Na jednym z portali społecznościowych, na którym umiarkowanie uczestniczę ukazał się
artykuł Stephena Hawkinga – „Jak zbudować wehikuł czasu”. Artykuł jest przedrukiem z oryginału, ukazał się jako post na forum portalu za zgodą profesora i jego rzeczniczki, pani Judith Croasdell. Nie czuję się upoważniona do kolejnego przedruku. Odnalazłam także jego treść w Gazecie wyborczej z 6 maja br.
Dla leniwych, którzy nie odpalą linka Wyborczej albo nie dotrwają do końca opowieści spróbuję poniżej co nieco streścić własnymi słowami.
Papież współczesnej fizyki Stephen Hawking przekonuje w nim, że podróże w czasie nie należą do dziedziny science fiction a wprost przeciwnie, są możliwe i technicznie wykonalne.Stephen Hawking, jak sam siebie określa, kosmolog i marzyciel, ma obsesję na punkcie czasu i w związku z tym zaprosił czytelników do podróży w czwartym wymiarze tunelem czasoprzestrzennym. Podobnie jak wszystkie powierzchnie, nawet te pozornie idealnie gładkie, przy powiększeniu okazują się chropowate, mają szczeliny, zarysowania i zakamarki. Podobną strukturę posiada czas – usłany szczelinami, zmarszczkami, dziurami. W skali mniejszej niż atomy, w kwantowym świecie, istnieje coś, co profesor określa mianem piany kwantowej, w której nieustannie pojawiają się i znikają skróty w przestrzeni i czasie łączące dwa różne miejsca i dwa różne czasy. Wystarczy tylko! taki tunel powiększyć odpowiednio a zmieści się w nim nie tylko człowiek ale i statek kosmiczny. Jeśli oba końce tunelu byłyby w tym samym miejscu, rozdzielone czasem, a nie przestrzenią, to…..Niestety, sprowadzając własną teorię do paradoksu, czyli do rozważań w stylu….a co by było, gdybym się cofnął w czasie i zabił samego siebie, czyli własnego dziadka…Hawking definitywnie wyklucza możliwość podróżowania w przeszłość, przyszłość natomiast pozostawia otworem.
W swojej teorii opiera się na sformułowaniu Einsteina, że materia wpływa na czas i spowalnia go. Im większy obiekt, tym bardziej spowalnia czas. Najmocniej w kosmosie spowalniają czas czarne dziury, niestety nie nadają się one na wehikuł czasu. Są za daleko i wsysają co się da. Jest jednak inny sposób. Należy podróżować z prędkością światła: 300 000 kilometrów na sekundę. W tym pociągu z wykupionym biletem tylko w jedną stronę czas płynie o wiele wolniej niż w otaczającym go świecie. Wsiada się na jednej stacji a następna jest już za sto lat. Najszybszym w dziejach pojazdem załogowym był Apollo 10. Osiągnął prędkość 40 000 km na godz. Ja osobiście znam jeszcze jeden taki „pojazd” a na imię mu Krzysztof.
Pędzę do Ciebie światłowodem
Pędzę do Ciebie światłowodem
Światłowód nie wie o tym
A moje serce pod grubym lodem
Stopiło się z tęsknoty
Serce ściśnięte światłowodem
Szron i kryształki lodu
Oddechu Twego dręczony głodem
Oglądam świat spod spodu
Lód pęka, topi się światłowód
Serce czerwone płonie …
Już jestem, przyciskam znowu
Do skroni Twoje dłonie …
Niestety, ten uroczy wierszyk nie jest nawet pieśnią przyszłości, chociaż jest autorstwa Krzysztofa. Krzysztof pędzi tak do mnie już od kilku lat. Gdyby nawet podróżował Apollo 10 to powinnam się go spodziewać gdzieś około 4010 roku. Czyż byśmy mieli paradoks na miarę profesora Hawkinga? Pewnie tylko profesor potrafi ten paradoks rozwiązać. W końcu chodzi o podróż w przyszłość a nie przeszłość.
Przykłady fantazjowania na temat podróży w czasie mnożą się jak „grzyby po deszczu” od 1985 roku, kiedy to Herbert George Welles wydał powieść Wehikuł czasu. Ja wymienię tylko film „Dzień świstaka”, gdyż to właśnie Krzyśkowi swego czasu wspomniałam o tym filmie w kontekście innego filmu naszej rodzimej produkcji - Dnia świra Marka Koterskiego. Może dlatego się zniechęcił i przejechanie tych kilkuset kilometrów, które nas dzieli, stanowi przeszkodę nie do pokonania. Faktem jest, że niektórych moich bliskich przyjaciół nie widziałam również już od lat kilku z różnych powodów a bliskie spotkania trzeciego stopnia ciągle nie dochodzą do skutku.
Bohater Dnia świstaka, Phil Connors grany przez Billa Murraya wpada w pętlę czasu. W nieskończoność przeżywa jeden dzień ze swojego życia kręcąc się w nim jak w kołowrocie.Nie pomaga nawet próba samobójcza, gdyż następnego dnia Phil budzi się ze snu wiecznego, by od nowa przeżywać ten sam scenariusz. Urozmaica sobie czas nauką gry na fortepianie, uczy się języka francuskiego ale przede wszystkim zaczyna spełniać dobre uczynki na skutek czego przechodzi metamorfozę od chamowatego palanta do publicznego bohatera. Film zaszufladkowany został jako komedia romantyczna, gdyż po powolnej ale skutecznej przemianie Philowi udaje się zdobyć serce Rity czyli Andie MacDowell.
Tytułowy świstak, przyjemne, nieduże zwierzątko, ponoć wcale w oryginale angielskim nie jest świstakiem tylko świszczem. Jeden i drugi są gryzoniami z rodziny wiewiórkowatych oraz stanowią bliską sobie rodzinę. Nie wiem, czy świszcz wydaje ten sam odgłos, którym „stojący słupka na czatach” świstak ostrzega o niebezpieczeństwie żerujące stado. Nieduża populacja świstaków zamieszkuje w Polsce wysokie Tatry i podlega ścisłej ochronie. Na Naszej Klasie Milka podjęła się propagowaniu ochrony przyrody tatrzańskiej, w tym również do rankingu dofinansowania wystawiła świstaka. Ja swój głos oddałam na tego właśnie, sympatycznego gryzonia.
Gwizd…
Tu Wierch Kasprowy i Wierchy Czerwone
By niebo zdobyć i szczyt wymarzony
Ku niebu wspiąć się wraz z taternikiem
W obłokach bujać nie trzeba lotnikiem
Czekan w dłonie, smycz na nadgarstek
A kiedy już zdrętwieją palce:
Gwizd przenikliwy ostrzega, uważaj!
Spokój potrzebny, potrzebna rozwaga
Ubezpieczeniem Twoim na przyszłość
Przyjaciel, co z Tobą na linie zawiśnie
Tu Cień Księżyca, w studni Śnieżnej Jaskini
Gaździna rządzi, góralska w niej gospodyni
Gościnnie ramionami grotołaza otoczy
Dla niej porzucił szlak bezpiecznych roztoczy
Karbidówka przyświeca w ciemnym kominie
Gdy uprząż splątana, zginiesz:
Gwizd przenikliwy ostrzega, uważaj!
Spokój potrzebny, potrzebna rozwaga
Ubezpieczeniem Twoim na przyszłość
Przyjaciel, co z Tobą na linie zawiśnie
Tu krokus przebija się dzielnie na wiosnę
Szarotka alpejska, fiołek modry wyrośnie
Kozica turniami przemyka się zgrabnie
Niedźwiedź do miodu łapczywie dopadnie
I ciebie porwać mogą misia pazury
Echo głos niesie po górach:
Gwizd przenikliwy ostrzega, uważaj!
Spokój potrzebny, potrzebna rozwaga
Ubezpieczenie na przyszłość przynosi
Gwizd świstaka, co się echem roznosi
„Tylko gwizdnij… Umiesz gwizdać, prawda?” – ta kwestia z filmu „Mieć i nie mieć”, opartego na powieści Ernesta Hemingway’a przeszła do historii, gdyż zapoczątkowała romans jednego z największych aktorów amerykańskiego kina Humphreya Bogarta z początkującą wtedy gwiazdką Lauren Bacall. Do kanonu filmu przeszedł jednak inny film z udziałem Bogarta - „Casablanca”, w którym to filmie aktor stworzył niezapomnianą parę z Ingrid Bergman, wcześniej odtwórczynią roli Marii – Króliczka w „Komu bije dzwon”. W realu Bogart ożenił się nie z Bergman tylko z Bacall.
Z filmu „Casablanka” pochodzi jeden z najsłynniejszych filmowych szlagierów „As Time Goes By”.
It’s still the same old story, a fight for love an’ glory,
A case of do or die, the world will always welcome lovers,
As time goes by . . .
W ten oto sposób wychodzi na to, że o czym by się nie dywagowało zawsze na początku albo na końcu dywagacji znajduje się czas. Nie sposób się nie zarazić obsesją Stephena Hawkinga. Oby tylko nie wpaść w pętlę czasu, inaczej mówiąc w kołowrotek dnia codziennego.
Czas wtedy przecieka przez palce a wraz z nim życie.

Facebook
Zwierzolubni