I nagle
Bladym świtem powieka zbudzona zadrżała
Gwiazdy wyblakłe i niebo wyblakłe nastało
Skowronek tylko w górę się wzbił, pofrunął
Na bezbarwnym niebie dźwięczną zagrał struną
I nagle
Drzew jesiennych, starych dębów tonem
Niczym wież stromizną, wież dalekich ogromem
Pożar zalał niebo, zapłonęło czerwienią
Słońce wzeszło, skowronek je obudził nad ziemią
Z tych niebios od ptaka lotu pożarem zalanych
Na chmur rumaku do mnie zdąża ukochany
Nie bacząc, że koń z pyska już toczy pianę,
On pędzi galopem… z uwięzi zerwany……

Facebook
Zwierzolubni