Czułym zakolem rzeki szerokiej objęte
Miasto diamentem lśni na drugim brzegu
Kopułą cerkwi złotych wprost do nieba wzięte
W twarzach ikon dawne Bizancjum zaklęte
Oczami świętych śle nam pokłon z Maghrebu
A pod nami rumaka srebrne kopyta
Nad nami gwiazdy jak słodkie daktyle
I nic nas nie goni, i nikt nas nie pyta
Z koniem zrośnięci, świat został w tyle
Złota brama wciąż broni kijowskiej Rusi
Białym murem odwieczne miasto opasane
Jasnymi światłami, dzwonów głosem kusi
Ogniem i mieczem chce poddaństwo wymusić
Więzi pragnie zerwać Ludmiły z Rusłanem
A pod nami rumaka czaprak i siodło
Nad nami z brzóz białych domu przyzba
Stopy w strzemionach naszym godłem
Munsztuk i kantar pozbawiony wędzidła
W rubachę odziana, w safran szczelnie zakuta
Fałdy sukni na twoich spoczywają kolanach
Jeźdźcem błękitnym, mgłą błękitną zasnuta
Kratą ręcznie wykutą jak podkową podkutą
Pajęczyną błękitną pragnę tak trwać do rana
A przed nami biel miasta, złote jego podwoje
A za nami las ciemny, złote słońca zachody
I Dniepr obok, i brzozy i przejażdżka we dwoje
Złe i dobre czekają na nas jeszcze przygody
Facebook
Zwierzolubni