Słońca dziś obłok nie ma skryć odwagi
Niebo nie uroni z deszczu ani kropelki
Wiatr od niechcenia z liściem się pobawi
A pająki zaczęły delikatną snuć mgiełkę
Zielony trawy obrus w pałacowej jadalni
Na cienistej polanie stół obficie nakryty
Szynka, pasztet, chleb z domowej piekarni
Pieczone mięsiwa, ser i miód smakowity
Po środku stołu bukiet leśnych konwalii
Białymi płatkami serca dzwonów okryte
Obok słodkie ciasto z nadzieniem bakalii
I pierniczków rząd czekoladą pokrytych
Owoce prosto z malinowego chruśniaka
Truskawka z ogrodu a z lasu poziomka
W marynacie kapelusz rosłego maślaka
Na nim przysiadła czerwona biedronka
Wstawaj! Na śniadanie budzę kochanka
Chodź, na zewnątrz trawa taka soczysta
Poranną rosę dziś nalewam ze dzbanka
Kawy aromat, z mleka pianka puszysta
Facebook
Zwierzolubni