Bezdomna – Janka Pilchówna

Pełnia. Latarnie gasną
I w srebrze stają pałace, tramwaje, domy, szyny.
Srebrne są nawet mosty i hen – na krańcach – góry.
Jest jasno.
Dźwięcząc po lśniących szynach tnę miasto.
Ciepło jak wiosną.
Sylwetki wieżyc płyną, zbliżają się i rosną,
Aż potrącone gwiazdy łzami na ziemię ciekną.
- Może to w moich oczach? Już przecie niedaleko
„die letzte Haltestelle”.
Nie wziął by ktoś na noc dziewczyny?
Nieznajomej dziewczyny. Bezdomnej.
Nigdy mu nie zapomnę…
Tramwaje puste, plac pusty i tylko za zakrętem
Zwarta gromadka cieni. Wysiąść i podejść śmielej?
Może by się zgodzili? – Greccy bogowie w bieli
Przed Parlamentem.

A tam na krańcach – góry.
Daleko.

Wiedeń, zima 1943

Zdjęcie: Natalie Ranáe Garza, 2011

Ten wpis został opublikowany w kategorii MOJE WIERSZE, Wiersze - Janka Pilchówna i oznaczony tagami , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój komentarz zostanie automatycznie opublikowany. Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Spam protection by WP Captcha-Free