Biegnąca z wilkami – Clarissy Pinkoli Estes jest książką, którą czytam wciąż od nowa i od
nowa i odnajduję w starych latynoskich legendach coraz to nowe znaczenia. Odnajduję też siebie, zrozumienie tego, co stało się moim udziałem, gdyż zrozumienie jest i było dla mnie zawsze najważniejsze. Zrozumienie tego, co się dzieje w otoczeniu, zrozumienie własnych i cudzych poczynań, jakie by one nie były.
Zrozumienie pozwala mi wybaczać i szukać wybaczenia u innych, zrozumienie pozwala mi akceptować otaczający mnie świat, co nie zmienia postaci rzeczy, że buntuję się i to gwałtownie przeciwko wszelkim jego brutalnym przejawom i złoszczę na głupotę i arogancję, co z kolei nie oznacza, że sama głupstw nie robię i nie zdarza mi się być arogancką. Zrozumienie nie przychodzi samo. Potrzebna jest wiedza i potrzebna jest współpraca drugiego człowieka, jego otwartość i szczerość. Zawsze staram się wczuć w jego sytuację i sposób myślenia. Kobietom ponoć empatia przychodzi łatwiej.
Mam znajomego, który twierdził bezkrytycznie, że akceptuje mnie bezwarunkowo po czym równie bezwarunkowo krytykował moje poczynania. Mam też znajomego, którego dewiza życiowa brzmi: im mniej tym lepiej. Nie rozumiem jego poczynań, raniły mnie bardzo i długo trwało, zanim sobie odpuściłam próby zrozumienia, dlaczego mnie ranił. Co za dużo, to niezdrowo ale czego za mało – doskwiera.
Jak otwartą księgę czytam świat
Jak otwartą księgę czytam świat
I żal w niej i szczęście i strach
Twarzy miliony i milion ról
Miłość i zdrada, radość i ból
Uniesieniem się serce wznosi
Do nieba wprost
W udręce serce Boga wciąż prosi
Do nieba most…
Na jednej stronie dramatu akt
Na innej groteska, wciąż sensu brak
Ludzki przewija się różny los
Tam pusty a tutaj już pełny trzos
Samotność krzyczy na cały głos
Mam dość, mam dość!
W tłumie rośnie na tłum złość
Mam dość, mam dość!
Strona za stroną, wers goni wers
Na kartach życia spisany sens
Tyle wartości wielkich i strat
Ile żywotów pomieścił świat
Wiara w mój Boże, ach daj mi daj
Boski, przyszły ład
I czyny dzisiaj bez wiary w raj
Codzienny życia trakt…
Piszą się stronnice każdego dnia
Autor nieznany ciągle gdzieś gna
Swojej kronice niezwykle wierny
Uczynić pragnie się nieśmiertelnym
Wszystko ma jednak ponoć kres
Upały i niepogoda
Książkę zamknąć trzeba też
A szkoda, jaka szkoda…
Wśród opowieści przytaczanych w Biegnącej z wilkami nie brakuje też tych brutalnych, jak baśń o Sinobrodym czy też historia o czerwonych bucikach. Autorka wyjaśnia, że drastyczne epizody pozwalają na dobitne wyrażenie tych naprawdę doniosłych prawd, tkwiących w legendach aby zawarte w nich ostrzeżenie dotarło do odbiorcy. Baśń o czerwonych trzewiczkach wstrząsnęła mną jak żadna z baśni opowiedzianych w książce. Powraca do mnie co jakiś czas a ja powracam do niej. Zanim rozwinę temat pokrótce opowiem treść historii dziewczynki i jej bucików.
Biedna, samotna sierotka, szukająca pożywienia w ciernistym lesie, żeby przeżyć, nazbierała gałganków i uszyła sobie z nich niezdarnie toporne, czerwone buciki. Któregoś dnia sierotkę zabrała do domu bogata starsza pani, stare buciki spaliła w piecu a w to miejsce pojawiły się nowe, równie czerwone, tylko, że uszyte z mięciutkiej skóry. Kolor obuwia dziewczynki gorszył otoczenie ale dziewczynka nie myślała o niczym innym, tylko o swoich pięknych bucikach. Były jej radością, gdyż ciągle tęskniła do tych, które uszyła sama a w domu bogatej pani nie była szczęśliwa, choć miała wszystko. Musiała być grzeczna i uległa i nie odzywać się bez pytania. Któregoś dnia rudobrody żołnierz, niczym pucybut, wyczyścił błyszczące już i tak mocno buciki aż zalśniły i zachwycił się balowymi trzewikami, życząc im powodzenia w tańcu. I buciki zaczęły tańczyć na nogach dziewczynki. Aż by się chciało zanucić za Osiecką i Rodowicz:
Niech żyje bal!
Bo to życie to bal jest nad bale!
Niech żyje bal!
Drugi raz nie zaproszą nas wcale!
Orkiestra gra!
Jeszcze tańczą i drzwi są otwarte!
Dzień warty dnia!
A to życie zachodu jest warte!
I buciki tańczyły. Tańczyły bez przerwy……tylko, że niezależnie od woli dziewczynki. Umęczona, zrozpaczona pobiegła do kata i z krzykiem poprosiła aby obciął jej nogi, gdyż jej życie jest nic nie warte. Została biedną kaleką, służącą innym ludziom a chęć na czerwone, błyszczące buciki przeszła jej do końca życia.
Wysnucie morału płynącego z tejże baśni pozostawię autorce, gdyż nikt lepiej od niej tego nie zrobi: „ jeśli kobieta utraci więź z naturą i źródłem prawdziwej radości i nie potrafi ich odzyskać, to na skutek podstępu, groźby lub przemocy może zagubić sens życia…jej dusza krzyczy z głodu….zgłodniała zadowoli się każdą namiastką, łącznie z tymi, które jak placebo, w niczym jej nie pomagają, a wręcz niszczą i prowadzą do zguby, marnotrawienia czasu lub talentu lub narażają na fizyczne niebezpieczeństwo. To głód duszy sprawia, że kobieta dokonuje w życiu wyborów, które wpędzają ją w obłąkańczy taniec, który kończy się pod drzwiami kata”.
Czerwone buciki
Złocona karoca z ciemnego lasu
Koni trójka ciągnęła z pióropuszem
I stangret się kiwał na koźle z atłasu
Zabrała mnie w drogę – zabrała mi duszę
Szmaciane buciki czerwone
Głód duszy wyjącej z udręki
Gdzie moje trzewiki – spalone!
Dziś muszę jeść z Twojej ręki….
W kościele tłum patrzył z niedowierzaniem
Taka bezczelność, brak szacunku i cnót!
Raził blask nowych stóp niesłychanie
Co zrobić potrafi błyszczący but!
Skórzane buciki czerwone
Wszyscy zastygli w soli słup
Może książę weźmie za żonę
Może cygan padnie do stóp…
Bal życia – obłędny walc bez wytchnienia
Koszmarny pląs, szalony taniec bez tchu
Spontaniczność stracona – bez znaczenia
Wirowanie bez końca, jak zjawa, jak duch
Zniknęła opoka, brak oparcia
Na linie w powietrzu pląsanie nóg
Czerwone trzewiki nie do zdarcia
Nogi w butach uwięzły po grób….
Na pytanie, które mi nieodmiennie od lat zdawano, odpowiadałam na różne sposoby, w zależności, kto to pytanie zdawał. Ponieważ temat był złożony a odpowiedzi dotyczyły z reguły tylko jednej z płaszczyzn zagadnienia, obawiam się, że nikt tak do końca naprawdę do dziś nie rozumie…motywów i ograniczeń mojego postępowania. Niezmiennie spotykam się z zaskoczeniem, że komuś takiemu jak ja !!!! mogło się przytrafić coś takiego, co się przytrafiło. I dlaczego….to i tamto. Wszystkim moim znajomym, których jeszcze ten temat nurtuje polecam książkę, o której mowa w niniejszym opowiadaniu, gdyż puenta bajki o czerwonych trzewikach wyjaśnia wszystko bez wchodzenia w szczegóły. Pytanie zaś z grubsza brzmi: w jaki sposób kobieta, utraciwszy instynkty i więź naturalną, może popaść w tak dramatyczny stan zagubienia. Pomijam tutaj aspekt w postaci choroby, który mi dodatkowo towarzyszył w i tak już skomplikowanych okolicznościach.
A tu noga ugrzęzła,
Drzazga w bucie uwięzła,
Bo ma dziurę w podeszwie
Mój pretendent na męża.
Ale szarpnie się wyrwie -
I już wolny, odeszło,
I walcuje, szurając
Odwiniętą podeszwą… Grande Valse Brillante, słowa: Julian Tuwim, piosenka w wykonaniu Ewy Demarczyk
„utrata własnoręcznie uszytych czerwonych trzewików symbolizuje udaremnienie samodzielnie zaplanowanego życia., utratę spontaniczności i początek udomowienia, zbytniej uległości. To w konsekwencji doprowadza do zatraty zdolności oceny sytuacji i nadużywania wolności, a to wreszcie kończy się utratą stóp – oparcia, opoki, nieodłącznej części instynktownej natury, która jest podporą wolności”.
Na pocieszenie wszystkim kobietom, takim jak ja, które były zbyt uległe w imię takich czy innych wartości, Clarissa Pinkola Estes twierdzi, że w samym środku tego niszczycielskiego żywiołu gwałtowność przeradza się w mądrość. „jest to mądrość kobiety, która tańczyła przeklęty taniec, zatraciła siebie i swe życie twórcze, doprowadziła się do piekła….ale jakimś cudem zdołała uchwycić się słowa, myśli, idei, które ja podtrzymały dopóty, dopóki nie wymknęła się demonowi przez jakąś wyrwę w czasie i nie ocalała, by o tym opowiedzieć. Jest jak saguaro, piękny kaktus rosnący na pustyni. Można go podziurawić kulami, pokroić, przewrócić, podeptać, a mimo to nie traci żywotności, wciąż przechowuje życiodajna wodę, wciąż rośnie dziko i regeneruje się z czasem”.
Powyższe, raczej zupełnie nie na miejscu, kojarzy mi się z Rasputinem, którego Jusupow w żaden sposób nie potrafił uśmiercić. Najpierw poczęstował mnicha zatrutym winem i ciastem, potem postrzelił go w pierś, próbował udusić, oddał kolejne strzały, zmiażdżył mu głowę dla pewności aż wreszcie utopił w Newie. „Wyłowione z Newy zwłoki Rasputina nosiły ślady świadczące, że w momencie wrzucenia do rzeki nadal żył – prawa ręka była uwolniona z więzów, a w płucach znajdowała się woda” – Wikipedia. No cóż, Rasputin, zamiast czynić powinność mnicha – uzdrowiciela syna carskiej rodziny i na tym się skupić, sięgnął po władzę i marnie skończył, również w historii, gdyż historycznie kojarzy się bynajmniej nie z mnichem. Uszył sobie buty na własna miarę.
Wracając do sierotki, to własnoręcznie uszyte buciki stanowią świadectwo, że z podłej egzystencji można się wznieść do wypełnionego treścią i pasją życia, odnaleźć źródło radości i dalej się rozwijać. I znowu jestem zmuszona skierować powyższe słowa do moich znajomych, którzy nieodmiennie zadają mi pytania o mężczyznę, który w tym rozwoju ponoć kobiecie jest niezbędnym a przy mnie go nie widać i bezpośrednio do mężczyzny, który twierdzi, że im mniej tym lepiej, podejrzewając być może zamach na swoje pieniądze. Kończąc ten przydługi ale mam nadzieję, że wyczerpujący wywód skupię się jeszcze na kolorze bucików, które nieprzypadkowo są czerwone. „Życie jest nierozłączne z poświęceniem. Czerwień to z jednej strony kolor życia, z drugiej zaś – kolor ofiary. By żyć pełnią życia, trzeba składać różne ofiary….”.
Zawsze była…
Zawsze była jakaś ciemność
W niej miłość uśpiona
Zatrzaśnięta, niespełniona
Czerwień w piekle, sen o raju
O oliwnym w słońcu gaju
O niebieskich sen migdałach
Zawsze była też bezsenność
W niej niepokój nocy
Strach, przymknięte oczy
Miłość mocy pozbawiona
W bezpiecznych ramionach
Których nigdy nie poznała
Facebook
Zwierzolubni