu władzy przez Chruszczowa, a dokładnie w 1959 r., nieśmiało zaczęto organizować „zapoznawcze” wycieczki dla najwierniejszego aktywu partyjnego. Ponieważ zarówno Polacy, jak i mieszkańcy ZSRR nie bardzo mieli dokąd jeździć za granicę, a na bezrybiu i rak rybą, w różnych środowiskach, pod płaszczykiem wzajemnej wymiany doświadczeń i umacniania braterskiej przyjaźni, starano się rozszerzyć możliwości wyjazdów…..Każdy wyjazd związany był z rewizytą gości z Kraju Rad. Zwiedzali oni region, oglądali największe zakłady pracy i PGR-y, chodzili na przedstawienia teatralne, koncerty i pokazy filmowe, uczestniczyli także w spotkaniach z aktywem w zakładach pracy i komitetach partii” - Towarzysze podróżnicy – Krzysztof Błażejewski
Tamtą wycieczkę po Polsce wspominam bardzo sympatycznie, gdyż, między innymi, w „moim autokarze” a autokarów było cztery, podróżował zespół muzyczny wraz z chórem.Tym sposobem nadawania przez mikrofon nie miałam za dużo, ponieważ śpiewom nie było końca. Z komercyjnych wydarzeń, o których mowa powyżej, największym powodzeniem cieszyły się rodzime podróbki dżinsów marki „Odra” oraz Coca-Cola, gdyż Pepsi jeszcze wtedy w Polsce nie było. Program objazdu po Polsce obejmował standardy w postaci warszawskiego i krakowskiego starego rynku, muzeum Lenina w Poroninie oraz wizyt składanych w katowickich hutach w ramach wymiany proletariackich doświadczeń. Standardowy zaś prezent pożegnalny dla polskiego pilota stanowił złoty zegarek. W owych czasach, czyli latach siedemdziesiątych ubiegłego wieku złota, radziecka biżuteria różnej próby traktowana była jako lokata kapitału. Ja w ramach lokaty po tej uroczej, ze względu na zespół i chór, wycieczce otrzymałam między innymi klucze do czyjegoś mieszkania w Moskwie. Niestety, bez adresu tegoż mieszkania. Młody człowiek w przypływie nie wiem czego, chyba po prostu sympatii, wręczył mi taki właśnie prezent. Rosyjska dusza. Nie ma co!
Kiedy oprowadzałam cudzoziemców po Warszawie obowiązkowym w planie zwiedzania był Trakt Królewski. Wszystkich zabytków, pomników, kościołów i tak dalej, mieszczących się na Trakcie nie wyliczę. Zapraszam po prostu do Warszawy, ponieważ warto samemu zobaczyć i przeżyć klimat Krakowskiego Przedmieścia, Placu Trzech Krzyży, Alei Ujazdowskich a wycieczkę zakończyć ucztą Pałacu Wilanowskiego.
Nie przenoście nam stolicy do Krakowa
chociaż tak lubicie wracać do symboli
bo się zaraz tutaj zjawią
butne miny święte słowa
i głupota, która aż naprawdę boli …”Pod Budą”
Rozumiem lokalny patriotyzm Sikorowskiego i nie będę polemizowała z jednym z moich ulubionych piosenkarzy, tym bardziej, że Warszawy czasami mam serdecznie dosyć, głównie za „ten tygiel, w którym aż się gotuje” jak słusznie ktoś niedawno zauważył. Wracając do Nowego Światu, za który musiałabym się dzisiaj jako pilot rumienić ze wstydu, to pomimo rumieńca czas upłynął przyjemnie w miłym towarzystwie przyjaciół. Magda jest mi bliska nie tylko dlatego, że pracowałyśmy w jednej firmie lat z okładem trzydzieści. Ma znakomite poczucie humoru i potrafi się śmiać ze swoich życiowych przygód, które, patrząc z innej perspektywy, zaliczyć należałoby do tragicznych. Mąż, utracjusz, wylądował za długi w więzieniu a Magda salwowała się z córką i resztką majątku ucieczką w ostatniej chwili. Zdążyła tuż przed północą ! Mówi o sobie: gdybym tego nie zrobiła byłabym dzisiaj na bruku. I moje dziecko też. Samotnie wychowała i wykształciła córkę… ale były, już oswobodzony małżonek, nie potrafi bez niej żyć. Dwa telefony dziennie to norma. O reszcie nie wspomnę. Biedne są te silne, radzące sobie w życiu – czasami całkiem nieźle - kobiety. Przysłowiowe męskie ramię jakże często należy do nich a mężczyzna, kiedy już się uchwyci, to rzadko puszcza. Gracja z kolei twierdzi, że wszyscy jesteśmy wrażliwi i jednocześnie silni tylko tego często nie wiemy. Może po prostu tym wiszącym na kobiecym ramieniu facetom jest z tym wygodnie…..
A my właśnie bez końca..
A my właśnie bez końca, bez końca
Trwamy jak opoka, jak skała, jak kamień
Pomimo w serce zadanych zranień
Pomimo zabranego z oczu słońca.
Ból nas osłabił lecz ból nas i wzmocnił
Cierpienie proste plecy skrzywiło
W łuk wygiętym łącząc pomostem
Wszystko co w życiu nam się zdarzyło
Słabi jesteśmy i moc z nami zarazem
Pancerz nosimy z miękkim podbrzuszem
Duszę chronimy – jej wielkich wzruszeń
Nadzieja na lepsze nam drogowskazem….
Lubię posłuchać Sikorowskiego. Miałam okazję kiedyś posłuchać na żywo i to poza granicami Polski. Świat jest mały. Nie jestem lokalnym, warszawskim patriotą i nie będę polemizować ale mimo wszystko…
Mam tak samo jak ty,
Miasto moje a w nim:
Najpiękniejszy mój świat
Najpiękniejsze dni
Zostawiłem tam kolorowe sny.
Kiedyś zatrzymam czas
I na skrzydłach jak ptak
Będę leciał co sił
Tam, gdzie moje sny,
I warszawskie kolorowe dni….Czesław Niemen

Facebook
Zwierzolubni