Wiesław Wiernicki pisywał między innymi o knajpach. O
warszawskich knajpach również. „Dancing ze schabem”, „Urodziłem się w knajpie”, „To były knajpy”, te książki i opowiadania mają wymowne tytuły. Przede mną leżą „Wspomnienia o warszawskich knajpach” autorstwa wyżej wymienionego. Książeczkę tę dostałam swego czasu od autora za pośrednictwem Krysi, naszego gastronomicznego PRowca, który towarzyszył Panu Wiernickiemu w wizytowaniu „europejskich” knajp, czyli restauracji i kawiarni w hotelu Europejski, restauracji „Przy Ossolińskich”, nocnego lokalu „Kamieniołomy” oraz dawnej cukierni Loursa.
„Słowo knajpa nie ma w tej książce znaczenia pejoratywnego – pisze autor – raczej odwrotnie – sympatyczne, romantyczne, nostalgiczne i kokieteryjne.” Do znanych mi knajp, które funkcjonowały w „moich peerelowskich” czasach zalicza Frascati przy Placu Trzech Krzyży, Pod Kandelabrami przy Placu Konstytucji i Honoratkę na Miodowej. O Europejskiej wspomina w treści opowiadań jako o lokalu, w którym obowiązywał nie tyle majątek co dobre maniery i urodzenie. Wspomina też historię Europejskiego : wybudowanie wielkiej sali balowej w 1922 roku, otwarcie cukierni i Baru Europejskiego w narożniku od ulicy Czystej obecnie Ossolińskich. Bar ten już wkrótce po otwarciu położył na łopatki właścicieli okolicznych knajp. W pierwszych dniach po zakończeniu wojny hall recepcyjny hotelu został odgruzowany i przykryty dachem, kelnerzy wdziali smokingi a kucharze zabrali się za przygotowywanie pieczonych perliczek, cielęciny w maladze i zrazów a la Nelson. W konsumpcji tych pyszności gościom nie przeszkadzał widok drutów sterczących z betonowych zbrojeń.
Byłam w hotelu Europejski kilka dni temu. Dałam się zaprosić na pokaz łóżek do masażu,
który jakaś firma organizowała w Sali Pompejańskiej. Poszłam nie dlatego, że łóżka tylko dlatego, że Europejski. Ze wzruszeniem przemierzałam piętra hotelowe z resztką zielonych wykładzin z logo hotelu robionych kiedyś na zamówienie. W hallu hotelowym, obdartym ze wszystkiego, z zainteresowaniem obejrzałam wystawę historycznych zdjęć hotelu. Pocałowałam kłódkę na drzwiach do cukierni Loursa po czym udałam się do pomieszczeń kawiarni, do której swego czasu przylegał jeden z najpopularniejszych w Warszawie letnich ogródków. Pomieszczenia kawiarni dzierżawi restaurator. Wyszlifowana przez lata stopami gości, stara drewniana podłoga o szerokich klepkach wygląda przygnębiająco podobnie jak wysłużony fortepian na podwyższeniu. Wnętrze kuchni stoi otworem i niewiele się w niej zmieniło.
Te same kafelki, które pamiętam i resztki instalacji sterczących ze ścian. Na terenie kuchni,
tuż przy trzonie kuchennym ustawiono wysokie stoły barowe aranżując coś na kształt otwartej kuchni, z której szczerzył do mnie w uśmiechu zęby rozwalony na krzesełku czarnoskóry kucharz. Kelner już na wejściu uprzedził mnie, że przy stolikach jest piekielnie gorąco, kiedy kuchnia pracuje. Jakby upału na zewnątrz było mało. Przejrzałam kartę menu oraz kartę win i wódek po czym udałam się na spacer po Ogrodzie Saskim. Na to popołudnie miałam dosyć wrażeń w postaci patrzenia na starocie, które nie cieszą swoją historią i widokiem. O ileż przyjemniejszy był widok starego, słonecznego zegara w pobliżu fontanny, od której bił przyjemny chłodek. Spędziłam chwilkę na kontemplacji metafory jesieni z kiścią winogron w ręku i tym przyjemnym akcentem zakończyłam upalny dzień.
Kalendarz słoneczny czas natury odmierza
Promienie słońca wskazówkami
Każdej pory roku, nocy z dniem przymierza
Tego co niezmienne – za nami i przed nami
Słońce wyznacza czas wiosny radosnej
I jesienny czas wskazuje spełnienia
Gwar za dnia ucisza spokojem ciszy nocnej
Słońce wyznacza też czas przesilenia
Słońce na totemie, na chorągwi i w herbie
Na tarczy - słonecznego zegara
Słońca z nieba siłą wiatr żaden nie zerwie
Choćby nie wiem jak bardzo się starał
A gdy słońce w zenicie nad raka zwrotnikiem
Najkrótszy cień rzuci na ziemię
Jasny dzień nastanie, on twym przewodnikiem
Słońce będziesz nosił w celtyckim totemie
Planety na orbitach cofają wskazówki zegara
Krążąc po elipsie bez końca
Czasu nie cofniesz choćbyś bardzo się starał
Zawsze możesz, jak one, okrążać słońce
Szkoda Europejskiego. Szkoda, że obecnych właścicieli nie stać na restaurację budynku i przywrócenie mu dawnej świetności lub na znalezienie inwestora, który by to zrobił. O ileż piękniej prezentuje się hotel Bristol po drugiej stronie ulicy. Odrestaurowany z niezwykłą starannością o zachowanie wystroju oryginalnych wnętrz początków dwudziestego wieku. Tutaj duch hotelu żyje i jest pielęgnowany a w Europejskim już chyba tylko straszy.
Jerzy Majewski w artykule Gazety Wyborczej Krakowskie Przedmieście 13 – hotel Europejski opowiada historię hotelu.
„W latach 80. (dziewiętnastego wieku, dopisek mój) na ostatniej kondygnacji mieściła się pracownia Józefa Chełmońskiego i Aleksandra Piotrowskiego. Na parterze były eleganckie sklepy, ale największą sławę zdobyły restauracja i cukiernia Loursa usytuowana pod Salą Pompejańską. Restaurację na początku wieku prowadzili Stanisław Janicki i Józef Wysakowski, który wcześniej pracował dla hr. Branickiej z Białej Cerkwi, a później dla królowej hiszpańskiej Izabelli”.
Przecież na tej słodkiej legendzie, przy odrobinie inwencji i znajomości sztuki cukierniczej
można by było zbić majątek. Nawet za moich czasów pracy w hotelu dawna cukiernia Loursa skutecznie konkurowała z osławionym i usytuowanym po sąsiedzku Bliklem. Codziennie robione były torty na zamówienie, firmowe ciasteczka w firmowym opakowaniu stanowiły atrakcyjny prezent dla gości hotelowych a wypad na lody w taki upał jak tego lata byłby zdecydowanie lepszym pomysłem niż prażenie się na rozgrzanej plaży. Pamiętam imieniny kierownika hotelu, który zaprosił spore grono wybranych pracowników na lody w piękny, słoneczny dzień. Lody nałożono nam do plastykowych kubeczków, zalano zimnym szampanem po czym udaliśmy się do parku po drugiej stronie ulicy aby w cieniu drzew skonsumować imieniny i wypić za zdrowie. W tłusty czwartek kolejka pod drzwiami ustawiała się skoro świt a w pozostałe dni stoliki były non stop zajęte, głównie przez plotkujące paniuse. Trafiał się też stały bywalec, który wpadał tutaj codziennie na kawę aby przeczytać poranną prasę. Szef cukierni, Henio Podsiadły, nie miał sobie równych w produkcji tradycyjnych wyrobów w postaci WZetki czy napoleonki ale także i nowatorskich wynalazków z owocami czy też migdałami i orzechami. Mogę się obyć bez słodyczy. Nie jestem ich amatorem ale cukierni Loursa jest mi żal tak jak jest mi żal Europejskiego.
„Gmach projektował Henryk Marconi przy współpracy Marcelego Berendta i Leandro Marconiego. Przy budowie skrzydła od Krakowskiego Przedmieścia uczestniczył Władysław Mierzejewski. Trzypiętrowa budowla o neorenesansowych elewacjach powstała na rzucie czworoboku z dziedzińcem pośrodku i zaokrąglonych narożnikach. Zdaniem Rottermunda (Prof. Rottermund – dyrektor Zamku Królewskiego w Warszawie, przyp. mój) większość jej form, kompozycji i detali można odnaleźć w architekturze dojrzałego renesansu włoskiego, zwłaszcza XVI-wiecznych pałaców rzymskich i weneckich.”.
No i proszę, byłby kawałek Wenecji w Warszawie.
Nocą błyszczy jak diament …..
Oświetlona nocą błyszczy jak diament
Ty samotnie Wenecją się zachwycasz
Razem z Tobą po wąziutkich ulicach
Chciałabym gondolą popłynąć kanałem
Chłonąć czary w tym spacerze zaklęte
W śnie uroczym zatopić od kołysania
Na pamiątkę naszego tutaj spotkania
Na gwiazdami usianym nieba okręcie
Księżyc poświatą odbije się w wodzie
Pozdrowi nas cichym westchnieniem
Barkarolę zanuci, by z rozmarzeniem
Rozkochać w romantycznej przygodzie
Oświetlona nocą błyszczy jak diament
W jej pamięci najpiękniejsze romanse
Porzućmy w tym mieście konwenanse
Miły, daruj mi sen jeszcze nienazwany…..
Zdjęcie: J. Bartuszek; cukiernia „Conti”, hotel Europejski Warszawa; 2000 rok , Budynek Hotelu oraz Ogród Saski – autor Wizzard via WikiMedia Commons; Cukiernia Conti, wnętrze kuchni – Hotel Europejski; Krzysztof Depko – 2005


Facebook
Zwierzolubni