Drzewo tu rosło. Jak transcedencja czysta
O, śpiewa Orfeusz! W uchu wysokie drzewo
Ucichło wszystko. Tylko rzeka u źródeł bystra
Daje początek. Przebija się, zmienia, śpiewa
Zwierzę umyka od świadomości ciszy czystej
I lasu, co przypadł mu w udziale niczym obóz
Jak się tam znalazło, nic nie jest oczywistym
I nic ze strachu nie powstaje. Boże wspomóż.
Więc słuchaj, wołaj, krzycz jak najgłośniej
Małym żeś w sercach innych, nieistotnym
Bądź domem, który przywita najprościej
Schroniskiem, za nim tęsknota w ciemności
Z otwartym wejściem, przed nim aż dygoczą
Ci, co do Twej świątyni wstąpić chcieli nocą
Facebook
Zwierzolubni