Były mąż podzielił majątek ruchomy. Podzielił według własnego uznania, to znaczy
spakował co według niego należy do niego a resztę mi zostawił do spakowania. Ta reszta jest dla mnie. „Z trzech groszy reszta” – jest taka książka napisana przez Marię Lewińską. Dostałam od autorki z ciepłą dedykacją. Właśnie umieściłam ją w kartonie. Książkę, nie dedykację. Może niepotrzebnie? Za chwilę mu się odwidzi, zmieni zdanie i stwierdzi, że to jego, że mu obiecałam, że mu się należy. Tylko głupcy nie zmieniają zdania a on twierdzi, że głupi nie jest. Trochę nazbierałam w życiu książek, wiele rozdałam lub wywiozłam do biblioteki publicznej. Gdyby nie to, sama bym dziś bibliotekę publiczną prowadziła. Ocalała reszta zbiorów piętrzy się dzisiaj w czterech wielkich kartonach pod ścianą. Niektóre przeglądam ze wzruszeniem, niektóre mnie intrygują ponieważ nie pamiętam dobrze co w nich było napisane a niektórych nie zdążyłam jeszcze przeczytać. Jestem a raczej byłam molem książkowym, to prawda. Można uznać, że majątek w postaci książek został podzielony. Bitwa o książki zakończona.
„- Zdumiewające, że to spotyka kogoś takiego jak pani, i że pani się do tego przyznaje
- Wie pan, Goethe mówił o jawnych tajemnicach. Zachwyca mnie ta koncepcja, rozumie pan, co mam na myśli? Tajemnice tak otwarte i dostępne dla wszystkich, że nikt ich nie dostrzega.
- Jakie pani widzi rozwiązanie?
- Przepraszam, że znowu użyję cytatu, ale one chyba po to są. Joseph Roth w Hotelu Savoy pisze: „Kobiety nie popełniają głupstw jak my – przez lekkomyślność czy gnuśność, tylko wtedy, kiedy są bardzo nieszczęśliwe”. Wymyślę jakieś szaleństwo jako remedium (Uśmiecha się)
- Jak pani widzi dziś samą siebie?
- Jako księżniczkę w minarecie, takim, jakie bywają na cesarskich pałacach w Indiach. Dzięki wysokości mam wspaniałe widoki i jestem chroniona z czterech stron, ale w jakiś niejasny i niebezpośredni sposób czuję się więźniem. Jak Kumari.”
Marcela Serrano – Meksykańska szarada
Szarada wędruje do kartonu. Posiadam książki z najprzeróżniejszych bajek. Wielu z nich już się pozbyłam, gdyż brakowało miejsca w bibliotece. Tego zapisanego przez innych, papierowego tira nie pozbędę się w kilka dni. Nie wyrzucę przecież. Za bardzo książki szanuję. Na czym skończyłam? Na księżniczce.
„Chytra Gburia-Furia w lot spostrzegła niebezpieczeństwo grożące Lulejce. W myslach nazywała już ksiecia swoim „mężulkiem” i postanowiła uchronić go za wszelka cenę przed zemstą króla Walorozy. Zerwała się o świcie, przybrała w najpiękniejsze szaty i pośpieszyła do ogrodu, gdzie w altanie siedział nad arkuszem papieru zamyślony Lulejka i szukał rymów do imienia swej ukochanej.
- Rózia, huzia, buzia, nózia – powtarzał, ale jakoś wyrazy te nie oddawały należycie uczuć, które książę usiłował przelać na papier. Lulejka wytrzeźwiał już zupełnie z oszołomienia wywołanego nadmiarem wypitego trunku i nie zachował w pamięci ani jednego szczegółu z wypadków wczorajszych; pamiętał tylko, że nie ma na świecie cudniejszej istoty nad służebną Rózię i że gotów jest dać za nią życie.
Pierścień i róża – William Makepeace Thackeray; Rozdział jedenasty: Zemsta hrabiny Gburii-Furii
Hrabina wędruje do kartonu. Taka piękna, romantyczna miłość powinna zakończyć się seksem. Chyba, że Lulejka ma problemy i potrafi kochać tylko poetycznie. Trzeba mu pomóc nawet na odległość. Może przez telefon?
„- To jest depresja połączona z szaleństwem, jakbyś w głównej bohaterce filmu porno rozpoznał własną żonę
- …Zniszczyłbym obraz, rzeźbę, maszynopis…przez te kurewskie dzwonki.
- Nie prościej uspokoić telefon?
- Jak?
- WYCIĄGNĄĆ WTYCZKĘ Z KONTAKTU –ojcowskim tonem powiedział doktor Brauss.
- Wyciągnięcie wtyczki z kontaktu to pewna śmierć
- Niestety. To pewna śmierć – potwierdził doktor Brauss – Ja tak żartowałem.
Potem Robert opowiedział doktorowi Braussowi o papierosach, zapałkach, zapalniczkach. Doktor słuchał i bębnił palcami w stół, kiwał nogą, robił miny i myślał. Intensywnie. Robert postanowił zrobić mu przyjemność i powiedział:
- Ale psy to mnie lubią
- Mnie też – ucieszył się doktor Brauss. – Czy w dzieciństwie uprawiałeś samogwałt?
- A pan?
- Onanizuje się do tej pory. To jedyna możliwość, żeby niknąc trypra, mój chłopcze. Robiłeś to na muchę?
- Nigdy
- Żałuj! Napuszczasz wody do wanny. Łapiesz dużą muchę. Polewasz ja dezodorantem…
- Po co?
- Dezynfekcja. Potem obrywasz skrzydełka.
- Po co?
- Jakiś ty niedomyślny, mój chłopcze….żeby nie mogła fruwać. Kładziesz się w wannie i nad powierzchnią wody wystawiasz czubek. Mucha łazi ci po nim, pofrunąć nie może…dookoła woda, a więc nie wejdzie, bo zadziała instynkt samozachowawczy…łazi ci tymi łapkami po czubku…..szybciutko…cała znerwicowana…..dostajesz orgazmu…zalewasz ją…
- Powinien pan to opatentować
- A po co? – zaśmiał się doktor Brauss – Wyłapią mi wszystkie muchy.
Życie seksualne Papagejów – Andrzej Rodan.
Ta książeczka niech jeszcze chwile poleży. Kartony mi się skończyły. Mojego pierwszego
męża skusiła skutecznie na odległość nauczycielka angielskiego. On był studentem a ona panią profesor cenzurującą tłumaczenia uczniów. Zwróciła mu kolokwium, w którym zamiast oceny wystawiła penis napięty niczym strzała w łuku. Zaliczył kolokwium pomyślnie – niczym Robin Hood.
„Robin spojrzał na nich z rozdziawioną gębą.
- No…..wykrztusił – zdaje mi się, że jestem śmiałek, przynajmniej staram się być. Ale doprawdy nie wiem co ma znaczyć ten cały żargon, bracie. Byłoby znacznie przyjemniej, moim zdaniem, gdyby nam niemowa, który ma piękny głos, zaśpiewał piosenkę.
Na te słowa zapadła grobowa cisza, dopiero po chwili odezwał się znów ślepy:
- E, kpisz sobie, że nie znasz naszej mowy. Odpowiedz mi na to: „Czyś ty kiedy kołtonowi dźwignął dychy z przyciosa, jak kmioł?
- Do licha! – rozgniewał się Robin. – Jeśli żarty ze mnie stroicie tym całym szwargotem, to ja się z wami policzę, mówię wam. Mam wielką ochotę stuknąć was po łbie i nie zastanawiałbym się, gdyby nie to, ze poczęstowaliście mnie wybornym trunkiem. Pokaż, tu bracie, dzban, bo małmazja stygnie.
Wesołe przygody Robin Hooda – Howard Pyle
Najwyraźniej, bez znajomości języków obcych ominęłoby nas w życiu wiele przyjemności.
Przydatne są również niebywale różnego rodzaju łamigłówki, anagramy, rebusy i palindromy. Rozwiązywanie krzyżówek ćwiczy umysł i zalecane jest osobom starszym. Najtrudniejsze do rozwiązania są „jolki”. Mój tata lubował się rozrywkach umysłowych. Odziedziczyłam to swego czasu po nim, więc wyrywaliśmy sobie nawzajem Szaradzistę albo Rozrywkę. Czego on nie dokończył kończyłam ja i na odwrót. Raz udało mi się wygrać za rozwiązaną krzyżówkę, jeszcze w szkole podstawowej, zegarek „Pobieda”. Byłam jedyną osoba w klasie, która miała zegarek. Siedzący ze mną „za karę” przyjaciel bez przerwy mnie pytał, która godzina malując w zeszycie numer zegarynki – 06. Posadzili go ze mną, żebym go utemperowała. Rozrabiał nieprawdopodobnie. W tamtych czasach siedzenie z dziewczyną w ławce było wielkim zniesławieniem. Dla chłopaka oczywiście. Ciekawa jestem, czy czytał wspak – 09 zgłoś się!
„Kot popatrzył mu w oczy swoimi błękitnymi ślepiami, mruknął głośno i dotknął łapką jego kolana.
- Samotność ci dokucza? Zazwyczaj przez cały dzień masz towarzystwo. Czyżbyś się czuł zaniedbany?
- Podniósł ciepłe futrzaste stworzenie i usadowił je sobie na ramieniu. Koko mruczał mu prosto do ucha, najwyraźniej niezwykle zadowolony.
- No cóż, chyba spędzę wieczór w domu – powiadomił kota Qwilleran. – Zresztą pogoda jest kiepska, ciągle pada śnieg. A kalosze zostawiłem w redakcji.
Szukając czegoś do jedzenia, poczęstował się plasterkiem pate de la Maison przeznaczonego dla Koko. Pasztet był przepyszny, dosłownie rozpływał się w ustach. Koko zorientował się, że to przyjęcie na jego cześć, i zaczął biegać po całym mieszkaniu. Wydawało się, że frunie tuż nad dywanem, że jego łapki poruszają się ale nie dotykają podłogi…..”
Kot, który czytał wspak – Lilian Jackson Braun
Skąd mi się wziął ten kot? Jakiś bezpłatny podrzutek do Gazety Wyborczej wylądował na mojej półce!
„Robin spojrzał na nich z rozdziawioną gębą……….”
Przybłąkał się..
Przybłąkał się do mnie kotek mały
Szarobury, gdzieniegdzie w łatki
Z karku mu wdzięcznie wystawały
Skrzydełka dwa. Ja lubię zagadki
Kici, kici, chodź do mnie koteczku
Podrapię kotka słodko za uszkiem
W misce czeka na ciebie mleczko
W moim łóżku miękka poduszka
Kot dęba stanął i pokazał pazurki
Skrzydła rozwinął skory do lotu
Wzgardził słoninką i rybią skórką
Chcecie wiedzieć, co było potem?
Głodny siedział wciąż na kanapie
Skrzydła opadły smutno do dołu
Albo po prośbie, albo po groźbie
Jak kocurka wygonić w domu?
Zmykaj stąd kocie przebrzydły
Marcowe noce tylko ci w głowie
Wezmę na ciebie miotłę i widły
Do księżyca samotnie wyj sobie
Nie dam więcej tego co dałam
Mleko skiśnie, zepsuje się ryba
Aż tak wiele od kota chciałam?
Nieważne było skąd przybywasz
Kotek prychnął, rozwinął pióra
W górę wzleciał i jak myślicie
Wesołą miał minę czy ponurą
Jak się zagadka nazywa w życie?
PS. Kasia z hotelu Dana pokazała mi kiedyś ruchem ręki psa przerzuconego przez ramię. Pojęcia nie miałam o co jej chodziło ale dla świętego spokoju kiwnęłam głową, że wiem. Trudna ta jolka.
Emigrowałem z ramion Twych nad ranem,
Dzień mnie wyganiał, nocą znów wracałem,
Dane nam było, słońca zaćmienie,
Następne będzie, może za sto lat……Jolka, Jolka – Budka suflera
Kobieta z książką, Zsigmond Vajda, ok. 1900, olej na kartonie; Bitwa o grosze - Alphonse Etienne Dinet 1861-1929; Gburia-Furia, ilustracja do Pierścienia i Róży, William Makepeace Thackeray; Model - Alfons Mucha ok. 1986 via Wikimedia Commons
Damian Stochel
Ten numer z muszką na czubeczku to świetny pomysł.
Ciekawe czy działa ???????
Bardzo tęsknie za Pani humorem coraz bardziej brakuje mi tych chwil kiedy mogłem chociaż na chwilke uciec do dyrektorskiego pokoiku i chociaż na chwilke odetchnąć od tego co się dzieje, Pani dobrze wie o czym mówię
Pozdrawiam
dodano dnia 13.05.2010, 21:20
Jarzebina
Damianie czy też… Michale….
Ciągle mam u Ciebie zaległą herbatę migdałową!
dodano dnia 14.05.2010, 11:46


Facebook
Zwierzolubni