Kamienie milczenia

Zanim rzucisz kamieniem milczenia
Zanim śmiertelnie ugodzisz w skroń
Otoczakiem potoczysz czas niewidzenia
Odtrącisz wyciągniętą po pomoc dłoń

Wstrzymaj na chwilę bolesny cios
Niech ręka zawiśnie w połowie drogi
Wsłuchaj się w krzyk ofiary, jej głos
Nim polny kamień jej rzucisz pod nogi.

Zamień głaz w szlachetne kryształy
Niech się mienią,  błyszczą i skrzą
Wybrukuj nimi trakt doskonały
Nim  ręce rubinową splamisz krwią.

Kamienie kojarzą się różnie. Są wszechobecne w naszym życiu, bywają pospolite, nawet ich nie zauważamy, bywają rzadkie i szlachetne stanowiąc przedmiot pożądania i potrafią też przysporzyć nam bólu, kiedy sobie ich nazbieramy w nerkach albo woreczku żółciowym. Pożyteczne dla człowieka od epoki zwanej  kamienną stanowiły i do dziś stanowią cenny budulec, w Afryce widziałam olbrzymie kamienne żarna, w Stonehenge z kolei stanowiły przedmiot kultu a na cmentarzu kamienne nagrobki przypominają o zagrzebanej w ziemi przeszłości. Poszukiwaczy kamienia filozoficznego było zapewne równie wielu jak poszukiwaczy zaginionej arki. Kamienie to też energia, piękno i zdrowie. Pojawiły się na ziemi jako pierwsze, kiedy to nasza planeta ochłodziła się po Wielkim wybuchu a z żaru powstały minerały, z których z kolei uformowały się skały. Stanowiły, niestety również przedmiot, za pomocą którego wykonywano karę śmierci poprzez ukamieniowanie.

Zanim rzucisz kamieniem milczenia……rozmowa służy głównie wymianie informacji. Uważa się ją za najprostszy sposób zażegnywania konfliktów, równie szybko usuwa nieporozumienia jak je rodzi. Sens rozmowy można sprowadzić do jednego mianownika – wzajemne pobudzenie procesów myślowych  a tym samym poszerzenie horyzontów. Często jednak to pobudzanie procesów myślowych sprowadza się do mniej lub bardziej udanych prób przekonania partnera do naszych poglądów. Zwycięża osoba werbalnie silniejsza, co wcale nie oznacza, że pogląd osoby werbalnie słabszej nie był słuszny. Dla mnie „dobra” rozmowa to rozmowa nacechowana spontanicznością, w której mechanizmy kontrolne odsuwane są na dalszy plan a zawiłe wzory analityczne nie komplikują spraw.

Daleki w milczeniu…

Daleki jesteś, jakże bardzo daleki
Wszystko nas dzieli, co dzielić może?
Nie gór to szczyty, nie nurty rzeki
Co nas rozdziela, powiedz mi, powiedz…

Ręka twa chłodna i lód w spojrzeniu
Czułego dotyku brak już od dawna
Milczeniem karzesz nie do zniesienia
Powiedz.. pewnie bolesna to prawda…

Przyjmę łagodnie słów Twoich ostrze
Słowa staną się dla nas zbawieniem
Prawda najgorsza niech do nas dotrze
Powiedz….nie karz dłużej milczeniem…

Prawda, cóż to jest prawda? Tyle prawd ilu ludzi. Bez względu na jej definicję stanowi niesłychanie doniosły element. Często ową prawdę wykrzykuje się dopiero w gniewie, kiedy rozszarpujemy rany od dawna noszone w sercu. Nie miały szans się zagoić ponieważ prawda o nich nigdy nie została wyrażona. Miłość i zrozumienie dla drugiej osoby łagodzi wybuchy emocji ale w takich chwilach należy zachować bliskość i otwarcie na drugiego człowieka. Z reguły jednak po prostu wychodzimy trzaskając drzwiami. W mojej opinii należy mówić to co się myśli a nie robić z siebie rezerwuar skrywanych uczuć. Zastarzałe rany nie będą się wtedy objawiać wybuchami wściekłości i pretensji. Rozum podobno potrafi kontrolować wypowiedziane słowa, chociaż czasami mam co do tego poważne wątpliwości. Gorzej z mową ciała, która potrafi się znakomicie wymknąć spod kontroli. Co prawda zbadano ją naukowo bardzo wnikliwie, stanowi stały element kursów menedżerskich i aktorskich ale do końca nie jest się w stanie zapanować nad tym co mówią, na przykład, nasze oczy. Chociaż, przy długotrwałym treningu na to również znaleźć można sposób. Tylko po co? Zachowanie równowagi między ciałem i duchem stanowi wszakże niedościgniony wzorzec dla wielu filozofii. Cały czas życie szlifuje nas jak diament ale czy uda się poprzez ten bolesny czasami szlif otrzymać pożądany blask? Sami jesteśmy jak kamienie, które nas otaczają. Nie każdy musi być na miarę diamentu. A niektórym przytrafia się diament zielony.

„…..tragiczna historia wiąże się z tzw. „Zielonym Diamentem”, którego wszyscy właściciele ginęli gwałtowną śmiercią. Pierwszą właścicielką była Maria Antonina – I to by było (w jej przypadku) na tyle – jak mawiał Prof. mniemanologii stosowanej Jan Tadeusz Stanisławski. Francuzki szafot działał bezbłędnie. Klejnot drogą licytacji stał się własnością Williama Fals’a. Niedługo potem zmarł on w skrajnej nędzy. Następny posiadacz Franciszek Beaulieu umarł z głodu. W 1901 roku kolejnym właścicielem diamentu został rosyjski arystokrata Książe Karritowski. Niebawem stał się dożywotnim pacjentem Szpitala dla Umysłowo Chorych. Następną nieszczęśliwą posiadaczką była jedna z najpiękniejszych artystek „Folies Bergere”, Lotena Ladne. Pewnego wieczoru znaleziono ją martwą. W dłoni zaciskała swój skarb, „Zielony Diament”. Wielu jeszcze właścicieli feralnego diamentu zostało dotkniętych ciążącym na nim FATUM. Klęski życiowe, bankructwa, choroby i śmierć dopadły wielu z nich. Dziś ślad po Zielonym Diamencie zaginął. Nie wiadomo kto jest jego „SZCZĘŚLIWYM” posiadaczem  -  Paranormalium – kamienie, które przynoszą nieszczęście.”

Kamienie szczęścia nie dają nikomu
Przesądnym nie życzę trzymać ich w domu
Z nad rzeki otoczak czy przydrożny kamień
Wyrzuć natychmiast lub na kwiaty zamień

Zakwitnie i zapach rozniesie się wkoło
Barwnie miał będziesz, miał będziesz wesoło
Szczęścia kamienie dziś zasadź w ogrodzie
Szczęścia kamienie są dzisiaj  w modzie

Sukulenty Lithops, zwane żywymi kamieniami szczęścia,  pochodzą z Południowej Afryki i Namibii , gdzie w naturalnym środowisku żyją na granicy przetrwania w warunkach ekstremalnych upałów i suszy. Do złudzenia przypominają kamyki i kawałki skał. Mimikra (zrośnięcie parami w walcowaty twór, przypominający kamień) pozwala im na maskowanie się przed głodnymi zwierzętami a mięsiste liście służą jako magazyn wody. Większa cześć rośliny ukryta jest pod powierzchnią ziemi, nie mają łodyg, są nagie, Wystające ponad powierzchnię liście otwierają się niczym jaskinia Ali Baby jesienią ukazując wspaniały skarb: piękne, błyszczące, jedwabiste kwiaty. Aż się prosi, żeby powiedzieć: naga prawda, która wychodzi na wierzch. Mnie osobiście urzekły zarówno swoją formą jak i umiejętnością przystosowania oraz różnorodnością (ponad 40 gatunków). Dodatkowo wyglądają na praktyczne w hodowli. Można zapomnieć o podlewaniu.

Pisząc opowiadanie korzystałam z książki: Michał Mastny, Tajemnice kamieni.
Piękno kamieni - W. Panasenko; Naszyjnik artdeco, szmaragdy, brylanty, perły 1910 rok oraz Naszyjnik Tadż Mahal, 9 szmaragdów, 2 rubiny 1526 – Aruchiwum Jarzębiny;  kwitnący Lithops dorotheae; Lithops karasmontana, Real Jardín Botánico de Madrid. By Luis Fernández García L. Fdez (Own work) [CC-BY-SA-2.1-es (www.creativecommons.org/licenses/by-sa/2.1/es/deed.en)], via Wikimedia Commons under the Creative Commons Attribution-Share Alike 2.1 Spain license.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Biegnąca z wilkami, MOJE OPOWIADANIA i oznaczony tagami , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój komentarz zostanie automatycznie opublikowany. Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Spam protection by WP Captcha-Free