Wszystko przemija…

„Warszawa jakiej nie ma” – Wiesław Wiernicki. Tym razem tę niepozorną  książeczkę otrzymałam osobiście od autora z pamiątkową dedykacją – z wyrazami sympatii i serdeczności – Warszawa, Maj 1999.
Ta Warszawa, o której mowa, to Warszawa międzywojenna, porównywana ongiś do Paryża i Wiednia. „ Warszawiacy kochali swoje miasto, dla wszystkich, którzy do niego przybywali, nawet z bardzo dalekich zakątków Polski, byli sympatyczni i życzliwi…Grzeczność i uprzejmość była nieodłączną cechą mieszkańców Warszawy. Najbardziej chyba elegancka w obejściu była warszawska młodzież. Swobodna rozmowa młodych ludzi w autobusach czy tramwajach nigdy nie była przeplatana wulgarnymi słowami, a ustąpienie miejsca ludziom starszym traktowano jako honorowy i szlachetny postępek.” Zdecydowanie nie ma śladu po takiej Warszawie. Dzisiaj naszej głównej metropolii daleko urbanistycznie do Wiednia czy Paryża ale z uprzejmości i gościnności mogłaby być dalej znana. A tak nic specjalnego Warszawy nie wyróżnia,  zagraniczne wycieczki zatrzymują się tutaj  tylko na krótkie zwiedzanie a w weekendy ucieka z miasta kto żyw a kogo na to stać ucieka na weekend do innego miasta – do Wiednia, Paryża, Budapesztu czy Pragi Czeskiej.

Czy my kiedyś..

Czy my kiedyś się spotkamy
Czy warszawskich ulic gwar
Miasta skwery, place, bramy
Sprzyjać będą kiedyś nam?

Czy my kiedyś coś małego
Dostaniemy od Warszawy
Prezent miły, coś dobrego
Trakt pisany nam ciekawy?

Na arteriach zakurzonych
Spalinami pierś oddycha
Za wysokie dla nas domy
Głośna, szybka gra muzyka

W oczy razi blichtr hoteli
Nozdrza rani znany zapach
Który z potu nie wymienił
Grosza w złoty – hen – po latach

Przędą banki nić kolejek
Z konta w kąt tłum się przepycha
W łokciach kładzie swe nadzieje
Limuzyna wciąż gdzieś znika

Giełdy gmach bessą straszy
W knajpach byle jakie żarcie
Fast food z marzeń naszych
Dostaniemy już na starcie

Czy my kiedyś pobłądzimy
W płucach parku już gotowych
Oddech oddać nam prawdziwy
W miejsce stacji benzynowej

Czy zbłądzimy przy Chopinie?
Czy my kiedyś coś małego..?
Nim Warszawa nasza minie
Spotka nas w niej coś dobrego?

Za jakieś pięćdziesiąt lat ktoś inny napisze sentymentalnie o dzisiejszej Warszawie, że już takiej nie ma a było fajnie i szkoda. O Warszawie pisał Wiech czyli Stefan Wiechecki,  którego Tuwim nazywał  „Homerem warszawskiej ulicy i warszawskiego języka”, Olgierd Budrewicz i Jerzy Kasprzycki i pewnie wielu jeszcze innych varsavianistów, których nie miałam okazji poznać. Wszechstronnym znawcą miasta był Bolesław Prus, który w stolicy umieszczał  akcje swoich utworów. Znakomitym portretem miasta jest „Lalka”, w której Prus pogodził „warszawską rzeczywistość” Wokulskiego z przeszłością miasta opisaną w pamiętnikach Rzeckiego. Zahaczył o dwie epoki, opisał wszystkie warstwy społeczne no i…..powołał do życia Izabelę Łęcką. Warszawską femme fatale, piękną i próżną, niezdolną do miłości, zakochaną w posągu boskiego Apolla. Tylko, że posąg Apolla nie ożył pomimo zabiegów panny Łęckiej a  bohaterka nieodwzajemnionej, wyidealizowanej miłości skończyła prawdopodobnie żywot w klasztorze.
Więcej szczęścia w miłości miał Pigmalion, Król Cypru, zakochany w wyrzeźbionym przez siebie posągu kobiety z kości słoniowej….Galatea ożyła za sprawą Afrodyty i została szczęśliwą żoną i matką.
Słoneczny Cypr – słońce jest symbolem życia – to nie zaciągnięta smogiem Warszawa a kamiennego Apolla, biseksulanego boga, nie interesowali zwykli śmiertelnicy.  Różnie bywa, kiedy się wpada w uwielbienie do bezdusznego kamienia. Na dżentelmeńskie, chociażby tylko,  zachowanie nie ma co z pewnością liczyć.

„To ja, o siwych włosach mam pana uczyć, jak postępować z kobietami? Panie, można zastać kobietę płaczącą, ale zostawić! Nigdy!”

powiedział Wieniawa Długoszewski, jedna z najbarwniejszych postaci RP i Warszawy, znana z zamiłowania do kobiet, koni i hucznej zabawy. Osobisty adiutant Piłsudskiego miał jeszcze wiele innych przymiotów. Z wykształcenia  był lekarzem, z zamiłowania poetą i dziennikarzem, z zawodu żołnierzem i dyplomatą mówiącym biegle w sześciu językach. Oprócz Belwederu i generalskich szlifów łączono jego osobę z pięknymi kobietami i eleganckimi restauracjami. Miał wielką fantazję,  wjeżdżał na koniu na piętra hotelu Bristol i obstawiał z tego tytułu zakłady, był duszą każdego towarzystwa, wysoko cenił  sobie dobre trunki, pił dużo ale nigdy nikt nie widział go wstawionego – wspomina Wiernicki w swojej książce postać malowniczego ułana.  „Był to człowiek z krwi i kości, pełen temperamentu, patriota i romantyk, człowiek o wielkiej kulturze i inteligencji, o ogromnym poczuciu humoru, zakochany w Komendancie i Polsce. A to, że miał pewnie słabości, których nie krył, świadczy o jego prawdziwie ludzkiej naturze.”  Antoni Słonimski zaś pisze tak: dzwoniąc szablą od progu, idzie piękny Bolek, ulubieniec Cezara i bożyszcze Polek.
Ja zaś wyłowiłam  fragment wiersza Wieniawy o mojej ulubionej jesieni:

Ustrojona w purpury, kapiąca od złota,
nie uwiedzie mnie jesień czarem zwiędłych kras,
jak pod szminką i pudrem starsza już kokota,
na którą młodym chłopcem nabrałem się raz.

Niestety, tym, których ten wiersz rozśmieszył albo zmylił wyjaśniam, że  ma on wymowę tragiczną – mówi o śmierci….A przeto jestem gotów, kiedy chłodną nocą Zapuka do mych okien zwiędły klonu liść, Nie zapytam o nic, dlaczego i po co, Lecz zrozumiem, że mówi „pora bracie iść”. …
I umarła przedwojenna Warszawa. Latem 1939 roku na Rynku Starego Miasta śpiewał jeszcze Kiepura z orkiestrą Filharmonii Warszawskiej. O wojnie się mówiło ale nikt w nią nie wierzył. A Warszawa minęła…..

Ścisk i zgiełk…

Pytasz gdzie jestem – jestem w Warszawie, ścisk tutaj wielki i zgiełk – jest nie do zniesienia. Ulice tego miasta nie mogą przyjąć już więcej automobilów, a policmajstrów mało. Wczoraj wróciłem z Sopot nawet nie tak bardzo utrudzony; Helenka zrobiła pyszne ciasto i całkiem byłbym był kontent, alem nie znalazł listu od Ciebie. Zlitujże się, nie proszę o wiele, i napisz słów choć kilka, tyle co się w dziecinnej garstce pomieści jarzębiny …Krzysztof

Ścisk i zgiełk nie do zniesienia
Spalinami miasto dyszy
Chciałoby się aż z wrażenia
Uciec do spokojnej ciszy
Policmajster tuż za rogiem
Piwo sączy wprost z butelki
Niech go diabli, myślę sobie
Mam bez niego kłopot wielki
Automobil przemknął obok
Błotem zbryzgał mi garnitur
Zatęskniłem dziś za Tobą
A Warszawka jest do kitu!

Całe szczęście, że bezpiecznie
Zbytnio się już nie frasując
Do dom trafił żem nareszcie
U Helenki się meldując
Odpocząłem przy jej cieście
Wieści z Sopot jej doniosłem
A od Ciebie żadnych wieści!
Ledwo co fakt tenże zniosłem
Miejże litość nad biedakiem
Nie skąp słówek, ma jedyna
Chcę nacieszyć się słów smakiem
Co ma dla mnie Jarzębina….

Jakby w Sopocie nie bywało ścisku. Takich  tłumów, które od lat przewalają się przez Monte Cassino to nawet na Marszałkowskiej nigdy nie widziałam. Moja Warszawa, gdyż z urodzenia jestem warszawianką i od urodzenia mieszkam w stolicy zmieniała się na moich oczach, na korzyść lub niekorzyść. Nie wymażę tego miasta z pamięci nawet gdybym chciała. Zostanie ze mną na zawsze Żoliborz, na którym się wychowałam i okolice Starego  Miasta, gdzie pracowałam przez kilkadziesiąt lat i Wisła, po której pływałam statkiem do Młocin. Czasami ogarnia mnie przemożna chęć wyprowadzenia się stąd na dobre. Zniechęcenie ogarnia mnie szczególnie, gdy godzinami stoję w korkach albo udaję się do zatłoczonego hipermarketu. Ścisk tutaj i zgiełk…Nie wiem, dzisiaj jeszcze nie wiem ale bardzo prawdopodobne, że zniechęcenie weźmie górę i minie moja Warszawa…..wszystko na to wskazuje. Znana i uwielbiana przez tłumy warszawianka, Hanka Ordonówna, oprócz „Miłość Ci wszystko wybaczy”  w smutnym walcu „Jak dym z papierosa” wyśpiewała też koniec miłości…..wszystko przemija, więc co? Przeminie także i to…

Wczoraj w warszawskim hospicjum św. Krzysztofa zmarła Kasia Sobczyk. Kiedyś dała mi  wiele radości i wzruszeń. Należała do mojej młodości…..razem z nią odszedł  z mojej książeczki kart Mały Książę.  Nic nie trwa wiecznie ale dzięki Bogu, zdarzają się także „rzeczy” ponadczasowe. Jak posąg Apolla, który można podziwiać w Muzeum Watykańskim. Może to i dobrze, że go nikt nie ożywił.

Pigmalion i Galatea, Jean-Leon Gerome, 1824 – 1904,olej na płótnie, 35 x 27 in. The Bridgemen Art Library, Londyn
Zdjęcie: gen. Bolesław Wieniawa-Długoszowski, 1932; fast-food, Jurek Bartuszek, 2010; Trasa Wz i Rynek Starego Miasta – 2011 – Archiwum Jarzębiny

Ten wpis został opublikowany w kategorii Biegnąca z wilkami, MOJE OPOWIADANIA i oznaczony tagami , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój komentarz zostanie automatycznie opublikowany. Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Spam protection by WP Captcha-Free