Śniadanie na trawie

Słońca dziś obłok nie ma skryć odwagi
Niebo nie uroni z deszczu ani kropelki
Wiatr od niechcenia z liściem się pobawi
A pająki zaczęły delikatną snuć mgiełkę

Zielony trawy obrus w pałacowej jadalni
Na cienistej polanie stół obficie nakryty
Szynka, pasztet, chleb z domowej piekarni
Pieczone mięsiwa, ser i miód smakowity

Po środku stołu bukiet leśnych konwalii
Białymi płatkami serca dzwonów okryte
Obok słodkie ciasto z nadzieniem bakalii
I pierniczków rząd czekoladą pokrytych

Owoce prosto z malinowego chruśniaka
Truskawka z ogrodu a z lasu poziomka
W marynacie kapelusz rosłego maślaka
Na nim przysiadła czerwona biedronka

Wstawaj! Na śniadanie budzę kochanka
Chodź, na zewnątrz trawa taka soczysta
Poranną rosę dziś nalewam ze dzbanka
Kawy aromat, z mleka pianka puszysta

Breakfast-Time, Hanna Pauli (1864-1940)

Ten wpis został opublikowany w kategorii MOJE WIERSZE, Miłość patykiem pisana i oznaczony tagami , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój komentarz zostanie automatycznie opublikowany. Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Spam protection by WP Captcha-Free