Pełnia. Latarnie gasną
I w srebrze stają pałace, tramwaje, domy, szyny.
Srebrne są nawet mosty i hen – na krańcach – góry.
Jest jasno.
Dźwięcząc po lśniących szynach tnę miasto.
Ciepło jak wiosną.
Sylwetki wieżyc płyną, zbliżają się i rosną,
Aż potrącone gwiazdy łzami na ziemię ciekną.
- Może to w moich oczach? Już przecie niedaleko
„die letzte Haltestelle”.
Nie wziął by ktoś na noc dziewczyny?
Nieznajomej dziewczyny. Bezdomnej.
Nigdy mu nie zapomnę…
Tramwaje puste, plac pusty i tylko za zakrętem
Zwarta gromadka cieni. Wysiąść i podejść śmielej?
Może by się zgodzili? – Greccy bogowie w bieli
Przed Parlamentem.
A tam na krańcach – góry.
Daleko.
Wiedeń, zima 1943
Facebook
Zwierzolubni