Szaniec

„Burza nad Czarną” czyli z dziejów 25 pułku piechoty AK Ziemi Piotrowskiej” – Dariusz Gołębiowski, Krak.  Kiedyś tata kupił tę książkę, przeczytał i odłożył niezadowolony nie wiem z jakiego powodu.  „Burza’ była nazwą planu, w ramach którego emigracyjny rząd w Londynie miał zamiar przejąć władzę w kraju. W ramach tegoż planu sformowany został w lipcu 1944 roku 25 pp AK, działający na tyłach  hitlerowskiej dziewiątej armii. Wraz z 72 pp AK tworzył on partyzancki obóz warowny w lasach przysuskich (Przysucha wchodziła w skład powiatu Opoczno). „Burza” to również nazwa oddziału partyzanckiego, do którego należał mój ojciec. Oddział ten, po stłumieniu powstania warszawskiego i rozbiciu obozu w Puszczy Kampinowskiej walczył samotnie jako jedyny większy oddział partyzancki AK na terenach od Warszawy po lasy przysuskie. Swój szlak bojowy obficie zbroczył krwią –  pisze autor.
Początki ruchu oporu w Polsce, o czym pewnie niewiele osób z młodego pokolenia dzisiaj wie, miały miejsce na ziemi piotrkowsko-opoczyńskiej, wkrótce po przegranej kampanii wrześniowej 1939 roku. Pierwszy partyzant II wojny światowej, dowódca Wydzielonego Oddziału Wojska Polskiego, który nie złożył broni i mimo zakazu przełożonych prowadził walkę z Niemcami,  szalony major „Hubal” – Henryk Dobrzański walczył właśnie na tych ziemiach. Po tragicznej bitwie pod Anielinem, 30 kwietnia 1940 roku,  kiedy to jego oddział wpadł w zasadzkę na skutek zdrady a  sam dowódca zginął, działalność partyzancka jako taka zamarła. Powróciła po nieudanym zamachu pułkownika von Stauffenberga na Hitlera w lipcu 1944 roku, kiedy to Komenda Główna AK  zrezygnowała z planów powszechnego powstania – z wyjątkiem Warszawy – i poleciła wykonanie planu „Burza” . W tym czasie przez Polskę przewalał się front niemiecko-radziecki. Po stronie niemieckiej walczyły dwie hitlerowskie grupy armii: Grupa Armii „Środek” i Grupa Armii „Północna Ukraina”. W zasięgu Armii „Środek” operował wyżej wymieniony 25 pułk AK.  Tyle tytułem wprowadzenia.

Miałam okazję zapoznać się z pozostałościami po Armii Środek pracując w Spale.  W pobliskiej Konewce i Jeleniu znajdują się kompleksy bunkrów i schronów mających dawać owego czasu schronienie pociągom dowodzenia Trzeciej Rzeszy stanowiąc jednocześnie centrum tegoż dowodzenia.  W Konewce można obejrzeć najdłuższy ze schronów, przeznaczony do ukrywania pociągów liczących od dziesięciu do czternastu wagonów.  Jest to 380 metrów żelbetonu podzielonego na 17 części połączonych dylatacją. Ostrołukowaty kształt miał za zadanie rykoszetowanie spadających na niego bomb, pocisków i rakiet.
Militaria są mi obce ale temat rykoszetowania, jako taki, zainteresował mnie. Na wyspie Wolin znajduje się Bateria Goeben – bateria ciężkiej artylerii nadbrzeżnej przeznaczona do zwalczania okrętów liniowych. Ma kształt dzwonu i przypomina latarnię morską. Jej kształt również zwiększał zdolność rykoszetowania.

Latarnia morska…

Latarnia morska. Jasny sygnał
We mgle
Byś nie spoczął a z losem wygrał
Na dnie
Światełko w tunelu. Nadzieja
Na życie
Byś w samotności nie umierał
O świcie
Podążaj za światłem dalekim
Co sił
Nie daj się myślom kalekim
Byś żył!

Wierszyk ten ongiś dedykowałam Piotrowi. Przypomniałam o nim sobie podczas pisania o bunkrach. Piotr rykoszetuje w życiu nieustannie.  Co chwila jakiś pocisk zmierza w kierunku jego posiwiałej już głowy.
Wracając do bunkrów, muszę przyznać, że zrobiły na mnie wrażenie pomimo znajdujących się w nich, rozłożonych na obecnych do dnia dzisiejszego torach, straganów z pamiątkami, T-shirtami i papierosami. Całość położona jest w przyjemnym lesie, który można zaliczyć na równie  przyjemny, niedzielny spacer. Podczas mojego pobytu w Spale spacerowałam w bunkrach dwa razy w tym raz z młodzieżą. Na młodzieży bunkry wrażenia nie wywarły.
Trochę dalej od Spały, za Inowłodzem, tuż przed Poświętnem  rośnie las a w nim  na cichej,  leśnej polanie, przez okolicznych mieszkańców postawiony został pamiątkowy głaz z tablicą wokół którego zbudowano szaniec  w kształcie krzyża Virtuti Militari. Tutaj zginął Hubal. Krzyż Złoty Orderu Wojennego Virtuti Militari  nadany został mu pośmiertnie.  Bardzo wzruszające miejsce, dla mnie szczególnie sentymentalne ze względu na ojca.

Zbliża się 1 sierpnia. Kolejna rocznica wybuchu Powstania Warszawskiego. W samo południe w mieście zawyją syreny……14 sierpnia generał „Bór”  w imieniu Komendy głównej AK wezwał wszystkie oddziały partyzanckie na terenie Polski do przyjścia z pomocą walczącej stolicy.  Rozkaz okazał się niewykonalny….
Dzisiejsi historycy twierdzą, że Warszawie można było wtedy pomóc, tylko, że inaczej. Poprzez odciążające działania na przedpolu, zakłócanie nieprzyjacielowi komunikacji  a w tym łączności i  transportu. Czy skutecznie? Historia już nie pokaże.

Wśród zabitych przeważała młodzież….Himmler na polecenie Hitlera wydał rozkaz zniszczenia miasta  i wyniszczenia całkowicie jego ludności. „Rozkaz ten, według zeznań Ericha von dem Bacha w Norymberdze w 1946, brzmiał następująco: ujętych powstańców należy zabijać bez względu na to, czy walczą zgodnie z Konwencją Haską, czy też ją naruszają, niewalcząca część ludności, kobiety i dzieci, ma być również zabijana,  całe miasto ma być zrównane z ziemią, to jest domy, ulice, urządzenia w tym mieście i wszystko, co się w nim znajduje   – Wikipedia.

I stało się. Ten rozkaz był wykonalny. Wśród zabitych przeważała młodzież……Syreny w południe zawyją, żeby o tym przypomnieć i zatrzymać się na chwilę w biegu. Ile dzisiejszej młodzieży przystanie na chwilę z refleksją?
Bunkry wrażenia nie wywarły, podejrzewam, że z syrenami będzie podobnie. Przejmujący dźwięk odbije się rykoszetem od dzwonu……

Jan Roman Bytnar, pseudonim „Rudy” – harcmistrz, podporucznik AK, dowódca plutonu Grup Szturmowych, zmarł na skutek katowania przez Gestapo w wieku 22 lat.
„Bicie trwało bez ustanku z parogodzinnymi przerwami. Bito go w trzech postawach: na stojąco – pięścią po twarzy i głowie, leżącego na stołku – kijem i pejczem, oraz na podłodze, gdy mdlał – butami po brzuchu i między nogi. Miażdżono mu również podkowami butów dłonie na kamiennej posadzce, gdy leżał wyczerpany bez sił. Bicie kijem ustało dopiero wtedy, gdy kij złamali mu na głowie. Badanie trwało, przeniosło się teraz na Szucha….zemdlonego budzono do życia kopaniem w brzuch, deptaniem rąk i wierceniem butami miedzy nogi. Już pierwszego dnia męki Rudy nie mógł stać. Musiano go nosić na noszach, lub ciągnąć omdlałego za ręce, włócząc głową i nogami po korytarzach i schodach.”
- Aleksander Kamiński (Juliusz Górecki) – Kamienie na szaniec.

Zdjęcie:  1942 rok, mój ojciec – Tadeusz Stępień – drugi od lewej. Na zdjęciu ma 23 lata.; Jan Bytnar – Rudy

Ten wpis został opublikowany w kategorii MOJE OPOWIADANIA, Pamiątki z podróży i oznaczony tagami , , , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój komentarz zostanie automatycznie opublikowany. Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Spam protection by WP Captcha-Free